Filozofia rzeźbienia pośladków
Czym jest właściwie joga współczesna, wielkomiejska: modą, fitnesem czy jednak pracą nad duszą?
Pozycja jogiczna, czyli asana. Ta nazywa się adho mukha svanasana, czyli tzw. psa.
Mike Powell/Getty Images/Flash Press Media

Pozycja jogiczna, czyli asana. Ta nazywa się adho mukha svanasana, czyli tzw. psa.

Pozycja jogiczna natarajaasana.
George Doyle/Getty Images/Flash Press Media

Pozycja jogiczna natarajaasana.

W USA praktykuje jogę 20 mln ludzi. W Wielkiej Brytanii – milion. Także i w Polsce popularnym tematem rozmów stają się rodzaje mat, oddech udżdżaji i relaks w śavasanie. O co to całe szaleństwo?

– Na Zachodzie nastąpiło utożsamienie jogi z Hatha Jogą. Jedną z jej odmian, bazującą w dużej mierze na pozycjach ciała – diagnozuje Anna Sobolewska z Instytutu Badań Literackich PAN, autorka m.in. książki „Mapy duchowe współczesności. Co nam zostało z Nowej Ery”. Rzadko wspomina się o tym, że asana, czyli pozycje ciała, to tylko jeden z elementów jogi, i wcale nie najważniejszy. Że wyżej są medytacja czy choćby studiowanie ksiąg.

W tym bardziej źródłowym, XIX-wiecznym znaczeniu joga to jedynie droga do ujarzmienia umysłu, do panowania nad duchem i ciałem. Panowanie owo, objawiające się poprzez medytację, to też nie cel sam w sobie, a jedynie droga do doświadczenia mistycznego. Doświadczenia jedności z absolutem, zespolenia się z jaźnią świata.

Zarówno rozmaitość interpretacji i ścieżek jogicznych, jak i narzekanie na jej profanowanie, wypaczanie, dewaluację, westernizację – wydają się równie stare jak sama joga. Co ma skutek uboczny, pozytywny w sumie: każdy może znaleźć własną jogę, dostosowaną do potrzeb duchowych i cielesnych. A potem, wraz z rozwojem duchowym lub zmianą potrzeb, może wymienić ją na inną.

Ofert jest tyle, ile poszukujących.

Źródło

Sanskrycki termin joga pochodzi od rdzenia yuj, oznaczającego kontrolę i jarzmo, ale też zjednoczenie, unię, jedność. W najszerszym ujęciu joga to jedna z sześciu ortodoksyjnych (czyli pozostających w zgodzie z literą Wed, najstarszych świętych ksiąg hinduizmu), starożytnych indyjskich szkół filozoficznych. Joga uznaje prawo karmy i koła wcieleń – reinkarnacji, z których można się wyzwolić poprzez odpowiedni trening ciała, przestrzeganie zasad etycznych, czytanie świętych ksiąg, skupienie, medytację i ascezę.

Najważniejszym traktatem jogicznym są „Jogasutry” autorstwa Patańdźalego, indyjskiego filozofa żyjącego ok. II w. p.n.e., który zapisał i skodyfikował tradycję znacznie starszą, sięgającą Wed (ponad 1 tys. lat p.n.e.) i Upaniszad (VIII–III w. p.n.e.). Osiem stopni jogi według Patańdźalego to kolejno:

1. jama (jogiczna etyka: brak przemocy, prawdomówność, zakaz kradzieży, wstrzemięźliwość i skromność),

2. nijama (zasady jogicznej samodyscypliny: czystość, zadowolenie, zapał, badanie pism, nauka i oddanie najwyższemu Panu),

3. asana (pozycje jogiczne),

4. pranajama (ćwiczenia oddechowe),

5. pratjahara (skupienie zmysłów),

6. dharana (koncentracja umysłu),

7. dhjana (medytacja),

8. samadhi (najwyższy stopień; zespolenie z Jaźnią).

O tak popularnych dziś asanach w starożytnych tekstach wspomina się dość ogólnie. Większość z nich została skodyfikowana w XIX w.

Na Zachodzie boom na jogę zaczął się wraz z kontrkulturą i jej fascynacją Wschodem w latach 60. Wtedy też rozbłysły gwiazdy ojców najpopularniejszych współczesnych systemów jogi: Hatha Jogi i Astanga Vinyasa Jogi, B.K.S. Iyengara i Pattabhi Joisa oraz rozlicznych, rzeczywistych lub samozwańczych guru jogi medytacyjnej, tantrycznej czy budzącej centra energetyczne (czakry) Kundalini Jogi.

W Polsce joga przebiła się dekadę później, choć pierwsze rodzime dzieło na ten temat – „Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytku rodaków” autorstwa prof. filozofii Wincentego Lutosławskiego zostało opublikowane już w 1909 r. Po wojnie jogę propagował (prowadził jedne z pierwszy zajęć jogi na obozie leczniczym, organizowanym przez Poradnię Zdrowia Psychicznego dla studentów w Warszawie) Tadeusz Pasek, uczeń Swamiego Śiwanandy, lekarza, twórcy popularnej także dziś szkoły Śiwananda Joga – klasycznej ścieżki opartej na realizacji pięciu podstawowych zasad: ćwiczenie ciała i oddechu, relaks, dieta wegetariańska, pozytywne myślenie i medytacja.

Pierwsza oficjalna szkoła Hatha Jogi powstała w Polsce w 1984 r. Prekursorem był Sławomir Bubicz, który w Indiach poznał metodę B.K.S. Iyengara. Jednak jogini i buddyści pojawili się w Polsce wcześniej, pod koniec lat 70. – Do powszechnej świadomości wprowadziła jogę Medytacja Transcendentalna, jednak u nas była ona przemijającą modą – wspomina Anna Sobolewska. – Teraz taka medytacja, która opiera się na powtarzaniu mantry zakupionej od mistrza, została zdyskredytowana w niemieckim filmie dokumentalnym Davida Sievekinga „David chce odlecieć” jako czysty biznes rozkręcony przez samozwańczego guru Maharishiego Mahesh Yogi, który sam siebie mianował mistrzem. Jednak dla wielu z nas był to pierwszy stopień prowadzący do głębszych poszukiwań autentycznej jogi i medytacji.

Duch

Dziś swoich przedstawicieli w Polsce ma wiele szkół medytacyjnych. Jak Siddha Joga wywodząca się z aśramu w podbombajskim Ganeśpuri, na czele której stoi Gurumayi Chidvilasananda, kontynuująca tradycję Swamiego Muktanandy i Bhagawana Nityanandy. – Siddha Joga jest nastawiona na świeckich, którzy pracują, mają rodziny, swoje życie, ale potrzebują wyciszenia w kontemplacji i medytacji – wylicza Anna Sobolewska, która praktykuje medytację od 30 lat. Proces ten opisuje jako ujarzmienie, wyzerowanie umysłu, przerwanie strumienia świadomości, czyli odgrodzenie się od myśli i emocji, które nas nękają, po prostu bycie w ciszy. Służą do tego różne metody, ale prawie wszystkie są połączone z oddechem. Ważna jest nieustanna świadomość wdechu i wydechu. Użyteczna jest mantra: słowo, fraza, krótkie zdanie, które można kontemplować, skupić na nim świadomość. – Mantry są zwykle skrótem filozoficznych mądrości Upaniszad, np. Om Namah Śiwaja – Składam hołd bogu we mnie; albo: Soham – Jestem Tym – opowiada Anna Sobolewska. – Terminem medytacja w sensie wschodnim, a nie zachodnim, kartezjańskim, określa się cały kompleks doświadczeń wewnętrznych, od dobrze nam znanej kontemplacji, przywoływania pięknych obrazów i wspomnień, tyle że z zamkniętymi oczami, poprzez różne techniki medytacji z pomocą wyobrażeń lub mantr, aż do absolutnej ciszy zmysłów i umysłu.

Paradoksalnie, medytacja jest połączeniem głębokiej relaksacji ze stanem czuwania, przytomności umysłu. Ta jedność przeciwieństw jest doświadczeniem niezwykłym, w Europie znanym tylko mnichom, zwłaszcza w tradycji benedyktyńskiej i prawosławnej.

W Jogasutrach jedną z form praktyki jest oddanie się sile wyższej, jednak w żaden sposób nie jest zasugerowane, co to za siła wyższa – osobowa czy bezosobowa. To miejsce jest puste, każdy może je wypełnić wyobrażeniem tego, w co wierzy albo czemu chciałby się poddać, co czyni z jogi praktykę uniwersalną, dostępną zarówno dla wierzących różnych wyznań, jak i niewierzących.

Ciało

Najpopularniejsze na Zachodzie szkoły jogi to te, które próbują dotrzeć do duszy poprzez ciało, odwołując się do coraz powszechniejszego w naszej części świata podejścia do człowieka jako jedności psychofizycznej. A także do mody na piękno, zdrowie, młodość (i wydajność) mimo upływu lat.

Podkreśla się zbawienny wpływ regularnego ćwiczenia asan i oddechu na dotlenienie organizmu, podwyższenie poziomu endorfin (hormonów szczęścia) we krwi, obniżenie poziomu zwanego hormonem stresu kortyzolu, odciążenie kręgosłupa, głęboki relaks całego organizmu, poprawę koncentracji itd. B.K.S. Iyengar, twórca najpopularniejszej, także w Polsce, metody praktykowania jogi narzeka: „Rządy państw na całym świecie wydają miliony dolarów na badania chorób i testy lekarstw, a wszystko po to, aby uczynić chorych ludzi zdrowymi. Niestety! Żaden rząd nie wpadł na to, aby skierować swoje wysiłki na utrzymanie zdrowych ludzi w zdrowiu”. Jednak w wielu krajach Europy Zachodniej joga jest refundowaną z budżetu państwa terapią rehabilitacyjną. W Polsce – nie.

Metoda stworzona w połowie XX w. przez Iyengara (z ośrodkiem w Punie) opiera się na szczególnym sposobie interpretacji relacji między wspomnianymi ośmioma członami jogi według Patańdźalego: – Zazwyczaj kojarzone jako osiem stopni, Iyengar widzi jako osiem płatków wyrastających ze wspólnego rdzenia – wyjaśnia Katarzyna Pilorz, właścicielka Studia Jogi w Krakowie i prezes Polskiego Stowarzyszenia Jogi Iyengara. I dodaje, że za ów wspólny rdzeń można uznać asanę, gdyż każdy z pozostałych członów znajduje w niej odzwierciedlenie. Praktykowanie asan oddziałuje zarówno na ciało, jak i na umysł, również w aspekcie etycznym. W asanie zwraca się uwagę na oddech (pranajama), aktywność zmysłową wycofuje się z kontekstu na zewnątrz i skupia na sygnałach płynących z organizmu (pratyahara), ćwiczy się skupienie uwagi na określonych częściach ciała (dharana), co przygotowuje umysł do bardziej zaawansowanej praktyki jaką jest (dyana) – medytacja bezprzedmiotowa. Ostatnim członem jest cel praktyki – samadhi.

Oryginalnym pomysłem Iyengara są przyrządy do jogi, umożliwiające praktykę asan osobom z ograniczeniami ruchowymi (co się odnosi m.in. do większości pracujących za biurkiem). Do najbardziej podstawowych pomocy należą: koce, paski, klocki, krzesła, liny przyczepiane do drabinek. Pomogły one Iyengarowi opracować warianty asan o działaniu terapeutycznym i rehabilitacyjnym.

Osobną dziedziną jest praktyka zawierająca sekwencje menstruacyjne, ciążowe i dla kobiet w czasie menopauzy.

Świadomość

Według Iyengara, nawet początkujący adept jogi zaczyna pracę nad umysłem, praktykę duchową, co nie wszystkim się podoba: – Wiele osób w momencie, kiedy zaczyna odczuwać transformujący wpływ asan nie tylko na ciało, ale też na umysł, rezygnuje z praktyki – zauważa Katarzyna Pilorz. – Sama decyzja o wycofaniu się podejmowana jest nieświadomie.

Zdarza się, że uczniowie czują się po zajęciach przygnębieni, ponieważ do głosu dochodzą uwolnione z ciała emocje. Według filozofii jogi (ale też współczesnej nauki), odkładające się latami, jako reakcja na to, co odczuwaliśmy, albo, co gorsza, na to, czego czuć nie chcieliśmy. I tak np. w naszych mięśniach kapturowych tkwi zapis wszystkich sytuacji lękowych, jakie nas spotkały. Mamy tam rodzaj pancerza ochronnego. – Pracując nad rozluźnianiem tej części ciała, wysyłamy sygnał do mózgu i tym samym uwalniamy skumulowane tam emocje, a one manifestują się np. w postaci uczucia smutku – dodaje Katarzyna Pilorz. – Praktyka jogi to wyzwanie i zaproszenie do dalszej pracy nad sobą.

Energia

Dla tych, którym spokojna joga Iyengara wydaje się zbyt nudna i nużąca, w połowie XX w. w Majsurze powstała znacznie bardziej dynamiczna wersja Hatha Jogi – Astanga Vinyasa Yoga. Bardzo popularna za Zachodzie. Praktykują ją m.in. Madonna, Sting, Willem Defoe, Gwyneth Paltrow i Chris Martin z Coldplay. W Polsce pojawiła się w 2003 r., jej prekursorem jest Radek Rychlik. Ojciec AVY Pattabhi Jois połączył asany w sekwencje wykonywane w rytm głośnego, świszczącego, mającego właściwości rozgrzewające i oczyszczające oddechu udżdżaji (zwycięskiego). Metodę Jois skodyfikował w dziele „Joga mala”, obejmującym sześć serii, ułożonych według stopnia trudności. Pierwsza, najłatwiejsza i najpopularniejsza, nazywa się Joga Chikitsa i ma na celu oczyszczenie i wzmocnienie ciała. Podczas praktyki pobudzany jest metabolizm, z organizmu wypalane są nieczystości, wyzwala się energia, a rozgrzane ciało staje się lekkie, zwinne i silne, co ma wpływ także na stan umysłu. – Jedni muszą zrozumieć, żeby poczuć, inni muszą poczuć, żeby zrozumieć – tłumaczy różnicę między jogą Iyengara a Astanga Vinyasa Yogą Ewa Jaros, uczennica Radka Rychlika i właścicielka Astanga Yoga Studio w Warszawie. I dodaje:– Są dwie drogi i żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza. Ja, zanim odkryłam Astangę, przez rok praktykowałam jogę Iyengara, która jednak okazała się dla mnie zbyt intelektualna, teoretyczna i szczegółowa. Doskonalenie pozycji nigdy się nie kończyło. W Astandze łatwiej jest mi poczuć pobudzenie i przepływ energii, łatwiej wyzwolić się z przymusu myślenia.

Co nie znaczy, że Astanga nie daje szansy na głęboką praktykę. Ważne tu są również punkty skupienia wzroku (drishti) i wewnętrzne centra energetyczne (bandhy). Człowiek staje się bardziej uważny, a stąd tylko krok do kontemplacji, medytacji, do osiągania subtelnych stanów umysłu.

– Część z tych, którzy ćwiczą dłużej, zaczyna stawiać pytania o myśl stojącą za asanami, za oddechem udżdżaji, o to, co odczuwają, jak ewoluuje ich świadomość. To naturalne, po prostu czują zmianę w ciele i umyśle – wyjaśnia Ewa Jaros. – Ja nie chcę praktykować jogi, która kończy się na asanach, choć to właśnie w ciele, na macie zaczyna się praktyka duchowa. Jednak wielu ludzi to nie interesuje, zatrzymują się na ćwiczeniach.

Tak jak uprawiający klasyczną medytację zżymają się na fanów XX-wiecznych indyjskich odmian Hatha Jogi, że dewaluują jogę do rangi gimnastyki z pretensjami do duchowości, tak ci drudzy nierzadko z pogardą traktują uprawiających najnowsze, zupełnie już zwesternizowane modyfikacje jogi. A wybór jest spory: Dynamic Yoga, Power Yoga, Bikram yoga (w pomieszczeniach nagrzanych do temperatury 40 st. C, połączenie jogi i sauny), ajurjoga (połączona z ajurwedą), joga nago, yogarobic, baby yoga. Wszystko to odpowiedź na zapotrzebowanie na nowoczesny fitness zabarwiony tradycją, spa&wellness, praktyki body-mind – prężnie się rozwijający segment usług jednocześnie dla ciała i ducha, dla wszystkich tych, którym nie wystarcza aerobik, siłownia czy pilates.

Rzeczywistość

Różne odmiany jogi ćwiczyć można dziś w szkołach, studiach i ateliers, ale też w salonach spa, oferujących jogę wraz z warsztatami diety ajurwedyjskiej, masażami hawajskimi, akupresurą, jogą twarzy, kuchnią wegetariańską, naturalnymi kosmetykami. Pisma o tematyce ezoterycznej i Internet pełne są ogłoszeń typu: „Obudź swoje 22 czakry” lub „Samadhi w trzy dni” (i za jedyne 800 zł) czy „Pobudzenia tantryczne w weekend”.

Joga jest dziś traktowana z jednej strony jako forma fitnessu, poprawiająca parametry ciała i umysłu, pozwalająca naładować akumulatory i tym samym czyniąca człowieka bardziej konkurencyjnym na rynku pracy. Z drugiej strony to remedium na problemy dzisiejszej cywilizacji: wyścig szczurów, przepracowanie i stres, ratunek przed popadnięciem w nałogi i depresję, alternatywa dla antydepresantów. W popularności jogi objawia się tendencja ludzi Zachodu, w tym także Polaków, by zauważać, że ciało i umysł nie funkcjonują oddzielnie, że człowiek jest jednością i w zdrowym ciele zdrowy duch (i odwrotnie).

W Polsce moda na jogę, widoczna w rosnącej w ostatnich kilku latach liczbie szkół i przyznawanych certyfikatów nauczycielskich, to dodatkowo także dowód na rozwój klasy średniej. To jej przedstawiciele (częściej przedstawicielki) stanowią większość praktykujących.

Popyt wywołuje podaż. Amerykański „New York Times” i brytyjski „Guardian” opublikowały na początku roku artykuły pokazujące, jak ów popyt skłania rynek do nie do końca etycznych zachowań. Niedokształceni nauczyciele, przepełnione sale, liczba praktykujących przekraczająca możliwości nadzoru nauczyciela nad sposobem wykonywania asan przez uczniów, do tego zachodnie nastawienie na efekt w krótkim czasie oraz konkurowanie z innymi ćwiczącymi. Czyli przepis na kontuzje i urazy.

Rada dla szukających dla siebie szkoły jest więc jedna: duchowość duchowością, ale warto w kontakcie z jogą zachowywać się, jak na konsumenta przystało. Sprawdzać certyfikaty nauczycieli (także renomę organizacji, która je przyznała), oglądać sale do ćwiczeń, pytać, ile maksymalnie osób będzie w grupie. No i zaczynać od wykupu pojedynczej lekcji, a nie miesięcznego karnetu.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną