Ludzie i style

Telewizor zamiast indyka

Amerykańska wyprzedaż

140 mln chętnych ruszyło do sklepów, wydali 57 mld dol., czyli po około 400 dol. na głowę. 140 mln chętnych ruszyło do sklepów, wydali 57 mld dol., czyli po około 400 dol. na głowę. Ray Tang/Rex / EAST NEWS
Amerykanom tak spodobały się wyprzedaże w Czarny Piątek, że zaczynają go już w czwartek – kosztem Święta Dziękczynienia.
Polityka
Promocje dotyczą niemal wszystkiego, przede wszystkim elektroniki, ale też butów, zabawek czy ubrań, może poza artykułami spożywczymi.The Monitor/AP/Fotolink Promocje dotyczą niemal wszystkiego, przede wszystkim elektroniki, ale też butów, zabawek czy ubrań, może poza artykułami spożywczymi.

Przychodzą na wiele godzin przed otwarciem, czasem całą dobę wcześniej. Tylko wtedy mają gwarancję, że zdobędą za pół ceny wymarzony telewizor z płaskim 50-calowym ekranem, najnowszą wersję iPada, laptopa Samsung lub cyfrowego fotoaparatu Canon. Liczba doorbusters, czyli okazyjnych ofert, jest ograniczona.

Pod koniec listopada temperatura spadła prawie do zera, więc przynoszą koce oraz śpiwory i otuleni nimi koczują na składanych krzesełkach albo betonowych chodnikach przed wielkimi domami towarowymi, popijając gorącą kawę z kartonowych kubków. Dziewczyny przynoszą kanapki. Leniwi i rozpieszczeni, którym nie chce się marznąć, wynajmują staczy kolejkowych po 22 dol. za godzinę. Można ich znaleźć w internecie, niektórzy założyli nawet firmy wyspecjalizowane w staniu i rozdają biznesowe wizytówki.

Kiedy supermarkety się otworzą, zacznie się Czarny Piątek, Black Friday. Choć coraz częściej ten piątek zaczyna się jeszcze w czwartek.

Nazajutrz po Święcie Dziękczynienia

Nie, nie chodzi o czarny piątek w październiku 1929 r., gdy krach na giełdzie uruchomił lawinę Wielkiego Kryzysu. Chodzi o piątek nazajutrz po Święcie Dziękczynienia, czyli Thanksgiving, tradycyjnie obchodzonym w ostatni czwartek listopada. Następnego dnia sklepy, szczególnie wielkie domy towarowe, od około półwiecza wykładają na półki najatrakcyjniejsze towary po rekordowych przecenach. I zaczyna się już tradycyjna jatka.

Po otwarciu drzwi ludzie rzucają się do stoisk biegiem, rozpychając się i przewracając słabszych. Pękają szyby i puszczają wyważane z zawiasów drzwi. W 2008 r. w Walmarcie w małym miasteczku w stanie New York tłum stratował na śmierć pracownika sklepu. W tym roku dwie kobiety pobiły się o lalkę Barbie. W jednym z supermarketów mężczyzna uderzył interweniującego policjanta.

Media publikują poradniki „Jak przeżyć Black Friday”. Wcześniej przeprowadź rozpoznanie terenu. Nie wchodź do sklepu samemu, szturmuj go razem z kolegą. Uważaj na silnych nastolatków wysłanych na podbój przez mamusie, strzeż się potężnych rednecków (dość pejoratywne określenie mieszkańca wsi) z nadwagą. Unikaj konfrontacji z klientami o innych kolorach skóry, by nie narazić się na oskarżenia o rasizm.

Ale zwykle wszystko kończy się dobrze – kupujący z uśmiechem szczęścia na twarzy wynoszą pudła z towarami. Zwiększona sprzedaż przed świętami nakręca koniunkturę gospodarki. Nabywcy mogą mieć poczucie spełnionego obywatelskiego obowiązku. Jak kiedyś imperatywem protestanckiej etyki była oszczędność, tak dziś obowiązuje patriotyczny nakaz: wydawaj jak najwięcej, choćby na kredyt.

Czarny Piątek?

Tego dnia oficjalnie zaczyna się sezon przedświątecznych zakupów. Promocje dotyczą niemal wszystkiego, przede wszystkim elektroniki, ale też butów, zabawek czy ubrań, może poza artykułami spożywczymi. 50-procentowa obniżka to niemal standard i w Czarny Piątek na nikim już nie robi wrażenia. Rekordziści schodzą do poziomu 30, a nawet 20 proc. ceny wyjściowej. Tych ofert specjalnych nie ma zbyt wiele. W przypadku tzw. dużego AGD po kilkadziesiąt sztuk w sklepie jest przecenionych, choć Walmart chwalił się, że jego tegoroczny hit, czyli wspomniany 50-calowy telewizor, był jeszcze na półkach po godzinie 12. O tę legendarną już „pięćdziesiątkę” toczyły się najkrwawsze bitwy, głównie między młodymi, gorzej zarabiającymi klientami, dla których telewizor olbrzym zastąpił zbyt drogie samochody w roli wyznacznika statusu.

O aurę zakupowego podniecenia zadbano już wcześniej – od początku listopada po zmroku ulice amerykańskich miast mienią się światłami bożonarodzeniowych dekoracji: na placach pojawiają się choinki, a w przydomowych ogródkach świecą krasnale, renifery i Santa Claus, miejscowi Święci Mikołaje. A w długi weekend po Święcie Dziękczynienia wielcy detaliści wzywają: czas kupować prezenty, i to już, bez zwłoki, bo potem, aż do Wigilii, będzie już tylko drożej.

Dlaczego więc Czarny Piątek? Wyjaśnienia bywają różne. Według jednego z nich w latach 50. zeszłego stulecia nazwali tak ten dzień pracodawcy, ponieważ pracownicy masowo brali chorobowe między świątecznym czwartkiem a sobotą, aby w długi weekend móc wyjechać do rodziny oddalonej nieraz o setki albo tysiące mil. Według innego wszystko zaczęło się w Filadelfii, gdzie policja miała takie kłopoty z poskromieniem tłumów szturmujących sklepy nazajutrz po Święcie Dziękczynienia, że nazwała ten dzień Czarnym Piątkiem.

Na Facebooku rozpowszechniano teorię, że zagadkowa nazwa ma jeszcze wcześniejszy rodowód – pochodzi jakoby od sprzedawania plantatorom czarnych niewolników z rabatem następnego dnia po Thanksgiving. Niektórzy wreszcie uważają, że chodzi przede wszystkim o wyjście handlowców z deficytu – gdy odpowiednie liczby oznaczane są w księgach czerwonym drukiem – do księgowanej na czarno (black) fazy osiągania zysków dzięki rosnącym zakupom.

Tradycja Black Friday wiąże się też z ewolucją handlu – nie przypadkiem rozwinęła się w miarę wypierania małych, rodzinnych sklepików przez sieci wielkich domów towarowych. Tylko te ostatnie, działając na zasadzie wielkich liczb, mogą sobie pozwolić na tak duże obniżki cen. Wielcy detaliści szukają wszelkich okazji, by sztucznie napompować popyt. Oferują przeceny z okazji wszystkich ważniejszych świąt, jak Dzień Niepodległości, Dzień Pracy czy Memorial Day, czyli Dzień Pamięci Narodowej.

A co z indykiem?

Już od dawna supermarkety otwierają się tego dnia zaraz po północy – kto pierwszy, ten lepszy. Ale w ostatnich latach zaczęły się otwierać już w Thanksgiving, najczęściej o godz. 17 lub 18. Czynią tak najpopularniejsze sieci towarowe: Best Buy, Walmart, Kohl’s, OfficeMax, Target i Sears.

Do tradycyjnego świątecznego obiadu, złożonego z pieczonego indyka, czerwonych, słodkich kartofli, nadzienia oraz żurawiny, Amerykanie zasiadają zwykle o godz. 3 lub 4 po południu. Niby więc mają trochę czasu, aby zjeść ptaka i pognać do sklepu, ale jeśli dotrą tam na ostatnią chwilę, w godzinie otwarcia, najlepsze okazje przemkną im koło nosa. Muszą więc ustawić się w kolejce dużo wcześniej, praktycznie tego samego dnia rano. Co wtedy z indykiem?

Święto Dziękczynienia to jedno z najważniejszych świąt w USA. Albo nawet najważniejsze, bo jednoczące wszystkich Amerykanów niezależnie od pochodzenia etnicznego i religii. Jego rola wzrasta wraz z napływem niechrześcijańskich imigrantów spoza Europy.

Tymczasem Black Friday, stając się powoli komercyjnym obyczajem praktykowanym przez cały czterodniowy weekend, rujnuje powagę święta, a pracownikom supermarketów uniemożliwia jego obchodzenie. Tylko w trzech stanach – Massachusetts, Maine i Rhode Island – obowiązują przepisy zakazujące otwierania sklepów w Święto Dziękczynienia. Część detalistów w innych stanach ogłosiło, że nie będzie tego dnia handlować, żeby pozwolić swym pracownikom na biesiadowanie przy stole i pielęgnowanie więzi rodzinnych. Dla wielu wspólny indyk pod koniec listopada jest jedyną okazją do spotkania z dziećmi albo rodzicami mieszkającymi na drugim końcu kraju.

Niektórzy Amerykanie szaleństwo Czarnego Piątku przyjmują ze spokojem albo w sposób twórczy. Opisywany w reportażu w „New York Timesie” Derek De Armond na dwa tygodnie przed Thanksgiving rozbił namiot pod sklepem Best Buy w Fort Myers na Florydzie. Jesień jest tam ciepła, więc De Armond mógł spać bez śpiwora, oglądać telewizję, wylegiwać się w hamaku i przyjmować gości na barbecue. W czwartek 27 listopada, wraz z dorosłymi synami, zjadł w namiocie indyka i o godz. 17 wkroczył jako pierwszy do sklepu. Świąteczny obiad pod Best Buy wspomina jak przygodę urozmaicającą monotonię rodzinnej celebry, która wielu nudzi i męczy.

W kolejce pod innym sklepem tej samej sieci w Czarny Piątek Jennifer i Edward Burbo zawarli ślub. Było taniej niż normalnie i ciekawiej, bo media filmowały niezwykłą parę. Czy to nie amerykańska odpowiedź na narzekania, że komercja wypiera sacrum? „Black Friday to prawdziwe święto w naszym społeczeństwie, powinno się je oficjalnie ustanowić. W końcu pracujemy po to, by zarabiać i kupować więcej rzeczy albo zapłacić za te, które już nabyliśmy. Zakupy to niemal patriotyczny obowiązek” – napisał publicysta „New York Post” John Crudelle.

Kontrola tłumu w markecie

Supermarkety coraz lepiej przygotowują się na przecenowe inwazje klientów. Aby zapobiec tłuczeniu szyb i bójkom w Czarny Piątek, zaczęto rozdawać czekającym w kolejkach bilety, za które mogą otrzymać towary później. Personel sklepów przechodzi szkolenie, jak sobie radzić ze szturmem klientów; Best Buy organizuje nawet symulacje „kontroli tłumu”.

Gospodarka amerykańska ma się coraz lepiej, ceny benzyny spadły i ekonomiści oczekują rekordowych zakupów przed świętami Bożego Narodzenia. W Czarny Piątek dobrze sprzedaje się teraz nawet samochody, do niedawna niekupowane o tej porze roku. Z drugiej strony stagnacja płac realnych powoduje rosnący popyt na specjalne okazje cenowe. Ale otwieranie supermarketów już w Thanksgiving zdaje się rozładowywać napięcie – w ostatni piątek ruch był słabszy niż zwykle, sprzedaż mniejsza o 13,2 proc. niż w zeszłym roku. Rozłożenie Black Friday na cztery dni może owocować złagodzeniem inwazji na sklepy.

Przyczynia się do tego także rosnąca sprzedaż w internecie. Starsi Amerykanie i ci, którzy nie lubią tłumów, wolą zamawiać towary w sieci. – Zakupy w sklepach w sezonie przedświątecznym to koszmar, ja trzymam się od nich z dala – mówi 76-letni Jim Kalleher z Bethesda w stanie Maryland. Surowa tegoroczna jesień też nie zachęca do marznięcia w kolejkach na ponurych placach parkingowych przed supermarketem, więc może szaleństwo Czarnego Piątku – albo czwartku – za jakiś czas przeminie.

Tomasz Zalewski z Bostonu

Polityka 49.2014 (2987) z dnia 02.12.2014; Ludzie i style; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Telewizor zamiast indyka"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Szamani i inni szatani. Polska religijność zabobonna

Magiczna, zabobonna religijność staje się coraz bardziej powszechna w polskim Kościele. A pandemia jeszcze nasiliła te tendencje.

Joanna Podgórska
21.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną