Ludzie i style

Mistrz kukiełek

Jim Henson – Tata Muppetów

Jim Henson był jednocześnie reżyserem, scenarzystą, aktorem i producentem. Jim Henson był jednocześnie reżyserem, scenarzystą, aktorem i producentem. Benno Friedman / Corbis
Wydana właśnie biografia twórcy mapetów Jima Hensona przypomina, że bez niego kultura familijna wyglądałaby dziś zupełnie inaczej. Więcej nawet – nie byłoby też „Gry o tron”.
Jim Henson animuje postać Guya Smileya na planie „Ulicy Sezamkowej”, 1972 r.Globe Photos/Forum Jim Henson animuje postać Guya Smileya na planie „Ulicy Sezamkowej”, 1972 r.

Mapety towarzyszyły mu nawet po śmierci. Na słynnym pogrzebie Jima Hensona w 1990 r. zaśpiewał chór znanych na całym świecie lalek, a na trumnie – jak wieść niesie – siedział Kermit z kartką „Straciłem głos”. Ulubiona postać Hensona mówiła jego głosem od lat 50. i stała się najbardziej rozpoznawalnym z mapetów. Była też – jak twierdzą wtajemniczeni – alter ego swojego twórcy. Podobnie myślał o innych, nie skupiał się na dążeniu do sławy i pieniędzy za wszelką cenę. Wraz z rodziną innych kukiełek Kermit pozwolił Hensonowi stworzyć imperium rozrywki, które wychowało w XX w. kilka pokoleń.

Brian Jay Jones, autor biografii twórcy „Muppet Show”, która ukazuje się w Polsce, nie zdążył porozmawiać z samym Hensonem, ale przeprowadzał rozmowy z pokoleniem jego współpracowników i z żoną Jane. – Książek o jego pracy było dużo, ale, co ze zdziwieniem zauważyłem, żadnej poważnej biografii Hensona – mówi. Jego książka tę lukę wypełnia.

Potrząsnąć lalkami

Wszystko zaczęło się – notuje Jones – w małym miasteczku Greenville w stanie Missisipi, gdzie „strumień Deer wije się niedbale, niemal leniwie, przez wilgotne niziny w sercu delty”. To tam urodził się w 1936 r., a potem dorastał James Maury Henson. Jego pierwszym i najważniejszym widzem była ukochana babcia Dear, która sama uwielbiała dosadne żarty i posługiwała się ciętym językiem, co bez wątpienia miało potem wpływ na poczucie humoru Kermita.

W swoich żartach dla dzieci nierzadko przemycał treści dla dorosłych, niczym Walt Kelly – animator, twórca komiksowego „Pogo” – jedna z inspiracji Hensona. Humor Jima stał się rozpoznawalny między innymi dzięki umiejętności zapewnienia rozrywki dorosłym komentarzami społecznymi i politycznymi zawartymi w żartach dla dzieci. – Sprzeciwiał się, gdy go opisywano jako artystę dziecięcego – twierdzi Jones. A odbiorcy z łatwością wybaczali uszczypliwości i złośliwości przekazywane przez sympatyczne mapety. – Ten model zainspirował niezliczoną ilość programów dla dzieci dzisiaj – od „Blue’s Clues” do „Niedźwiedzia w dużym niebieskim domu” – uważa autor książki. – Jim umiał znaleźć złoty środek pomiędzy byciem głupawym jak „Looney Tunes” i zbyt cukierkowym, jak czasem miało to miejsce u Disneya.

Kariera w rozrywce oznaczała dla niego telewizję. Dla młodego Hensona nie liczyło się nic oprócz zdobycia jednego z wprowadzonych na rynek odbiorników. W końcu namówił rodziców na zakup. Sam trafił do telewizji w wieku 18 lat. Lalkarstwem zajął się właśnie dlatego, że było na nie zapotrzebowanie, w lokalnym oddziale CBS zobaczył ogłoszenie o pracy dla lalkarza i samodzielnie nadrabiał zaległości, spędzając długie godziny w bibliotece i studiując książki o tej sztuce. Lalki były więc najpierw – jak mówił – „tylko środkiem do uzyskania celu”. Pracował nad nimi, ale jednocześnie studiował ekonomię. Dopiero później stały się celem same w sobie.

Występował w NBC i udoskonalał swoje kukiełki, które powoli stawały się jego znakiem rozpoznawczym, ale wciąż się zarzekał, że tak naprawdę chce być scenografem. Bo przecież lalkarstwo nie ma nic wspólnego z poważnym męskim zajęciem. Uczucie to będzie mu towarzyszyć przez wiele kolejnych lat, gdy postanowi próbować swoich sił w filmie, reklamach czy broadwayowskich przedstawieniach, w końcu zniknie po sukcesie „The Muppet Show” – telewizyjnej serii o kukiełkowej rewii, do której zapraszano gościnnie sławy estrady z krwi i kości. Choć sam Henson i później traktował często swoją pracę w dość lekceważący sposób. „Gotowi, żeby potrząsnąć kilkoma laleczkami?” – zwykł mawiać do współpracowników.

Jak w zespole rockowym

Nic jednak nie mogłoby się udać bez spotkania kilku osób. Bez wątpienia jedną z nich była Jane Nebel (później Henson), która – najpierw jako partnerka z pracy w programie „Sam and Friends”, a potem żona – umiała z nim współpracować jak nikt inny. Doczekali się piątki dzieci (niektóre odziedziczyły artystyczny talent po rodzicach i także z sukcesami zajęły się pracą w rozrywce), co zresztą zmusiło panią Henson do stopniowego wycofywania się z aktywnej pracy, a jej męża – do szukania nowych współpracowników. Tu miał wyjątkowe szczęście – członkowie jego zespołu byli drugą rodziną.

Współzałożycielka Children’s Television Workshop Joan Ganz Cooney twierdziła, że „grupa, która stworzyła »Ulicę Sezamkową«, stanowiła swego rodzaju kolektywny genialny umysł, ale wśród nas tak naprawdę znajdował się tylko jeden ogromny talent, Jim”. Wielu z jego współpracowników podkreśla, że praca w tym gronie była przede wszystkim dobrą zabawą, niczym w rockowym zespole.

 

Liderem pozostawał Henson, mający niesamowity talent do dobierania odpowiednich ludzi do konkretnych mapetów. Frank Oz (Piggy, Fazi), Richard Hunt (Scooter), Dave Goelz (Gonzo), Jerry Nelson (Szalony Harry, Lew Zealand), Jerry Juhl (scenarzysta) oraz oczywiście Jim Henson (Kermit, Rowfl) stworzyli podstawę zespołu odpowiedzialnego za sukces programu „The Muppet Show”, nadawanego w latach 1976–81 i będącego następcą przyjętej z aprobatą „Ulicy Sezamkowej”.

Ich lider przypominał skrzyżowanie Abrahama Lincolna i Jezusa, najczęściej nosił krawaty w kwiaty, a współpracownicy mogli go spotkać leżącego na kanapie w nowojorskim „biurze” (które tak naprawdę nigdy biura nie przypominało) w ulubionej pozycji z nogami w górze.

Był wizjonerem. Mapety wyprzedzały swoje czasy pod względem technicznym. Henson potrafił stworzyć maszyny pozwalające na zdalne sterowanie kukiełkami, dzięki czemu mogły jeździć samochodem czy na rowerze. Był jednocześnie reżyserem, scenarzystą, aktorem i producentem. – Jim i jego współpracownicy podnieśli poprzeczkę w tworzeniu efektów specjalnych. Kochał technologię, ale nie chciał, żeby pojawiała się ona kosztem akcji. Możemy zaobserwować twórców, którzy dzisiaj używają gadżetów jako narzędzia komunikowania się, a nie zamiennika akcji. To właśnie wpływ Jima – mówi Brian Jay Jones.

Henson od początku wierzył w misję, w edukację przez telewizję. – Uważał, że kablówka to miejsce, gdzie może pojawić się naprawdę mądra telewizja. Przykładem jest serial „Fraglesy”, zrobiony dla HBO. Jeśli kochacie „Grę o tron”, możecie podziękować Jimowi. Bo gdyby „Fraglesy” nie wypaliły, HBO mogłoby nie być zainteresowane inwestowaniem w żadne inne oryginalne seriale – tłumaczy Jones.

W 1970 r. kompozytor Joe Raposo i reżyser Jon Stone stworzyli przejmujący hymn o tolerancji i samoakceptacji „Bein’ Green” („Jestem zielony – i to jest w porządku. Zielone jest piękne i myślę, że właśnie taki chcę być”), brawurowo wykonany przez Kermita w „Ulicy Sezamkowej”, wpisując się idealnie w społeczne i polityczne nastroje przełomu dekad. We wszystkim chciał być pierwszy – Brian Henson wspomina w książce rady ojca: „Nauczyłem się od niego, żeby być bardzo, bardzo przygotowanym, a także bardzo, bardzo elastycznym – żeby dokładnie wiedzieć, co zrobię, zanim ktoś inny ma jakiś pomysł…”.

Mapetomania

Właśnie oddzielny show z mapetami w 1976 r. był takim pomysłem. Krokiem milowym okazało się przeniesienie produkcji kolejnego sezonu do Londynu, gdzie w końcu miały szanse na światowy sukces – były wyświetlane w ponad stu krajach na całym świecie, z czasem nawet w ZSRR, co było ewenementem. Zresztą, zanim do tego doszło, wszyscy pracownicy radzieckiej ambasady w Londynie zbierali się przed jednym telewizorem, aby oglądać show. Świat ogarnęła mapetomania – kukiełki zrzuciły z pierwszego miejsca listy przebojów płytę Beatlesów, dotarły nawet do brytyjskiego parlamentu, gdzie powstał klub członków Izby Gmin dyskutujący o przygodach mapetów.

Jima zaczęto nazywać Waltem Disneyem telewizji, a Kermita i Piggy porównywać do par kina dawnego Hollywood. Okazało się, że w rozrywce granice państwowe nie istnieją, a humor Hensona jest tak uniwersalny, że przyciąga przed telewizory 235 mln widzów. Członkowie Henson Associates, jak na ich poczucie humoru przystało, żartowali, że zapewne niedługo okaże się, że mapety ogląda więcej ludzi, niż wynosi populacja świata. Słysząc o tym, że show w NRD jest dubbingowany, Jim skwitował to zdaniem: „Mam nadzieję, że w ich wersjach żarty też są śmieszne”.

Później Henson bombardował współpracowników nowymi pozatelewizyjnymi pomysłami, które spotykały się z większą („Ciemny kryształ”) lub mniejszą („Labirynt”) przychylnością widzów i krytyków, co ostatecznie przełożyło się na podjęcie decyzji o sprzedaży firmy Disneyowi. Miało to pomóc w uzyskaniu czasu antenowego i powrocie do telewizji z silnym sojusznikiem, którego Jim zawsze podziwiał. Ostatecznie negocjacje zostały przerwane i do połączenia sił doszło dopiero parę lat po dość nagłej śmierci Hensona w 1990 r.

Dziś filmy z udziałem mapetów produkuje właśnie Disney, a założona w 1982 r. fundacja lalkarstwa działa prężnie na rzecz rozwoju tej sztuki i nie ma chyba na świecie artysty lalkarza, który nie znałby nazwiska Henson. Kilka lat po jego śmierci żona wraz z przyjaciółmi założyła organizację non profit, która ma na celu zachowanie jego spuścizny – a mimo upływu lat na całym świecie popularność „The Muppet Show” czy „Ulicy Sezamkowej” nie maleje.

Pomnik Hensona na Uniwersytecie w Maryland, którego jest absolwentem, ukazuje Jima pogrążonego w rozmowie z Kermitem. Tak właśnie zapamięta go świat. Ci lepiej zorientowani zdają sobie sprawę, że jego wpływ widać cały czas w przygotowywanych filmach i serialach. Jones: – Kiedy słyszę, że J.J. Abrams chce wykonać krok wstecz i tworzyć monstra i machiny do nowych „Gwiezdnych wojen” metodami lalkarskimi zamiast komputerowych, czuję w tym ducha Jima.

Wszystkie cytaty, oprócz wypowiedzi autora, pochodzą z książki Briana Jaya Jonesa, Tata Muppetów. Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2014.

Polityka 48.2014 (2986) z dnia 25.11.2014; Ludzie i style; s. 113
Oryginalny tytuł tekstu: "Mistrz kukiełek"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Ewa Łętowska o sztuce godzenia się z nieuniknionym i przemijaniu

Prof. Ewa Łętowska o przemijaniu i przygotowaniach do śmierci. I o tym, co nas jeszcze w Polsce może czekać.

Violetta Krasnowska
08.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną