W poszukiwaniu nowego iGadżetu

Wyzwanie wiary
Sprzedaż iPhone’a zwalnia, inwestorzy chcą nowego iGadżetu, a prezes idzie na rozmowę z papieżem. Apple, jak cały technologiczny świat, szuka nowego przedmiotu kultu.
Gogle Samsung Gear VR na targach CES w Las Vegas
Robyn Beck/AFP/EAST NEWS

Gogle Samsung Gear VR na targach CES w Las Vegas

iPhone 6
Apple

iPhone 6

Inteligentny zegarek Apple Watch
Apple

Inteligentny zegarek Apple Watch

W drugiej połowie stycznia papież Franciszek przyjął na prywatnej audiencji Tima Cooka, prezesa koncernu Apple, którego na to stanowisko namaścił jeszcze przed swoją śmiercią Steve Jobs, guru branży nowych technologii. Nie wiadomo, o czym Franciszek rozmawiał z Cookiem, ale pół żartem, pół serio można stwierdzić, że spotkało się dwóch przywódców religijnych. Franciszek ma pod swoją pieczą ponad 1,2 mld katolików na całym świecie, a Cook dopiero co ogłosił, że liczba aktywnych urządzeń Apple przekroczyła miliard.

Porównanie Apple do religii nie jest pozbawione sensu, najwierniejsi klienci koncernu często są nazywani wyznawcami. Kilka lat temu przeprowadzono eksperyment, podczas którego rezonans magnetyczny pokazał, że mózgi fanatyków Apple reagują na obrazy gadżetów w podobny sposób jak ludzi religijnych na obrazy związane z kultem. I podobnie jak Franciszek musi się mierzyć z kryzysami w katolicyzmie, tak Cook musi znaleźć nową przynętę na wiernych. Popularny iPhone wkroczył w swoją dorosłość i już nie notuje takich wzrostów sprzedaży jak kiedyś. Inwestorzy coraz wyraźniej domagają się czegoś nowego. Co to będzie?

Nawet nie jestem pewien, czy samo Apple zna odpowiedź na to pytanie. Myślę, że zegarek Apple Watch okazał się przyzwoitym sukcesem dla koncernu, ale będzie prawie niemożliwe wprowadzenie czegokolwiek, co mogłoby przynieść pieniądze porównywalne z tym, co uzyskuje iPhone. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniuje się sukces – mówi Neil Hughes, redaktor naczelny serwisu Apple Insider, jednego z najbardziej znanych na świecie portali poświęconych produktom marki Apple.

Raj utracony...

Na wierzchu wszystko jest idealne. Apple buduje nową, futurystyczną i ekologiczną, siedzibę, dosłownie leży na stosie odłożonej gotówki i ma za sobą rekordowy kwartał. Trzeba zajrzeć pod powierzchnię, żeby przekonać się, że idą zmiany, a jeśli coś dzieje się w Apple, to automatycznie dzieje się w całej branży nowych technologii.

Pod koniec stycznia amerykański producent gadżetów pochwalił się wynikami ostatniego kwartału. Patrząc na słupki, można dostać zawrotu głowy – przychody koncernu sięgnęły 75,9 mld dol., zysk netto wyniósł 18,4 mld dol. Ale to wyniki za miesiące, podczas których klienci w USA i innych krajach świata oddawali się konsumpcyjnemu rozpasaniu i w szale zakupów świątecznych wydawali ostatni grosz na wymarzony smartfon. W sumie kupili 74,8 mln iPhone’ów.

Menedżerowie Apple cieszą się jednak z tych liczb w sposób umiarkowany, bo na giełdzie gigant jest ostatnio w gorszej formie. Kurs spółki w maju poprzedniego roku przekraczał poziom 130 dol., teraz oscyluje wokół 90 dol. Jeszcze niedawno trwała dyskusja, kiedy wartość giełdowa spółki przekroczy barierę biliona dolarów, a tu na początku lutego Apple stracił tytuł najcenniejszej spółki na rzecz Alphabet, czyli koncernu, w skład którego wchodzi wyszukiwarka Google. Apple szybko odzyskał koronę, ale różnica w kapitalizacji obu spółek dawno nie była tak mała. Innymi słowy, inwestorzy zaczęli wątpić w to, że prezes Cook ma w rękawie pomysł na coś tak potężnego jak iPhone, i nie bardzo wierzą, że świat nie nasyci się w końcu popularnym smartfonem.

Prawie dekadę po premierze smartfon dotarł najwyraźniej do poziomu, w którym sprzedaż stabilizuje się, ale nie będzie już rosła skokowo. Podobnie jest zresztą z całym rynkiem smartfonów. Firma analityczna International Data Corporation (IDC) obliczyła, że w zeszłym roku producenci smartfonów dostarczyli na całym świecie ponad 1,4 mld urządzeń. Trudno oczekiwać, żeby w kolejnych latach sprzedaż rosła lawinowo, raczej będzie się utrzymywała. Koncernom coraz trudniej zaskoczyć klientów czymś nowym i odkrywczym, choć to zawsze jest możliwe, bo na tym polega przecież innowacja, która jest solą branży technologicznej.

Jeśli chodzi o globalny rynek smartfonów, to nie ma tutaj żadnych gwarancji. Kiedy Apple wprowadził iPhone’a w 2007 r., ludzie mówili, że jest zbyt drogi i nie zdobędzie nigdy większego udziału w rynku niż 10 proc. Wszyscy byli w błędzie – podkreśla Casey Newton, stacjonujący w Dolinie Krzemowej ekspert i redaktor popularnego serwisu technologicznego The Verge.

Rynek wie jednak swoje. Giełda działa w taki sposób, że wygrywa ten, kto ma lepiej sprawdzone i pewniejsze informacje. Już w połowie grudnia zaczęły się pojawiać szokujące i niepokojące dla inwestorów prognozy. Najpierw swoją prognozę dotyczącą iPhone’a przedstawił znany bank Morgan Stanley, który przewidywał, że sprzedaż smartfona spadnie w roku fiskalnym 2016 o 6 proc. Potem pojawiły się jeszcze utrzymane w podobnym tonie komunikaty z JPMorgan Chase i Credit Suisse, czyli innych znanych graczy na rynkach finansowych. Analitycy Drexel Hamilton poszli jeszcze dalej i podali, że aż 97 proc. firm z portfolio dostawców Apple poinformowało o słabszych wynikach w ostatnich miesiącach. A wiadomo, że wiele tych firm dosłownie żyje dzięki Apple.

W styczniu szacunki potwierdziło samo kierownictwo Apple. Liczba sprzedanych iPhone’ów miażdży konkurencję, ale wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem o zaledwie 0,4 proc., co jest najgorszym wynikiem od wprowadzenia do sprzedaży urządzenia dziewięć lat temu. Cook zapowiedział, że w kolejnym kwartale spadną przychody, a sprzedaż iPhone’a zmaleje w zestawieniu z ubiegłym rokiem. Inwestorzy niemal płaczą.

Cook bardzo liczył na sukces inteligentnego zegarka Apple Watch, który został zaprezentowany we wrześniu 2014 r. jako nowy rozdział w historii spółki. Zegarek był też pierwszym zupełnie nowym gadżetem pokazanym od śmierci Steve’a Jobsa, charyzmatycznego współzałożyciela i zbawiciela Apple, który uczynił z firmy najbardziej wartościową spółkę świata (wartość giełdowa przekracza obecnie 500 mld dol.). Oznaczał wejście firmy w nową kategorię tzw. gadżetów do ubierania i zadebiutował w sklepach w kwietniu 2015 r.

Apple do tej pory nie ujawnił jednak żadnych danych dotyczących liczby sprzedanych zegarków, a koncern nie należy przecież do skromnych i każdy sukces ogłasza całemu światu. Watch może i jest sukcesem w porównaniu ze sprzedażą podobnych zegarków konkurencji, ale na pewno nie masowym fenomenem przyciągającym do sklepów tak jak iPhone. Sceptycy mówią, że trudno jest przekonać ludzi do wydania co najmniej kilkuset dolarów na zegarek, który trzeba często ładować i można w pełni wykorzystać właściwie dopiero po połączeniu ze smartfonem.

Apple liczył też na masowy sukces tabletów, ale i tutaj musi zweryfikować swoje plany. Nowym hitem miał być iPad, tymczasem sprzedaż po początkowym zachłyśnięciu spada z kwartału na kwartał. Fani kiedyś pokochali odtwarzacz muzyczny iPod, później zakochali się w iPhonie, ale już iPada nie przyjęli tak entuzjastycznie. W świątecznej ćwiartce roku Apple znalazł klientów na 16,1 mln tabletów, podczas gdy w zeszłym roku skusił ponad 21 mln użytkowników.

Wszystko wskazuje na to, że tablety w ogóle najlepszy czas mają za sobą. Według danych firmy badawczej IDC w trzecim kwartale poprzedniego roku na globalny rynek trafiło 48,7 mln takich urządzeń i był to czwarty kwartał spadków sprzedaży z rzędu – rok do roku spadek wyniósł 12,6 proc. Liderami były Apple, Samsung i Lenovo, ale rynek jest mocno rozdrobniony i prawie połowę zgarniają mali producenci, głównie z Azji.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną