Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Wystawy

Yokoo, Sano, Satoh

Plakat japoński – dzisiaj. Ze zbiorów DNP Archives of Graphic Design w Tokio, Muzeum Plakatu w Wilanowie.

Tytuł notki, wbrew podejrzeniom, nie jest żadnym samurajskim okrzykiem, ale zestawieniem nazwisk trzech spośród kilkudziesięciu japońskich grafików, których prace pokazywane są na wystawie „Plakat japoński – dzisiaj”. Polskim miłośnikom sztuki ulicy nie trzeba ich specjalnie rekomendować. Z Międzynarodowego Biennale Plakatu, które od lat odbywa się w Warszawie, niemal od początku i bardzo regularnie wyjeżdżali z nagrodami i wyróżnieniami.

Wydaje się, że obok tzw. szkoły polskiej właśnie japońska sztuka grafiki zasługuje na uwagę i od lat prezentuje najwyższy światowy poziom. Twórcy japońscy do perfekcji opanowali umiejętność wykorzystywania w plakatach wątków tradycyjnej sztuki (m.in. kaligrafii), uniwersalnych symboli, ale też doświadczeń mangi, anime i możliwości, jakie daje obróbka komputerowa. Świat dawny miesza się z nowoczesnością, barwna popkultura z wyrafinowaniem i estetycznie czystą formą. A wszystko to wsparte fantastycznymi osiągnięciami technologicznymi i wyrafinowanymi metodami druku. Na wystawie pokazano ponad 120 prac, a całość skonstruowano na zasadzie zderzenia dwóch artystycznych światów. Z jednej – prace takich klasyków gatunku jak Mitsuo Katui czy Kozumasa Nagai, silnie osadzonych w tradycji i działających z powodzeniem od blisko półwiecza. Z drugiej – pokolenie młodych, buntowniczych artystów, wychowanych w świecie cyberprzestrzeni i globalnej komunikacji.

Warszawa jest kolejnym – po Monachium, Zurychu, Frankfurcie, Pradze i Berlinie – miastem, które gości tę bardzo ciekawą tokijską kolekcję.
 

Plakat japoński – dzisiaj. Ze zbiorów DNP Archives of Graphic Design w Tokio, Muzeum Plakatu w Wilanowie, wystawa czynna do 25 listopada. 

   

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną