Leśne przedszkola zachwycają też Polaków

Nauka poszła w las
Leśne przedszkola docierają do Polski. Odkrywamy to, co nasi sąsiedzi – Niemcy czy Czesi – wiedzą od dawna: edukacja nie musi być zamknięta w czterech ścianach.
W Niemczech czy Czechach, nie mówiąc już o Skandynawii, leśne przedszkola to dzisiaj rzecz powszechna.
Ted S. Warren/AP/EAST NEWS

W Niemczech czy Czechach, nie mówiąc już o Skandynawii, leśne przedszkola to dzisiaj rzecz powszechna.

Większość dysfunkcji rozwojowych w sferze psychosomatycznej może mieć źródło w ograniczonym kontakcie dzieci z naturą lub jego braku.
Ted S. Warren/AP/EAST NEWS

Większość dysfunkcji rozwojowych w sferze psychosomatycznej może mieć źródło w ograniczonym kontakcie dzieci z naturą lub jego braku.

Żeby placówka została uznana za leśne przedszkole, dzieci muszą spędzać na świeżym powietrzu co najmniej 80 proc. czasu.
Leszek Zych/Polityka

Żeby placówka została uznana za leśne przedszkole, dzieci muszą spędzać na świeżym powietrzu co najmniej 80 proc. czasu.

audio

AudioPolityka Sylwia Kawalerowicz - Nauka poszła w las

Zamiast tabletów widoki, zamiast plastikowych zabawek – kamienie i patyki. To niemałe wyzwanie – ale przede wszystkim dla rodziców, którzy często nie potrafią sobie wyobrazić, że ich pociecha może przez cały dzień przebywać pod gołym niebem. Na gałęziach ledwo rysują się pączki, las wciąż jest bardziej szary niż zielony, pada drobny deszczyk i wieje po kostkach. Tymczasem tuzin maluchów w kolorowych kurteczkach raźno maszeruje przed siebie pod okiem trójki opiekunów. Bo nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.

Wokół grupki, która zaraz podzieli się na dwie (Adaś lat cztery i pół zaproponował, żeby pobawić się w tropiące się nawzajem lisy i wiewiórki), biega terier na trzech nogach. To Ciastek, pies Gabrysi, jednej z opiekunek, który niedawno dołączył do grupy. Wiewiórki ruszają przodem. Ucieczkę na chwilę wstrzymuje wielka huba, która leży tuż przy ścieżce i intryguje maluchy. „Czy to kamień?” – pytają. Szymon – drugi z opiekunów, prosi je, żeby dotknęły, pomacały i powąchały znalezisko. „Czy tak pachnie kamień?” – zastanawia się. „Nie, to chyba grzyb” – cieszą się dzieci i ruszają biegiem, by kilkaset metrów dalej szukać kryjówki za omszałym pniem i przy okazji posłuchać, skąd huba znalazła się wśród liści.

Leśna intuicja

Leśna Droga to jedno z pierwszych w Polsce działających leśnych przedszkoli. Swoją bazę ma w Lasku Bielańskim – dużym zielonym kompleksie na warszawskich Bielanach. Ogród – jak nazywają swoje miejsce – to ogrodzony drewnianym płotkiem teren z widokiem na Wisłę. Jest szopa, w której trzymają niezbędne rzeczy, i minialtana ze stołem, gdzie maluchy (najmłodsze ma trzy i pół roku, najstarsze pięć lat) jedzą posiłki. Jest też miejsce na ognisko i trochę konstrukcji zbudowanych z bali drewna i sznurków. Do tego karmnik dla ptaków i tor przeszkód dla Ciastka. Na płotku wbite gwoździki – tutaj dzieciaki mogą wieszać swoje plecaki.

Anna Płuska, inicjatorka przedsięwzięcia, zaczęła spotykać się z rodzicami i dziećmi w maju ubiegłego roku, a od września przedszkole pracuje codziennie. Płuska, która od ośmiu lat związana jest z Fundacją Sto Pociech, postanowiła przekonać rodziców, że przedszkole, w którym dzieci większość czasu, bez względu na pogodę, będą spędzać na dworze, to znakomita alternatywa dla klasycznej edukacji. Dwa lata temu pojechała do Berlina zobaczyć, jak działają leśne przedszkola w praktyce. Zobaczyła szczęśliwe, umorusane od stóp do głów dzieci, którym niestraszne mżawki i błoto. Zrozumiała, że taką placówkę musi otworzyć w Warszawie.

Długo szukała miejsca, które będzie wystarczająco blisko centrum, ale w otoczeniu lasu. W dodatku będzie do dyspozycji „normalna” sala przedszkolna, spełniająca wszystkie wymogi ustawodawcy, tak by przedszkole zostało regularną placówką oświatową. – Z prawnego punktu widzenia Leśna Droga to takie samo przedszkole jak każde inne. Spełniamy wszystkie wymogi formalne i programowe. Tyle tylko, że mamy inny rozkład dnia – tłumaczy.

Niemalże w tym samym czasie podobny pomysł zaczęły realizować Dorota Zaniewska i Agnieszka Kudraszow, które w lesie pod Białymstokiem na terenie rezerwatu Antoniuk ruszyły z Puszczykiem. Od dawna chodził im po głowie pomysł organizowania dla dzieci zajęć w terenie. – Dzieci są wożone z jednych zajęć na drugie, a nie ma czasu, żeby pobawiły się na dworze, na podwórku. Chciałyśmy zorganizować im czas tak, by poczuły się jak my, kiedy spędzałyśmy lato u dziadków na wsi. Żeby był czas połazić po lesie, pogrzebać w ogródku – tłumaczy Kudraszow. Zaczęły od zajęć w czasie wakacji, które z czasem postanowiły przekształcić w regularne spotkania. – Działałyśmy intuicyjnie. Dopiero potem okazało się, że takie leśne przedszkole to żaden rewolucyjny pomysł, tylko forma wychowania, która działa na Zachodzie od lat. Nasza rodzicielska intuicja okazała się poparta solidnymi badaniami.

Czterogodzinny standard

W Niemczech czy Czechach, nie mówiąc już o Skandynawii, skąd ta idea się wywodzi, leśne przedszkola to dzisiaj rzecz powszechna. Żeby placówka została uznana za leśne przedszkole, dzieci muszą spędzać na świeżym powietrzu co najmniej 80 proc. czasu. W praktyce jednak bywa i tak, że we wnętrzu nie przebywają wcale. Bo wnętrz jako takich do dyspozycji po prostu nie mają. Za bazę służą im tatarskie jurty, namioty tipi, barakowozy albo zbudowane z desek wiaty, gdzie mogą się ogrzać albo zdrzemnąć.

Dzieci spędzają dnie, bawiąc się nie tylko w lesie, ale i na łąkach, plażach czy polach, w zależności od tego, jakiego rodzaju przyroda dominuje w okolicy. Choć w Polsce podobna idea wciąż wydaje się mocno rewolucyjna, u naszych sąsiadów szybko została zaakceptowana jako równoprawna forma wychowania przedszkolnego ze wszystkimi ich przywilejami, m.in. dofinansowaniem. W Niemczech jest takich placówek ponad 3 tys. W Norwegii przedszkola, w których dzieci całe dnie spędzają na świeżym powietrzu (także podczas ostrych zim!), stanowią 9–10 proc. ogółu, ale ich wpływ na wczesną edukację jest ogromny – nawet w „zwykłych” przedszkolach cztery godziny na powietrzu stały się standardem, podobnie jak cotygodniowa wyprawa do lasu. W Czechach, gdzie leśne przedszkola pojawiły się zaledwie cztery–pięć lat temu, funkcjonuje ich już ponad 120. Niektóre zlokalizowane są na zielonych terenach w samym centrum Pragi. Tam zobaczyła je Justyna Romaniak, jedna z założycielek Fundacji Dzieci z Naturą, która postawiła sobie za cel promocję idei leśnych przedszkoli w Polsce.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną