Reporter „Polityki” o atmosferze na Igrzyskach

Sport wrócił do domu
Choć mam tu poczucie permanentnej inwigilacji, ta impreza to wielkie sportowe święto. Londyn i Londyńczycy dają radę – pisze nasz wysłannik na IO2012.
Koła Olimpijskie pod mostem Tower Bridge.
aurélien./Flickr CC by SA

Koła Olimpijskie pod mostem Tower Bridge.

Nie ma wyjścia – igrzyska trzeba brać takie, jakie są. Wszystkie doniesienia o najlepiej strzeżonej imprezie w dziejach okazały się prawdziwe – i nawet jeśli przed czterema laty w Pekinie odsetek mundurowych na metr kwadratowy przekraczał granice zdrowego rozsądku, to będąc w londyńskich centrach wydarzeń (przecież igrzyska to nie tylko wioska olimpijska) ma się poczucie permanentnej inwigilacji – bo bezpieczeństwa strzegą nie tylko służby uzbrojone mniej lub bardziej ostentacyjnie, ale też cuda współczesnej techniki, których niewidzialne nitki prowadzą gdzieś do satelitów i z powrotem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną