Ludzie i style

Niesłychanie miły gość

Jimmy Fallon – nowa twarz „The Tonight Show”

Jimmy Fallon (z prawej) i Justin Timberlake Jimmy Fallon (z prawej) i Justin Timberlake NBC
Młodzieńczy, wesoły i dość grzeczny komik Jimmy Fallon stał się twarzą „The Tonight Show”, najważniejszego amerykańskiego programu rozrywkowego. To odpowiedź na pytanie, jakiej gwiazdy potrzebuje dziś telewizja.
Stacja NBC liczy, że nowy prowadzący przyciągnie młodszą, czyli atrakcyjniejszą dla reklamodawców, publiczność.David Shankbone/Wikipedia Stacja NBC liczy, że nowy prowadzący przyciągnie młodszą, czyli atrakcyjniejszą dla reklamodawców, publiczność.

Osobie, która nie wierzyła, że zostanę gospodarzem „The Tonight Show”, chcę powiedzieć tylko jedno: wisisz mi sto dolców – powiedział Jimmy Fallon podczas pierwszego prowadzonego przez siebie programu w połowie lutego. Publiczność zaczęła klaskać i piszczeć. Nie dlatego, że żart był szczególnie udany – reakcję wywołał niespodziewany gość, który nagle wyszedł zza kurtyny, podszedł do Fallona, bez słowa wręczył sto dolarów i wyszedł. Był to Robert De Niro. Chwilę później dług spłacili: komiczka Tina Fey, były burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani, Sarah Jessica Parker, Kim Kardashian, Mariah Carey, Lady Gaga, Seth Rogen i Mike Tyson. Ostatni pojawił się komik Steven Colbert, który wysypał na Fallona wiadro drobnych monet, oczywiście o równowartości stu dolarów.

Nawet jak na standardy tego programu, gdzie gośćmi byli już topowi aktorzy, piosenkarze, sportowcy i politycy, włączając prezydentów Busha i Obamę, to ponadprzeciętne stężenie gwiazd. I jeden z dowodów na to, jak ważnym elementem amerykańskiej popkultury jest „The ­Tonight Show”, nadawany na żywo przez stację NBC od 60 lat, a zmiana na stanowisku jego gospodarza to nie przelewki.

Proszę sobie wyobrazić, że polska telewizja nadal emituje „Tele Echo” i właśnie trwa dyskusja, czy prowadzenie go powinna przejąć na przykład pani Anita Werner czy pani Monika Olejnik – tłumaczy fenomen prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS.

Programy takie jak poranny „Today Show” i wieczorny „The Tonight Show” zostały wymyślone na początku lat 50., aby dotrzymywać ludziom towarzystwa na początku i pod koniec każdego dnia – wyjaśnia z kolei tę formułę prof. Robert J. Thompson z Syracuse University. – „The Tonight Show” zawsze miał charakter przyjemnego, komediowego podsumowania. Niezwykle istotna jest tu więź między widownią a prowadzącym, który często ma zdrobniałe imię, takie jak Johnny czy Jimmy.

Ów „Johnny” to oczywiście legendarny Johnny Carson, prowadził program przez 30 lat (1962–92), stając się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń komików – od Joan Rivers, Jaya Leno, Davida Lettermana po Conana O’Briena i Jimmy’ego Kimmela. Każdy z nich ma od lat własny program. Profesor Thompson dodaje, że format „The Tonight Show” oraz innych programów tego typu składa się z kilku krótkich części – zwykle jest to monolog gospodarza, wywiady z gośćmi, występ muzyczny – aby można było w dowolnym momencie po prostu zasnąć, nie tracąc całego programu.

Fallon, który przejął prowadzenie programu od Jaya Leno, wie o tym doskonale, bo jak większość Amerykanów koło czterdziestki i starszych, męczył w dzieciństwie rodziców, aby pozwolili mu przed snem obejrzeć chociaż kawałek „The Tonight Show”. Debiut 39-letniego komika oglądało ponad 11 mln widzów, a kolejne programy w pierwszym tygodniu około 7 mln, co jest najlepszym wynikiem „The Tonight Show” od lat i dwa razy lepszym od tego, co osiągał od dłuższego czasu Leno. W Polsce program był pokazywany na zlikwidowanym kanale nTalk, w tej chwili najlepsze fragmenty można oglądać na YouTube.

Stacja NBC liczy na to, że nowy prowadzący przyciągnie też młodszą, czyli atrakcyjniejszą dla reklamodawców, publiczność – w tej chwili widzowie programu mają średnio nieco ponad 55 lat. Na co liczy sam Fallon? „Jestem gospodarzem programu. Na razie” – tak niezobowiązująco przywitał swoich widzów.

„Gdyby ktoś mi powiedział w dzieciństwie, że skończę szkołę i będę prowadził »The Tonight Show«, byłbym naprawdę zdumiony: to ja skończyłem szkołę?! Przecież to zupełnie nie w moim stylu” – to kolejny fragment monologu, którym Fallon przywitał swoich nowych widzów. Rzeczywiście, w podstawówce oraz w liceum w Saugerties, niewielkim miasteczku w stanie Nowy Jork, Jimmy nie zaliczał się do prymusów. Wspomina, że był chowany razem z siostrą Glorią pod kloszem. Fallon, który mimo tych dziwactw wspomina dzieciństwo jako sielankę: „Bujając się na huśtawce, musiałem zakładać kask, bo rodzice bali się, że zrobię sobie krzywdę. Nie mogliśmy z Glorią przechodzić sami przez jezdnię koło domu, póki nie skończyliśmy 10 czy 12 lat”.

Bezpiecznym hobby było za to oglądanie programów komediowych. Oprócz „The Tonight Show” Fallon ubóstwiał „Saturday Night Live”, nadawany w soboty zestaw zabawnych skeczy: „W każde urodziny, gdy zdmuchiwałem świeczki, marzyłem tylko o jednym – dołączyć do SNL”. Odcinki oglądał z namaszczeniem w samotności („Nie chciałem, żeby ktoś mi je psuł swoimi komentarzami”), a potem najlepsze kawałki, nagrane na kasety wideo, pokazywał rówieśnikom. „Byłem ludzką wersją YouTube” – żartował.

Już wtedy ujawniła się jego słabość do występów i rozbawiania innych. Z czasem pokazywał też własne wersje podpatrzonych w telewizji popisów, a jego publicznością byli rodzice i ich przyjaciele. Specjalnością Jimmy’ego stały się wcieleniówki – genialnie naśladował na przykład Rodneya Dangerfielda, znanego w latach 80. aktora komediowego. Podczas jednego ze swoich pierwszych publicznych występów w klubie komediowym wykorzystał talent kameleona i wcielił się w kilka gwiazd po kolei, między innymi w Billa Cosby’ego. Numer polegał na tym, że odgrywane przez Fallona sławy ubiegały się o rolę w reklamie brzydkich lalek, tak zwanych Troll Dolls. Chłopak spodobał się jako sztukmistrz, co mu dodało pewności siebie i wyruszył z programem komediowym (tzw. stand-up) w trasę po kraju.

Zatrzymał się dopiero w Los Angeles – tu postanowił się dokształcić w swoim fachu i zapisał do specjalizującej się w skeczach szkoły The Groundlings. Zaczęły się też pierwsze zlecenia. Wkrótce, w 1998 r., Fallon odebrał telefon marzeń: ma stawić się w Nowym Jorku i wziąć udział w castingu do „Saturday Night Live”. Przejęty jak nigdy, dotarł do siedziby NBC, przy ­Rockefeller Plaza 30. Wspomina, że wszyscy – od asystentów produkcji po charakteryzatorkę – przestrzegali go przed producentem programu Lornem Michaelsem, który przesłuchiwał kandydatów z nieprzeniknioną miną. Gdy lekko niezdarny, przerośnięty chłopak w dżinsach i brązowym sweterku zaczął udawać innych komików – Adama Sandlera, Jerry’ego Seinfelda czy Chrisa Rocka – Michaels buchnął śmiechem. Na kolejnym spotkaniu zapytał Fallona, czy do występów może zakładać peruki i dołączył go do stałego zespołu „SNL”.

Tam naśladował między innymi Barry’ego Gibba z The Bee Gees, wcielał się też w mnóstwo fikcyjnych postaci. Razem z Tiną Fey prowadził w „Weekly Update” parodię programu informacyjnego, co było przygrywką do jego przyszłej roli: gospodarza własnego programu rozrywkowego. Zanim jednak do tego doszło, Fallon flirtował z Hollywood: zagrał w amerykańskiej wersji „Taxi”, komediach „Miłosna rozgrywka”, „Dziewczyna z marzeniami” czy bardziej poważnym „U progu sławy” Camerona Crowe’a. Jednak aktorstwo filmowe, choć tak podobne do tego, co robił w „SNL”, nie pokochało go – okazało się, że gdy Fallon gra kogoś, kogo sam nie wymyślił, traci cały urok i charyzmę. Wkrótce wrócił do poprzedniego miejsca pracy.

Tymczasem szefowie stacji NBC szykowali zmiany w wieczornym paśmie programów rozrywkowych. „The Tonight Show” miał przejąć po Jayu Leno kolega z tej samej stacji, złośliwy, bardzo inteligentny Conan O’Brien – tym samym zwalniał on fotel gospodarza programu „The Late Night”, który dzięki uporowi Michaelsa otrzymał właśnie Jimmy Fallon.

O’Brien utrzymał się na nowej posadzie mniej niż rok – w marcu 2010 r. „The Tonight Show” znów prowadził Leno. Wyniki oglądalności poszły w górę, ale stacja i tak szukała nowego gospodarza.

Prowadząc pierwsze odcinki „Late Night”, Fallon nie uwiódł publiczności. Był wyraźnie zdenerwowany, nie miał łatwości w prowadzeniu wywiadów z gwiazdami, co świetnie potrafił Carson, ale także Leno. Ten ostatni uwielbiał też dowcip polityczny, badacze mediów z uniwersytetu w Wirginii policzyli, że podczas swojej 22-letniej kariery gospodarz „The Tonight Show” najczęściej, bo aż 4607 razy, kpił z Billa Clintona, a z drugiego na liście George’a W. Busha 3239 razy. Wynik takiego O.J. Simpsona (795 żartów) czy Michaela Jacksona (505) jest przy tym po prostu śmieszny. Leno regularnie wyśmiewał też absurdy codzienności – najdziwniejsze rzeczy wystawiane w serwisie aukcyjnym eBay, niedorzeczne nagłówki z gazet, często robił też sondy uliczne, dworując sobie z niedouczenia Amerykanów, którzy na najprostsze pytania w stylu „W jakim kolorze jest Biały Dom?” odpowiadali głupio albo wcale.

Fallon prezentuje inny typ humoru, przypomina klasowego klauna, zależy mu, aby wszyscy się świetnie bawili. Zaczął w końcu odnosić sukcesy w „Late Night”, gdy sięgnął po swoje dwie specjalności: naśladowanie gwiazd oraz nietypowe aranżacje znanych hitów. Z Justinem Timberlakiem wykonał jego „Sexy Back” w stylu ragtime, nagrał też pięć odcinków „Historii rapu”, gdzie we dwóch wykonują fragmenty utworów LL Cool J, Ice Cube’a, Snoop Dogga czy Jaya-Z. Gdy Fallon śpiewał z Mariah Carey czy Robinem Thicke, zespół The Roots, stale występujący w „Late Night” (a obecnie „The Tonight Show”), grał na instrumentach pożyczonych od przedszkolaków. Jego program zyskał renomę najbardziej muzycznego wieczornego show, a urok i niekonfliktowość spodobały się widzom. Absurdalne piosenki i gagi – jak ten, w którym tańczy z Michelle Obamą – stały się hitem internetu. Część z nich, w tym piąty odcinek „Historii rapu”, Fallon przeniósł do „The Tonight Show”.

Świetnie sobie poradził w pierwszym tygodniu pracy: jest chłopięcy i miły, co jest wręcz awangardowe w czasach, gdy królują cięte i złośliwe riposty, ale powinno sprawdzić się w formule „The Tonight Show”. To i otwartość na nowe technologie sprawi, że Fallon trafi zarówno do starego, jak i nowoczesnego widza – komentuje profesor Thompson. Bo kto nie ma możliwości zasypiać przy „The Tonight Show”, może zobaczyć najlepsze fragmenty programu następnego dnia rano w swoim telefonie. Nadal są śmieszne.

Polityka 10.2014 (2948) z dnia 04.03.2014; Ludzie i style; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Niesłychanie miły gość"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną