Ziemowit Szczerek na ziemiach pruskich

Poprusie
Gdy tylko przekroczyliśmy dawną granicę Prus Wschodnich, krajobraz od razu się zmienił, chaotyczna zabudowa uporządkowała się nieco, a miasteczka i wsie zaczęły mieć kształt, ba, nawet skyline.
Gołdap. Miasto dwa razy podnosiło się z ruin.
Wojciech Wójcik/BEW

Gołdap. Miasto dwa razy podnosiło się z ruin.

W Giżycku w porcie grała muzyka. Waliła z drewnianej budy przy porcie, jak gdyby ten port ostrzeliwała z ciężkich dział. „Ona tańczy dla mnie”, „Ty jesteś ruda”, te sprawy. Miała być zabawa do rana, ale między budami kręciło się stosunkowo niewielu amatorów dobrego beatu, jak to określała reklama na budzie. Za to Giżycko się rozbudowywało. Nad kanałami walnięto wielką promenadę, która – być może – pozbawiona była specjalnego wdzięku, ale na pewno nie była pozbawiona rozmachu. W samym mieście też strzelono nową ulicę. Ludzie w klapkach i okularach spacerowali nią bez specjalnego celu i maskując nudę, nawet sami przed sobą: byli w końcu na wakacjach.

Chodziłem po tym zatłumionym Giżycku i przypominałem sobie, jak to wyglądało poprzednim razem, gdy tu byłem zimą. Wtedy, w ciężkim mroku, który przez pół roku miętosi tę krainę, Giżycko było puste, jakby jakieś wichry arktyczne wyduły stąd wszystko, co żywe. Jakby czarna noc wymordowała wszystkich mieszkańców. I tylko jakiś potwornie nawalony facet stał pośrodku skrzyżowania i ryczał. Nie krzyczał, nie płakał, nie wył – robił to wszystko jednocześnie i musiało się to nieść po wodzie, po jeziorze Niegocin, aż po Wyspę Miłości. A może i dalej, może i po Rydzewo.

Ciekawy byłem, jak tu było zimą za Niemców. Nie latem, ale zimą. Przecież ten ciężki polski mrok musiał być tu wtedy ciężkim niemieckim mrokiem. Ale Niemcy jakoś sobie z tym radzą. Tak projektują swoje miasta, by przez te przerażające pół roku zamieniały się w scenografię do nastrojowych horrorów. Wyłaniające się z mgły zarysy gotyckoidalnych kamienic, brukowane ciemne ulice, po których chadzają upiory i wampiry. W Polsce jest to scenografia do filmów o apokalipsie, i to nie takiej, która nadchodzi, ale takiej, która nadeszła i w której ludzie próbują się jakoś na nowo urządzić.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj