Ludzie i style

Bałtyk na fali

Surfing na bałtyckich falach: zimno, ale pięknie

Dawniej w Polsce morze bardziej falowało zimą niż latem. Wiosny też były burzowe. Ostatnio są ciche. Za to latem jest coraz więcej fal. Dawniej w Polsce morze bardziej falowało zimą niż latem. Wiosny też były burzowe. Ostatnio są ciche. Za to latem jest coraz więcej fal. Krzysztof Jędrzejak
Surferzy pojawili się na Bałtyku na początku lat 90. Dziś środowisko liczy koło 200 osób. Drugą Kalifornią nie będziemy, ale Polska ma 470 km wybrzeża, niezłe fale i świetne warunki do zimowego surfingu.
W niewielu miejscach na świecie woda jest tak zimna i równocześnie można surfować.Krzysztof Jędrzejak W niewielu miejscach na świecie woda jest tak zimna i równocześnie można surfować.
Bałtyk jest mały, płytki i bardzo szybko się ochładza.Krzysztof Jędrzejak Bałtyk jest mały, płytki i bardzo szybko się ochładza.

Pierwsze fale na Bałtyku złapałem na dziecięcej desce windsurfingowej w 1989 r., gdy przyjechałem do Polski na wakacje – opowiada Łukasz Bromski (44 lata), który spędził kilka lat w Australii. Artur Turoski (47) podobnie. Wrócił do Polski, gdy skończył się komunizm. Jeżdżąc latem jako lektor angielskiego na obozy językowe nad morze, zauważył, że co jakiś czas przychodzą solidne fale. Poprosił ojca, by przysłał mu deskę z Australii. Jego pierwszy raz na Bałtyku? Fale słabe, woda zimna, pianka za cienka.

Paweł Niesłuchowski (34) od urodzenia spędzał nad polskim morzem całe wakacje. Jako nastolatek kupił krótką deskę do surfowania na brzuchu. Po kilku latach na bodyboardzie stanął na desce surfingowej w ciągu jednego dnia.

Krzysztof Jędrzejak (33) dziesięć lat temu wziął urlop dziekański i pojechał do Anglii. Wylądował w północnym Devonie, nad samym oceanem. Poszedł na pierwszą lekcję surfingu i wsiąkł. Po powrocie do Polski odstawił deskę do kąta. Stała tam pół roku. Aż usłyszał, że ktoś łapie fale na Bałtyku. A że mieszka w Gdańsku, pobiegł z deską na plażę.

– Odkąd zobaczyłam film „Na fali” z Patrickiem Swayze, marzyłam, by spróbować surfingu – opowiada Karolina Wolińska z Gdańska (34). – Ale wydawał mi się nieosiągalny. Zajęła się więc windsurfingiem i kitem. Surfingu spróbowała pięć lat temu w Brazylii. Z pierwszą kupioną deską od razu poszła nad Bałtyk. Rok później została mistrzynią Polski.

Rodzice Jakuba Kuzi (17) są windsurferami. Próbowali namówić syna do tego sportu. Bezskutecznie. Gdy wyjeżdżali na wakacje, Kuba bawił się na falach na bodyboardzie. Na piankowej desce surfingowej stanął pierwszy raz, gdy miał siedem lat. Na Dominikanie. Od 2013 r. regularnie trenuje, startuje w międzynarodowych zawodach. Na Bałtyku ślizgał się pierwszy raz trzy lata temu. Dziś jest wicemistrzem Polski i 120. surferem na świecie.

Burza w balii

– Początkowo zabierałem deskę do Dębek ze względu na wpadającą tam do morza Piaśnicę. Myślałem, że przy dnie wymytym przez rzekę powstaną fale. Nic z tego – opowiada Łukasz Bromski. Prześledził więc mapy barymetryczne Bałtyku i wytypował inne, potencjalnie interesujące, spoty (miejsca). Między innymi Półwysep Helski, w pobliżu którego dno gwałtownie się wypłyca. Zachodni wiatr nawiewał fale na półwysep, odbijał się od brzegu i jako tzw. offshore wypłaszczał i wyrównywał je, tworząc idealne warunki do surfingu.

Pierwsi surferzy pojawili się w Chałupach i Władysławowie. – Uczyłem się tam deski podczas sztormów, kiedy nie powinno się wchodzić do wody. Pływałem bez pianki, czasami wychodziłem z wody zielonofioletowy – wspomina Paweł Niesłuchowski. Łukasz Bromski też pływał podczas sztormów. Najczęściej przy porcie we Władysławowie. Na skraju, jak to określa, „pełnej rozpierduchy”. – Kiedyś porwało mnie w pełne morze. Ledwo wróciłem – opowiada Bromski. – Trzymetrowa fala na oceanie może być superspokojna. Taka sama na Bałtyku to bardzo trudne warunki. Dziwne rzeczy dzieją się na tym morzu, bo to płytka, roztrzęsiona balia – mówi surfer. Kiedy Karolina zaczynała pływać na Bałtyku, najczęściej była sama na spocie. – Stałam z deską przed wzburzonym morzem, padał deszcz, wiał silny wiatr. Zastanawiałam się, czy wchodzić. Bo mogłam już nie wyjść – wspomina.

– Na ocenie fala idzie tysiące kilometrów, zanim wyleje się przy brzegu. Nie towarzyszy jej wiatr. Widać ją z daleka, można kawkę wypić, przygotować się. U nas zwykle fale powstają po sztormie. Wyrastają jedna za drugą. Wieje, pada deszcz, grad lub śnieg. Na oceanie jest relaks, u nas walka o życie – podsumowuje Paweł Niesłuchowski.

Czasami i na Bałtyku zdarza się tzw. groundswell, fala, która przychodzi z tysięcy kilometrów. Dzieje się tak, gdy gdzieś w Skandynawii przejdzie jakieś ogromne zjawisko burzowe.

– Fale mają swoją energię. Rozkołysy spowodowane wiatrami są słabe. Dodatkowo wiatr fale szatkuje. Żeby je złapać, „dosiąść”, trzeba mieć więcej pary – wyjaśnia Artur Turoski. I mocniej pracować nogami przy każdym manewrze. Mało słony Bałtyk ma też małą wyporność. Używa się więc dłuższych, płaskich desek.

Pieniądze dzielą, internet łączy

Początkowo Turoski spotykał się ze sprzeciwem kierowców, gdy wsiadał z deską do pekaesu. Zdarzało się, że ratownicy na plaży gwizdali, krzyczeli: Co pan tu robi! Proszę stąd wyjść! Za to plażowicze byli zaciekawieni. Ale brakowało mu innych surferów, żeby podzielić się wrażeniami.

Dowiedział się, że Jurek Kijkowski i członkowie założonego przez niego Polskiego Stowarzyszenia Surfingu organizują zawody. Przyjechał na swój pierwszy Polish Surfing Challenge i spotkał ziomków. – Moja radość trwała krótko – wspomina. – Bo wkrótce pojawili się sponsorzy, pieniądze, a wraz z nimi niesnaski. Tworzyły się kliki, chłopaki z poszczególnych miast niespecjalnie się lubili. Wszystko zaczęło zmieniać się w biznes. Tak jest wszędzie – przyznaje Turoski. Ale Polacy są wyjątkowo podatni na komerchę. Ledwo na desce stoją, a już kupują najnowszy sprzęt.

Paweł Niesłuchowski początkowo też nie spotykał w Polsce innych surferów. Nie miał się więc od kogo dowiedzieć, że nie pływa się w sztormie, tylko po nim – na tzw. martwej fali.

– Chyba w 2012 r. założyłem ze znajomymi fanpage Surfing Polska – opowiada Paweł. – Miał skupiać osoby, które kochają nie tylko surfing, ale i Bałtyk. A że brakowało sprzętu, wiedzy, za darmo pożyczaliśmy deski, pokazywaliśmy, jak się surfuje na Bałtyku.

Zaczęli dołączać ludzie z całej Polski. Dziś fanpage śledzi ponad 4 tys. osób. – Bałtyccy surferzy nie są zamożni, za to zaangażowani – mówi Niesłuchowski. – Zdarza się, że jak wrzucamy coś na fanpage, to ci „światowi”, bogaci hejtują posty. Piszą, że fala mała, że to nie surfing. A my pokazujemy, że surfing na Bałtyku jest możliwy i dla wszystkich.

– Jest takie określenie: surf dogs – dodaje Turoski. – Bo surferzy lubią się często powierzchownie, a tak naprawdę każdy by drugiemu dupę wygryzł. W Australii też tak jest. W Polsce widać to w mediach społecznościowych. W wodzie mniej.

Nasz Bałtunio

– Początkowo surfowali głównie instruktorzy windsurfingu i kite’a. Spędzali całe lato nad morzem, więc mieli szansę upolować fale – mówi Łukasz Bromski. Odkąd są prognozy falowania, można się kilka dni wcześniej dowiedzieć, że będzie „warunek”. Tyle że pogoda jest coraz mniej przewidywalna. Każdy rok przynosi coś nowego. – Kiedyś w Polsce dominowały wiatry z zachodu. Ostatnio są też północne i wschodnie, co powoduje, że odkrywamy zachodnie wybrzeże – mówi Paweł Niesłuchowski. I dodaje, że surfować można wszędzie, na całych 470 km polskiego wybrzeża. I że to w 80 proc. piach. A dno ma znaczenie. – W Szwecji, Finlandii czy Estonii fale częściej piętrzą się na kamieniach. U nas łamią się na mieliznach – wyjaśnia Niesłuchowski. Taka fala jest bardziej stroma, szybsza. Jastrzębia Góra, Rozewie, okolice Jarosławca, Orzechowo, Poddąbie są bardziej gliniaste. Występują tam też kamienie. – Śmiejemy się, że to polska rafa. Fala dłużej się tam buduje, załamuje – wyjaśnia Paweł. – Nawet znane spoty nas zaskakują – dodaje Łukasz Bromski.

Dawniej w Polsce morze bardziej falowało zimą niż latem. Wiosny też były burzowe. Ostatnio są ciche. Za to latem jest coraz więcej fal. Organizowane od 10 lat zawody Polish Surfing Challenge początkowo odbywały się na Półwyspie Helskim. – Ponieważ wiatry zaczęły się zmieniać, bywało, że przez cały sezon nie mieliśmy na czym pływać – dodaje Łukasz. – Dlatego od kilku lat wybieramy lokalizację zawodów w zależności od prognozy.

– Mało jest na świecie takich miejsc jak nad Bałtykiem, gdzie sosnowy las podchodzi do brzegu albo porzeczki zwieszają się nad plażą. Szkoda tylko, że w sumie mamy z 50 dni surfujących w roku – mówi Artur Turoski. Jędrzejak i Wolińska twierdzą, że jest ich koło stu. – Ale nie ma powtarzalności warunków, za rzadko daje się pływać, by poważnie trenować – twierdzi Niesłuchowski. Zgadza się z nim Bromski. – Surfowania na Bałtyku nie można porównać do tego na oceanie. Ale według mnie nasze morze jest idealne do nauki – oponuje Krzysztof Jędrzejak. – Fale mają wystarczająco dużo energii, choć nie ma gwarancji, że się pojawią. A takie jak na oceanie zdarzają się kilkanaście razy w roku.

– Gdyby częściej były do tego warunki, nie musiałabym nigdzie wyjeżdżać – mówi Karolina Wolińska. – Bo u nas spoty są praktycznie puste. Na oceanie bałabym się też pływać o zmierzchu. Z Bałtyku czasami latem schodzę o 22.30. Nie ma też zagrożeń typu rekiny, płaszczki, meduzy.

– Jak się już nabierze wprawy, pływanie na bałtyckiej, bardzo nieprzewidywalnej, szybkiej i kapryśnej fali jest świetnym treningiem. Poza tym mam sentyment do Bałtyku. Bo to nasz Bałtunio – mówi Kuba Kuzia. Niesłuchowski wspomina zachody słońca na Rozewiu, wieczorne pływanie w Kołobrzegu czy Władysławowie przy świetle odbitym od miasta. I Mierzeję Wiślaną, gdzie prawie nikt nie pływa. – Jedna dobra bałtycka fala daje tyle radości, co kilka na oceanie.

Surfer na krze

Takie fale nadal częściej są zimą. Woda ma wtedy 0–2 st. C. – Nie polecam na początek, bo wtedy się z deski ciągle spada. Ale gdy ma się już jakieś umiejętności i odpowiednią piankę, pływanie zimą nie jest wielkim wyczynem – twierdzi Krzysiek Jędrzejak. – Odkąd mam piankę zintegrowaną z kapturem, cieplutkie rękawice i buty, pływam cały rok – mówi Karolina Wolińska. Paweł Niesłuchowski też. Zdarzało mu się pływać na wodzie z krą. Ale ostatnio rzadko jest tak niska temperatura. Dlatego z rozrzewnieniem wspomina tegoroczną sesję na Trzech Króli. Przyszedł bardzo zimny front, nasypało śniegu, a było 14 st. C i słońce. – Morze parowało. Niesamowite doświadczenie estetyczne – mówi.

Bałtyk jest mały, płytki, bardzo szybko się wychładza. W niewielu miejscach na świecie woda jest tak zimna i równocześnie można surfować. Bo na przykład w Norwegii płynie ciepły prąd zatokowy i temperatura wody nie spada poniżej 6–8 st. C. Takie warunki jak w Polsce są może w Kanadzie, na Kamczatce czy Wielkich Jeziorach w USA, gdzie też surfują.

Pływając zimą, trzeba się mieć na baczności. Szczególnie gdy wieje. – Wtedy organizm szybko się wyziębia, zużywa mnóstwo energii, by utrzymać temperaturę, i w ciągu 10 minut można paść z wyczerpania – wyjaśnia Niesłuchowski. – Mimo to zdecydowanie wolę pływać zimą – deklaruje Krzysiek Jędrzejak, który w marcu tego roku organizował pierwsze zawody zimowe. – Był to raczej przyjacielski jam i tak też się nazywał: O’Neill Cold Water Jam – opowiada. Fale dopisały, wystartowało 16 chłopaków i 8 dziewczyn. Kuba Kuzia wspomina, że pięć godzin pływał na falach jak z bajki. Karolina Wolińska też. Choć dużo krócej – kobiety marzną szybciej.

Czekanie na falę... inwestycji

– Zaczęłam surfować, mając 29 lat. Nie osiągnę poziomu ludzi pływających od dziecka. Ale dla frajdy można zacząć w każdym wieku. Nawet po pięćdziesiątce – mówi Wolińska, która cztery lata temu debiutowała w nieoficjalnych mistrzostwach Polski (oficjalny związek surfingowy dopiero powstaje). Głównie po to, by poznać inne surferki. Zdobyła mistrzostwo. W zeszłym roku została mistrzynią po raz czwarty. – Nie było łatwo – przyznaje. – Początkowo startowało 56 kobiet, rok temu było nas ponad 20 i dziewczyny deptały mi po piętach.

– Ja czuję się już papą Smurfem polskiego surfingu – śmieje się Turoski. – Teraz 1416-latkowie startują w zawodach międzynarodowych.

Młodzi mają szanse, ale potrzebni im sponsorzy. Dlatego Krzysztofa Jędrzejaka cieszy komercjalizacja surfingu. Bo żadna marka się nie zaangażuje bez celu marketingowego. – Na szczęście w Polsce jest jeszcze niewielu prosów – zawodowych surferów – mówi Turoski. – Dzięki temu na spotach jest spokój i cisza, które cenię. Ale zależy mi, by podnosić standard tej dyscypliny. Dlatego cieszę się, że powstają szkółki z prawdziwego zdarzenia.

Jedną z nich jest Learn 2 Surf Jędrzejaka i jego wspólnika Krzyśka Sikory. Obaj dwa lata temu, jako pierwsi w Polsce, zdobyli certyfikaty International Surfing Association, organizacji uznanej przez MKOl. Otworzyli szkołę surfingu w camperze, który latem pełni rolę ich domu, biura i wypożyczalni sprzętu. Zgodnie z hasłem reklamowym, można Krzyśków spotkać „tam, gdzie są najlepsze fale”. Jędrzejak od lat je też fotografuje. Będzie z tego album o surfingu na Bałtyku.

Niesłuchowski i jego żona stworzyli z kolei markę ubrań, akcesoriów i desek Baltica. Gdy fal brak, można pływać na SUP – desce z wiosłem (ang. Stand Up Paddling). Albo próbować surfingu na rzece. – Pewnie za parę lat river surfing będzie w kraju popularny. W końcu rzek mamy sporo – przewiduje Niesłuchowski. Tyle że do takiego surfingu trzeba powodzi. Dlatego surferzy czekają na inwestora, który wybuduje symulator sztucznych fal. Bo tych nigdy dość.

Agnieszka Rodowicz, zdjęcia Krzysztof Jędrzejak

Polityka 30.2017 (3120) z dnia 25.07.2017; Ludzie i style; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Bałtyk na fali"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną