Virginie Despentes: o jej powieściach mówi cała Francja

Czytaj mnie
Virginie Despentes
FayAlexandre/PixPlanete/insight media/Forum

Virginie Despentes

Kadr z filmu „Baise-Moi” w reż. Regie Coralie Trinh Thi i Virginie Despentes.
Anthony Picore/MaxPPP/Forum

Kadr z filmu „Baise-Moi” w reż. Regie Coralie Trinh Thi i Virginie Despentes.

„Po czterdziestce możesz być kimś innym. Ale widok ludzi, których pamiętam z punkowych koncertów, dziś manifestujących skrajnie prawicowe przekonania, niezmiennie budzi moje zdumienie”.
Forum

„Po czterdziestce możesz być kimś innym. Ale widok ludzi, których pamiętam z punkowych koncertów, dziś manifestujących skrajnie prawicowe przekonania, niezmiennie budzi moje zdumienie”.

A miała młode ciało, budziła więc pożądanie i postanowiła dorobić do kiepskiej pensji jako prostytutka. Rozmawia o tym otwarcie, twierdząc, że wycofała się z branży wystarczająco wcześnie, by ułożyć sobie życie takie, jakiego pragnęła – i nie traktuje tego doświadczenia w kategoriach ciążącej nad całym życiem traumy. A już na pewno nie większej niż epizody depresyjne czy – przede wszystkim – gwałt, który przeżyła w wieku 17 lat. Podróżowała wraz z przyjaciółką autostopem i obie padły ofiarą trzech zwykłych białych chłopaków, takich, jakich było pełno w sąsiedztwie. „Udawali, że nie wiedzą, co dokładnie się dzieje. Ubrane byłyśmy w minispódniczki, jedna z nas miała zielone włosy, druga pomarańczowe, więc uznali, że musimy »rżnąć się jak króliki«, a w takim wypadku gwałt nie jest właściwie gwałtem. Podobnie jest, jak przypuszczam, z większością gwałtów. Sądzę, że żaden z tych kolesiów nie myśli dziś o sobie jako o gwałcicielu. Przecież oni zrobili coś innego. Trzech facetów z pistoletem i dwie dziewczyny, które pobili do krwi: nie gwałt” – pisała wiele lat później w zbiorze autobiograficznych esejów „King Kong Théorie”.

Wtedy, w samochodzie, miała w torebce nóż, ale nie sięgnęła po niego. Bała się. Pozwoliła go wyciągnąć w 1993 r. bohaterkom swojego głośnego debiutu powieściowego „Baise-Moi” (czyli „Pieprz mnie”), sfilmowanego kilka lat później przez samą Despentes i Coralie Trinh Thi, byłą aktorkę filmów dla dorosłych. To, jak chcą krytycy, „porno-punkowa” opowieść drogi o dwóch dziewczynach, które padły ofiarami grupowego gwałtu, więc mszczą się nie tyle na sprawcach, co na społeczeństwie, które przymyka oko na przemoc wobec kobiet. Główne bohaterki książki podróżują przez Francję niczym Mickey i Mallory z „Urodzonych morderców” Stone’a, mordując wszystkich, którzy stają im na drodze. Film, zrealizowany w 2000 r. (w Polsce znany jako „Gwałt”), zawiera nie tylko sceny brutalnej przemocy, ale i pokazanego bez hollywoodzkiej umowności seksu, więc w ojczyźnie autorki doczekał się pierwszej od 28 lat interwencji cenzury i został wycofany z dystrybucji kinowej. To rzeczywiście brutalny i wulgarny film, ale nie łamie żadnego tabu, którego nie zdeptano by już wcześniej na dużym i małym ekranie. No, może jedno – nakręciły go kobiety.

Ludzie się zmieniają

Nie tylko publikacja i ekranizacja „Baise-Moi” odmieniła życie Virginie Despentes. W wieku 35 lat pisarka zakochała się w kobiecie i – jak twierdzi – „porzuciła heteroseksualizm”. Z ulgą. „Zdałam sobie sprawę z tego, że te wszystkie artykuły w »Cosmopolitan«, »Elle« i »Grazii« już mnie nie dotyczą” – mówiła w jednym z wywiadów. Za swoją wybranką, hiszpańską pisarką i badaczką gender Béatriz Preciado, Despentes przeprowadziła się do Barcelony, ale nie przestała być obecna we Francji. Pisała chętnie czytane i nagradzane powieści oraz teksty prasowe, kręciła filmy.

Jakiś czas temu wróciła do Paryża i bez wstrętu pełni funkcję nieformalnej rzeczniczki francuskich feministek i środowisk LGBT, wdając się chociażby w publiczne polemiki z konserwatystami. Niektórych z nich zresztą dobrze zna, przecież widywali się pod sceną. – Ludzie się zmieniają. Po czterdziestce możesz być zupełnie innym człowiekiem, różnić się we wszystkim od samego siebie w wieku 20 lat. Poza tym wielu z nich w muzyce pociągała energia, doświadczenie wspólnotowe. Nie zastanawiali się nad przesłaniem. Kariery w polityce nie muszą przecież mieć nic wspólnego z twoimi przekonaniami. Zapisujesz się do partii konserwatywnej, bo tam możesz zrealizować swoje ambicje, bo wiesz, że sięgniesz po władzę – mówi Despentes o – obserwowanym również w Polsce – przejściu wielu ludzi związanych kiedyś z kontrkulturą na pozycje konserwatywne czy wręcz skrajnie prawicowe. – Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale jednak widok ludzi, których pamiętam z punkowych koncertów, dziś manifestujących skrajnie prawicowe przekonania, niezmiennie budzi moje zdumienie.

Na szczęście Despentes nie jest tylko, ani nawet nie przede wszystkim, popularnym i barwnym młotem na konserwatystów. Jest znakomitą pisarką. Zdaniem recenzentów coraz lepszą, bo „Vernon Subutex” wyprowadził ją z ciasnej szufladki dla prowokatorów i skandalistów, odebrał koronę królowej literatury trash, przynosząc w zamian porównania do wspomnianego już na wstępie Houellebecqa, ale też do… Balzaca. Sama autorka twierdzi, że napisała powieść o znikaniu pewnego świata, ale wiele wskazuje na to, że dzięki trylogii „Vernon Subutex” nazwisko Despentes nigdy nie zniknie z list lektur tych, którzy będą chcieli dowiedzieć się czegoś prawdziwego o życiu w stolicy Francji na początku XXI w.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną