Na asanach i oddychaniu można nieźle zarobić

Joga w odnogach
Świat dyskutuje, co jest jeszcze jogą, a co już nie. Wszystko dlatego, że joga to także ćwiczenia z dużymi pieniędzmi.
Dziś joga to nie kontrkultura ani elitarna praktyka, ale aktywność dostępna dla niemal wszystkich, także w Polsce.
Andres Rodriguez/PantherMedia

Dziś joga to nie kontrkultura ani elitarna praktyka, ale aktywność dostępna dla niemal wszystkich, także w Polsce.

Tłumne ćwiczenia jogi na Times Square w Nowym Jorku.
Richard B. Levine/Photoshot/PAP

Tłumne ćwiczenia jogi na Times Square w Nowym Jorku.

Bikram Choudhury, dla jednych mistrz jogi, dla innych hochsztapler.
Newscom/PAP

Bikram Choudhury, dla jednych mistrz jogi, dla innych hochsztapler.

W sali jest gorąco, panuje ok. 40 stopni. Pot leje się strumieniami, ale wysoka temperatura umożliwia skręty i wygięcia, które wyglądały na kosmicznie trudne. To joga bikram: połączenie jogi z sauną, zastrzyk endorfin, metoda na oczyszczenie organizmu z toksyn i schudnięcie. „Daj mi 30 dni, a zmienię twoje ciało, daj mi 90 dni, a zmienię twoje życie” – mówi jej twórca Bikram Choudhury. Uwielbiają go gwiazdy: Lady Gaga, Uma Thurman, Gwyneth Paltrow. Na całym świecie – od Tokio, przez Bogotę, po Warszawę – działa 1600 szkół bikram jogi, praktykują ją tysiące ludzi. Niedługo równie gorąco jak na sali ćwiczeń może być jednak w sądzie. Bikram Choudhury, jogin celebryta, usłyszał zarzuty o molestowanie seksualne od sześciu byłych uczennic. Dwie z nich oskarżają go o gwałt.

Choć Choudhury pochodzi z Indii, jego sprawa ożywiła powracającą wraz z wciąż rosnącą popularnością indyjskiej praktyki debatę: czy Zachód zawłaszczył jogę? I czy to, co znamy pod tą nazwą, to wciąż joga?

„Każda asana (pozycja jogiczna – przyp.) jest małym więzieniem, w którym dobrowolnie się zamykasz – mówi hiszpański nauczyciel jogi Pau Castellsagué. – W każdej z nich uczysz się oddychać i trwać w spokoju”.

O dobrodziejstwach jogi, czyli jednej z najstarszych indyjskich szkół filozoficznych, której najważniejszym traktatem są spisane w II w. p.n.e. „Jogasutry” Patańdźalego, jako jedni z pierwszych na Zachodzie przekonali się hipisi. Choć na przykład B.K.S. Iyengara, zmarłego w zeszłym roku twórcę niezwykle popularnej metody, który stania na głowie nauczył 80-letnią belgijską królową Elżbietę, ściągnął do Europy i USA zachwycony jego naukami Yehudi Menuhin.

Naród joginów

Dziś joga to nie kontrkultura ani elitarna praktyka, ale aktywność dostępna dla niemal wszystkich, także w Polsce. W dużych miastach działa po kilka–kilkanaście szkół jogi, ma ją też w ofercie większość klubów fitness. Są lekcje jogi dla seniorów, kobiet w ciąży i dzieci.

Jeśli chodzi o liczby, szału nie ma – jogę, jak oszacował (na podstawie danych z Diagnozy Społecznej z 2011 i 2013 r., bo innych badań brak) portal Yoga-yoga.pl, praktykuje około 250 tys. Polek i Polaków. Niecałe 0,8 proc. Wynik mizerny, ale osiągnięty w kraju, gdzie 60 proc. ludzi nie uprawia żadnej aktywności fizycznej.

W USA sytuacja przedstawia się całkiem inaczej. Tam jogę ćwiczy 20 mln ludzi, czyli co dziesiąty mieszkaniec. W wielu szkołach odbywa się ona w ramach lekcji wf, a adepci jogi w każdy pierwszy dzień lata szczelnie wypełniają Times Square podczas publicznych lekcji (w zeszłym roku było ich 10 tys.).

Fenomen nie umknął uwadze Białego Domu. „Amerykanie stali się narodem joginów” – powiedział Barack Obama, który – w ramach dbania o stan zdrowia rodaków – wspiera wprowadzanie jogi do szkół. Podpiera się wynikami badań. Naukowcy – na czele z Harvard Medical School – nie przestają bowiem dostarczać nowych dowodów na to, jak dobroczynny wpływ ma joga na ciało i umysł. Według najnowszych badań psychiatry Johna Denningera, wykorzystującego metody neuroobrazowania i zaawansowanej genomiki, joga wyłącza „geny stresu” i zwiększa moc układu odpornościowego, a co za tym idzie, znacząco zmniejsza ryzyko zapadnięcia na „stresopochodne” schorzenia: nadciśnienie, choroby serca, cukrzycę. Łagodzi stany niepokoju i pomaga w walce z depresją. Słowem: stara, zakotwiczona w filozofii hinduizmu praktyka jest panaceum na dolegliwości współczesnych ludzi Zachodu.

Problem w tym, że w grę wchodzą duże pieniądze. W USA rynek jogi wyceniany jest, według Huffington Post, na 27 mld dol. Nie chodzi tylko o szkoły i kursy, ale wszelkie chodliwe parafernalia i gadżety: stroje do jogi, maty, wałki, paski, ręczniki.

Oprócz tradycyjnych, ascetycznych praktyk technicznej jogi Iyengara, dynamicznej ashtangi czy medytacyjnej hatha-jogi chętni mają też do wyboru m.in. jogę połączoną z boksem, jogę rave (uprawianą w ciemnościach, fluorescencyjnych strojach i przy głośnej muzyce), jogę-disco czy online-jogę, w której z salą ćwiczeniową łączy się za pomocą połączenia wideo. Ostatnio w USA pojawiła się też snowga, czyli jogiczne wygibasy uprawiane na śniegu. Istnieje też joga dla twardych facetów, obmyślona przez byłego wrestlera Page’a Josepha Falkenburga Juniora alias Diamond Dallas Page’a, i joga uprawiana w wodzie. Niekoniecznie jako narzędzie wewnętrznej przemiany i skupienia, ale raczej metoda na zwiększenie efektywności w biznesie.

Popularność Bikrama Choudhury’ego trudno przebić. Szybko przynosząca – dzięki wysokiej temperaturze, która ma imitować warunki klimatyczne w Indiach – fizyczne efekty i sprzyjająca utracie zbędnych kilogramów praktyka stała się ulubioną aktywnością wielu celebrytów. Lady Gaga zażyczyła sobie nawet zamknięcia jednego z centrów jogi bikram w Madrycie, by spokojnie odbyć trening przed koncertem. Gorącą jogę lubi też ponoć Barack Obama.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj