Teatr

Hormony w mundurkach

Otwieranie oczu rodzicom i nauczycielom.

W poprzedniej inscenizacji duetu reżysersko-dramaturgicznego Wiktor Rubin – Bartosz Frąckowiak, gdańskiej „Lilli Wenedzie”, wszystkiego było za dużo: poziomów gry, odniesień, kryptocytatów, powagi i ambicji opowiedzenia o kilku światach naraz. Ich najnowsza premiera – zrealizowana w Teatrze Polskim w Bydgoszczy „Przebudzenie wiosny” według Franka Wedekinda jest oszczędna: o samotnych zmaganiach gimnazjalistów z problemami dojrzewania mówi się z dystansem, bawiąc się teatrem, ale bez głębszego wchodzenia w temat.

Autorzy przejrzeli internetowe blogi, raporty psychologów i obejrzeli telewizyjne reportaże. Stąd do spektaklu przywędrował katalog problemów nurtujących młodzież: od zaczynającego się już w szkole wyścigu szczurów przez problem braku akceptacji w grupie, przerażenie rodzącym się popędem seksualnym itd. Stąd są również lubiane przez młodych cytaty z reklam, celebryci jako wzorce zachowań, a także wszechobecne przekonanie, że nastolatek z całym tym chaosem zmaga się sam.

Twórcy mniej skupiają się na dramacie każdego z czwórki bohaterów, bardziej zależy im na podkreśleniu rozziewu między prawdziwymi problemami i potrzebami młodych a ofertą instytucji stworzonych, by im pomagać: zapytana o seks matka każe zmówić paciorek, szkoła buzujące hormony wbije w mundurek, a nieczyste myśli skieruje w stronę patriotycznych akademii. A media zachęcą do intymnych zwierzeń w programie talk-show. Prawdziwa (choć krótkotrwała) dyskusja zaczyna się dopiero, gdy upokorzona na oczach klasy Ania popełni samobójstwo.

Bydgoskie przedstawienie samym nastolatkom nic głębokiego o ich problemach raczej nie powie, może za to otworzyć oczy ich rodzicom i nauczycielom.

   

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną