Niezwykła kariera Gerarda Wilka

Czas pas
Charyzmatyczny, długowłosy, seksowny, był idolem w czasach, gdy występy tancerzy fascynowały szeroką publiczność. Zmarły przed 20 laty Gerard Wilk u szczytu popularności wyjechał z Polski, by tańczyć u Béjarta.
Krystyna Mazurówna i Gerard Wilk, Warszawa 1968 r.
Andrzej Wiernicki/Forum

Krystyna Mazurówna i Gerard Wilk, Warszawa 1968 r.

Telewizyjny program rozrywkowy z 1969 r. „Lucjan i inne”. Przy stoliku Gerard Wilk i Kalina Jędrusik.
Zygmunt Januszewski/PAP

Telewizyjny program rozrywkowy z 1969 r. „Lucjan i inne”. Przy stoliku Gerard Wilk i Kalina Jędrusik.

W latach 60. XX w. wszedł do czołówki solistów polskiego baletu. Tańczył na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie i w telewizyjnych programach rozrywkowych. W tramwajach plotkowano o jego występach z Krystyną Mazurówną. Jak sama wyznała, łączyło ich wiele: praca, przyjaźń i słabość do rosłych, przystojnych brunetów. Jan Berski o scenicznych kreacjach Wilka pisał, że są właściwie poza techniką i samoistnie przekraczają barierę dzielącą sztukę od rzemiosła, a „pas baletowe w jego tańcu przestają być systemem jakiejś określonej konwencji, ale są wyrazem treści i emocji wynikającej z akcji tańca”. Dla artysty baletu nie mogło być większych słów uznania. A jednak latem 1970 r. wyjechał z Polski. „Sukces to słowo relatywne. Ja tego nigdy nie czułem i ciągle mam takie wrażenie, że w życiu nic nie zrobiłem. Przeszłością nie żyję. W moim życiu było już tak kilkakrotnie, że zamiast siedzieć na wyżynach, być zachwyconym i widzieć, że dalej nie można, to ja zmieniałem i zaczynałem od początku” – wyznał, kilka miesięcy przed śmiercią, w filmie „Gerard Wilk. Kilka razy zaczynałem od zera”.

W tajemnicy przed rodzicami

Urodził się 12 stycznia 1944 r. w niemieckich Gliwicach (Gleiwitz). Stąd też w akcie urodzenia Gerarda rodzice występują jeszcze jako Johan i Hedwig. Po wojnie używać już będą imion Jan i Jadwiga. W czasie wojny ojciec Gerarda został wcielony do armii niemieckiej. Karą za służbę w Wehrmachcie było zesłanie na Syberię. Do Polski wrócił w 1949 r. Pracował w zakładach mięsnych. Matka, przed wojną kelnerka, wychowywała synów: Gerarda oraz starszego o cztery lata Jana.

Do szkoły baletowej Gedi – bo tak go nazywano w domu – trafił poniekąd przez przypadek. W podstawówce uwielbiał rysować, kółko taneczne było na drugim planie. Prowadzący zajęcia zauważył jednak, że jego podopieczny jest niezwykle zdolny ruchowo. Z myślą o nim zaczął przygotowywać układy, a Gerard sprawdzał się w nich znakomicie. W końcu, w wieku 13 lat, w tajemnicy przed rodzicami (i z trzyletnim opóźnieniem) przystąpił do egzaminów do Szkoły Baletowej w Bytomiu. Został przyjęty na okres próbny. Zaległości nadrabiał pod okiem Haliny Hulanickiej. Była doświadczonym pedagogiem – nauki pobierała w Kijowie i Warszawie, a także w Paryżu, m.in. u słynnej rewolucjonistki sztuki tańca Isadory Duncan.

Za namową Hulanickiej Wilk przeniósł się do stolicy. Tu, w warszawskiej szkole baletowej, trafił do klasy cenionego radzieckiego pedagoga Aleksandra Sobola. W 1961 r. zdobył II nagrodę w pionie szkolnym w kategorii solistów na II Ogólnopolskim Konkursie Tańca Scenicznego. A kiedy w 1964 r. zdał egzaminy końcowe, czekał już na niego angaż w zespole baletowym. Debiutował w tymczasowej siedzibie Opery Warszawskiej, w gmachu Roma przy ul. Nowogrodzkiej 49 (odbudowa teatru miała się zakończyć dopiero za rok). W ciągu sześciu lat od ukończenia szkoły przeszedł całą drogę w baletowej hierarchii: od członka corps de ballet, przez koryfeja i stanowisko drugiego solisty, aż na sam szczyt. W 1970 r. otrzymał tytuł pierwszego solisty.

W latach 1967–70 nazwisko Wilk regularnie figurowało w programach baletowych. Powierzano mu wszystkie najważniejsze role. Maria Krzyszkowska, która przez kilka lat była jego sceniczną partnerką, zapamiętała go jako tancerza o dużym temperamencie: „Tańczył szalenie żywiołowo. Bardzo dobrze wykonywał partie w »Jeziorze łabędzim«, »Giselle«, był wspaniały w »Spartakusie«” – wspominała w rozmowie z Janem Stanisławem Witkiewiczem. W oczach krytyków baletowych stanowili idealną parę.

W tym czasie zainteresował go też taniec jazzowy i nowoczesny. Dzięki Krystynie Mazurównie wyjechał na Międzynarodowy Festiwal Jazzowy w Pradze. Wystąpili z programem etiud baletowych do muzyki Komedy, Trzaskowskiego i Kurylewicza. Zdobyli pierwszą nagrodę. Od razu posypały się kolejne propozycje, m.in. na cały sierpień w paryskiej Olympii. Początkowo władze nie zgłosiły sprzeciwu, a Pagart był gotów załatwić więcej kontraktów. Otrzymali paszporty i bilety do Paryża. Niestety, w ostatniej chwili Ministerstwo Kultury odwołało wyjazd. Chodziły słuchy, że przyczynili się do tego „życzliwi” z teatru. „Ponoć weterani sceny napisali pod właściwy adres, że jesteśmy za młodzi i niedojrzali ideologicznie na zagraniczne występy” – wyznała po latach „Wysokim Obcasom” Mazurówna.

Nie poddali się. Rozpoczęli kilkuletnią przygodę ze szklanym ekranem. W drugiej połowie lat 60. Gerard występował w programach rozrywkowych, komediach muzycznych Stanisława Barei („Małżeństwo z rozsądku” i „Przygoda z piosenką”). Zatańczył też do piosenki Paula McCartneya „Hey Jude”, a ogólnopolską sławę przyniósł mu występ w telewizyjnym klipie do piosenki Piotra Szczepanika „Kochać”. Prezentował modę. W „Przekroju” dał się sfotografować w odważnych kwiecistych marynarkach zaprojektowanych przez Barbarę Hoff.

Od czasu do czasu mu się obrywało. Zdzisław Sierpiński grzmiał na łamach „Życia Warszawy”: „Najwybitniejszym solistom naszego baletu każe się tańczyć na małym ekranie numery w dużych widowiskach typu rozrywkowego, nie ukazując prawdziwych wartości sztuki tych tancerzy”. Z kolei widzowie programów telewizyjnych nie mogli uwierzyć, że ich idol jest tancerzem klasycznym.

Balet w kinie

W czasach PRL kręcono też pierwsze – i jak dotąd jedyne – polskie filmy baletowe. Nie mogło w nich zabraknąć ulubieńca ówczesnej publiczności. Pojawił się w „Fantomach” w reżyserii Ryszarda Plucińskiego i choreografii Krystyny Mazurówny oraz „Mimetyzmie, czyli zniknięciu Honoriusza Subrac” Stefana Szlachtycza, a wreszcie w „Grach”, do których choreografię ułożył Conrad Drzewiecki, określany mianem reformatora polskiego baletu. Film zdobył nagrodę Prix Italia we Florencji, a Wilk – kojarzony dotąd z tańcem klasycznym i nowoczesnym – zaczął być postrzegany jako tancerz współczesny.

Dwukrotnie współpracował z Andrzejem Wajdą. Za pierwszym razem w roli aktorskiej (głosu użyczył mu Daniel Olbrychski) jako „Rzecznik prawny towarzystwa ubezpieczeniowego” w komedii science fiction „Przekładaniec”, a w marcu 1970 r. jako choreograf w przedstawieniu „Play Strindberg” Dürrenmatta.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną