Marcin Dzieński: mistrz nietypowej wspinaczki

Człowiek pająk
Mistrz sprintu pionowego Marcin Dzieński po kolejny sukces pobiegnie we Wrocławiu, na Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich.
Dzieński w zeszłym roku poczuł finansowy oddech, wygrawszy trzykrotnie z rzędu w pucharze świata. Za każde zwycięstwo zainkasował 3500 euro.
forumgwiazd.com.pl/Forum

Dzieński w zeszłym roku poczuł finansowy oddech, wygrawszy trzykrotnie z rzędu w pucharze świata. Za każde zwycięstwo zainkasował 3500 euro.

Dzieński podczas zawodów potrafi osiągnąć stan flow, czyli na te parę godzin wyłączyć się ze świata zewnętrznego.
Kuba Atys/Agencja Gazeta

Dzieński podczas zawodów potrafi osiągnąć stan flow, czyli na te parę godzin wyłączyć się ze świata zewnętrznego.

Ściana to 15 m pionu z chwytami dającymi wspinaczom punkt zaczepienia albo odbicia. Najlepszym na świecie pokonanie dystansu od startu do znajdującego się u szczytu czujnika zajmuje niespełna 6 sek. Jeszcze świeży, tegoroczny rekord świata należący do Irańczyka Rezy Alipourshena wynosi 5,48 sek. Wbiegł po pionowej ścianie z prędkością niemal 10 km na godzinę. Wyniki Marcina Dzieńskiego są z tej samej półki.

Układ chwytów na trasie jest zawsze identyczny. Kiedyś z zawodów na zawody się zmieniał. O sukcesie, oprócz kociej zwinności, decydowała adaptacja do profilu trasy. Emocje związane z nieprzewidywalnością musiały jednak ustąpić wymiernemu wrażeniu. Ambicją wspinaczki sportowej było wypłynąć na szersze wody, przebić się do mediów, a media najłatwiej zachęcić twardym konkretem. Najlepiej dającym ująć się w liczbach, które przemawiają do wyobraźni. Niespełna 6 sek. od startu do mety przemawia do wyobraźni. Stąd parcie na śrubowanie wyniku.

Wspinaczkowe treningi 

Trasy, a raczej idealnej dla siebie linii biegu, należy się więc nauczyć na pamięć. Marcin często trenuje z opaską zasłaniającą oczy – potrafi dobiec na szczyt poniżej siedmiu sekund. Na ściance jest co drugi dzień, przez 11 miesięcy w roku. Dziennie wbiega do góry co najmniej 10 razy. Miesięcznie – 140. Przez 7 lat profesjonalnych treningów na pewno uzbierało się 10 tys. sprintów. Było kiedy zakodować automatyzm.

Tarnów to polska stolica sportowej wspinaczki. Pod względem popularności ustępuje w mieście tylko żużlowi. Stąd pochodzą m.in. Edyta Ropek, trzykrotna zdobywczyni pucharu świata, oraz Tomasz Oleksy, swego czasu należący do światowej czołówki we wspinaniu na czas. Łukasz Świrk, były mistrz Polski we wspinaczce na czas i zwycięzca zawodów pucharu świata. – W Wadowicach, skąd pochodzę, do tej pory nie doczekaliśmy się profesjonalnej ścianki. W Tarnowie aż kipiało od energii ludzi, którzy chcieli się wspinać. Łukasz pierwsze kroki w pionie stawiał we własnym pokoju. – Mieszkanie było w wysokiej kamienicy, od podłogi do sufitu dobre trzy i pół metra. Wydłubałem w ścianie tynk, przytachałem kamienie znad rzeki, przykleiłem gipsem w wydrążone w cegle miejsca. Potem tata pomógł mi zbudować namiastkę ścianki w szybie starej windy. Cieszyłem się, bo miała odpowiednią wysokość. Ale zimą nie dało się tam trenować.

Pochodzący z Tarnowa 24-letni Marcin Dzieński jest już z pokolenia, które przyszło na gotowe. W mieście były ścianki. Jedna powstała w klubowej hali Tarnovii, inna przy jednej z podstawówek, z inicjatywy Marcina Bibry, zawodnika oraz instruktora, postaci w środowisku legendarnej. Po zdobyciu przez Edytę Ropek medalu na mistrzostwach Europy do budowy ścianki według standardu skrojonego na zawody międzynarodowe dołożył się Polski Związek Alpinizmu. – Chętni z pokolenia Marcina mieli do tego obiektu nieograniczony dostęp. To w końcu musiało zaprocentować – uważa Arkadiusz Kamiński, trener i przewodniczący Komisji Wspinaczkowej przy PZA, a prywatnie partner Edyty Ropek.

W Tarnowie organizowano pikniki, zawody na rynku, klubowe sekcje mogły liczyć na wsparcie władz miasta. Druga strona medalu to były partyzanckie wyjazdy na zagraniczne zawody: spanie na tylnych kanapach samochodów, starty za pieniądze uciułane wśród znajomych. Dzieński: – Mimo że miałem potencjał, dla Polskiego Związku Alpinizmu nie istniałem. Żebym pojechał na mistrzostwa świata juniorów do Edynburga, mama musiała wziąć pożyczkę, bo w domu się nie przelewało. Resztę dołożyła babcia. Zająłem tam drugie miejsce. To był przełom. Dopiero tam zapracowałem na to, by być branym pod uwagę podczas finansowanych wyjazdów na zawody.

Wśród wspinaczy dominują dwa typy: wysocy, wyżyłowani chudzielcy i niscy, krępi, atletyczni. Wspinaczkowe treningi, oprócz doskonalenia kocich ruchów na ściance, to przede wszystkim siłownia. Marcin Dzieński, przy wadze 66 kg, robi przysiady ze sztangą ważącą 160 kg. W martwym ciągu jest w stanie unieść 150 kg.

Przygotowanie motoryczne i atletyczne, koordynacja pracy rąk i nóg – to na ściance podstawa. – Trzeba tę trasę zobaczyć z bliska, na własne oczy, żeby przekonać się, jaka jest wymagająca. Same nogi, ich zasięg, to za mało, żeby pokonać odległości między niektórymi punktami. Trzeba sobie pomagać siłą rąk – mówi. Uważa, że jego siłą jest odporność na kontuzje. Jedyna, jaką pamięta, to uraz przeciążeniowy nadgarstka. Było, minęło. To, zdaniem Dzieńskiego, wzięło się z przemyślanego treningu. Nie na hurra, tylko małymi krokami. Zwiększanie obciążeń, gdy organizm jest na nie gotowy.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną