Ludzie i style

Odszedł Gandalf sceptycyzmu

James Randi James Randi / Flickr CC by 2.0 / Polityka
Zmarł James Randi, znany na świecie iluzjonista, ale przede wszystkim słynny demaskator ludzi twierdzących, że posiadają ponadnaturalne moce.
James Randi wzorował się na mistrzu sztuczek Harrym Houdinim.Larry Busacca/Getty Images James Randi wzorował się na mistrzu sztuczek Harrym Houdinim.

Artykuł w wersji audio

Jego znakami rozpoznawczymi była siwa broda, krzaczaste brwi, czarny kapelusz i staroświecki płaszcz oraz laska zakończona srebrną miniaturą ludzkiej czaszki. Wszystko to nadawało Jamesowi Randiemu dość niezwykły wygląd, mogący kojarzyć się z czarodziejem Gandalfem z filmowej ekranizacji „Władcy Pierścieni” – tylko trochę mniejszym, bo miał ok. 1,65 m wzrostu. Przez sporą część swojego życia zajmował się walką z oszustwami, choć od młodości zafascynowany był… oszukiwaniem. A mówiąc precyzyjniej – tworzeniem iluzji opierających się na sprytnych trikach.

Od magika do demaskatora

Urodził się 7 sierpnia 1928 r. w katolickiej rodzinie w Toronto jako Randall James Hamilton Zwinge. Wielka fascynacja magicznymi sztuczkami skłoniła go do porzucenia szkoły w wieku 17 lat i rozpoczęcia występów na scenie. Niedługo później zaczął też pisać horoskopy dla kanadyjskiego tabloidu, przedstawiając się jako astrolog o pseudonimie „Zo-ran”. Z kolei jako „The Great Randall” wyspecjalizował się w odczytywaniu myśli i telepatii. W 1949 r. trafił na nagłówki gazet dzięki temu, że na tydzień przed bardzo popularnymi za oceanem rozgrywkami finałowymi ligi baseballu zamykał w kopercie kartkę z zapisanymi przewidywanymi wynikami meczów. Następnie wręczał ją prawnikowi, który publicznie odczytywał zawartość już po zakończeniu meczów. Ku wielkiemu zaskoczeniu dziennikarzy Randi trafnie typował rezultaty.

Oczywiście – mimo iż w kanadyjskich gazetach kreował swoją legendę, twierdząc m.in., jakoby już w wieku 9 lat odkrył w sobie zdolności postrzegania pozazmysłowego – nie posiadał żadnych nadprzyrodzonych mocy. Wszystko oparte było na iluzjonistycznych trikach. W pewnym momencie Randi zaczął jednak głośno mówić, że to tylko zabawa, a on oszukuje publiczność. Rozrywka polega zaś na tym, iż nikt – poza profesjonalistami – nie potrafi zgadnąć, jak to robi. Jednak część ludzi nadal wierzyła, że stoi za nim magia i nadzwyczajne zdolności. Zaczepiali go na ulicy, prosząc, by przewidział wynik najbliższej loterii lub pomógł podjąć decyzję w osobistych sprawach. Ponieważ nie chciał wykorzystywać ludzkiej naiwności, postanowił przerzucić się na pokazy m.in. uwalniania się z więzów (np. łańcuchów spiętych kłódkami lub związanych lin) i przybrał kolejny pseudonim artystyczny, którym posługuje się do dziś: „The Amazing Randi”.

Wzorował się na mistrzu tego typu sztuczek Harrym Houdinim (1874–1926) i był w tym tak dobry, że z czasem stał się sławny w Stanach Zjednoczonych, do których się przeprowadził jako James Randi. Występował w telewizji, a nawet został zaangażowany w latach 70. ubiegłego wieku przez Alice’a Coopera, wokalistę z pogranicza heavy metalu. Randi w trakcie teatralnie oprawionych koncertów ścinał Cooperowi głowę gilotyną.

W 1974 r. wpisał się do Księgi rekordów Guinnessa, wytrzymując 55 minut ubrany tylko w bieliznę w lodowym sarkofagu. Innym jego osiągnięciem było spędzenie 44 minut w metalowej skrzyni umieszczonej na dnie wypełnionego wodą basenu w Nowym Jorku (o ponad 10 minut dłużej niż wynosił rekord ustanowiony przez Houdiniego w 1926 r.). Na oczach kamer uwolnił się także z kaftana bezpieczeństwa, zwisając głową w dół nad wodospadem Niagara. Po wypadku wycofał się jednak z rozrywkowego biznesu. W 1987 r. chciał w telewizji wykonać pewną sztuczkę na cześć Houdiniego – uwolnić się z dużej metalowej bańki na mleko wypełnionej wodą i zamkniętej kłódkami. W trakcie próby doznał jednak uszkodzenia kręgosłupa. Jak później przyznał w filmie dokumentalnym z 2014 r. „An Honest Liar” („Uczciwy kłamca”), znalazł się wówczas o krok od śmierci. Dlatego postanowił całkowicie poświęcić się swojej drugiej wielkiej pasji – demaskowaniu oszustów twierdzących, że posiadają ponadnaturalne moce.

Spadochroniarz gnący łyżki

Już w 1964 r. Randi ogłosił, że wypłaci tysiąc dolarów osobie, która przedstawi naukowe dowody takich zdolności. Z czasem nagroda ta urosła do miliona dolarów, ale mimo podjętych około tysiąca prób nikomu nie udało się jej zdobyć, np. wykazując się umiejętnościami telepatycznymi lub zginając metalowe przedmioty wyłącznie mocą umysłu. Dwa lata temu fundacja Randiego – James Randi Educational Foundation (JREF) – ogłosiła, że nagrodę likwiduje, uznając, że tracenie czasu na dziwactwa nie ma sensu i lepiej przeznaczyć pieniądze na projekty promujące krytyczne myślenie.

Być może wpływ na tę decyzję miały również doświadczenia Randiego, że obnażenie oszustwa wcale nie musi oznaczać jego pokonania. Najbardziej spektakularnym tego przykładem jest historia młodego izraelskiego spadochroniarza Uriego Gellera, który w latach 70. objawił się w USA w aurze człowieka obdarzonego ponadnaturalnymi zdolnościami: miał mocą umysłu giąć łyżki, zatrzymywać lub przyspieszać zegarki oraz czytać w myślach (odgadywał, co ktoś narysował na kartce, rzekomo tego nie widząc).

Zwrócił tym uwagę dwóch fizyków ze Stanford Research Institute, których prace nad zjawiskami parapsychologicznymi fundowała CIA (ścigająca się na tym polu z Rosjanami, również badającymi, czy supermoce istnieją i czy da się je wykorzystać do szpiegowania). Zaczęli więc przeprowadzać eksperymenty, których wyniki utwierdziły obydwu naukowców w przekonaniu, że zdolności Gellera są autentyczne. Badania z udziałem Izraelczyka miała dalej finansować wojskowa agencja ARPA, ale trzech jej wizytatorów uznało, że Izraelczyk po prostu oszukuje, stosując różne triki.

Badacze ze Stanford Research Institute nie przyjęli tego do wiadomości i postanowili pokazać mediom niezwykłe możliwości Izraelczyka, by zebrać fundusze na badania. Punktem kulminacyjnym miała być wizyta w jednym z najpopularniejszych wówczas (1973 r.) telewizyjnych talk-show Ameryki: „The Tonight Show Starring Johnny Carson”. Jego producenci zwrócili się do Randiego, by pomógł im zabezpieczyć się przed ewentualnymi trikami Gellera. Kiedy Izraelczyk wszedł do studia telewizyjnego (program nadawano na żywo), szybko zorientował się, co się święci, i stwierdził, że nie czuje się na siłach użyć swoich mocy. Występ zakończył się kompromitacją.

Randi był przekonany, że to koniec sławy izraelskiego iluzjonisty. Jednak kilka dni później Geller otrzymał zaproszenie z innego talk-show, w którym nikt nie zadbał o uniemożliwienie mu zastosowania trików. Izraelczyk bez problemu zginał więc łyżki i odgadywał zamknięte w kopercie rysunki, a zgromadzona publiczność obserwowała to z rosnącym zachwytem. Natychmiast posypały się kolejne zaproszenia. W niektórych z owych talk-show występował później również Randi, wykazując te same „cudowne” zdolności i obnażając kryjące się za nimi triki. Niewiele to pomagało, niektórzy twierdzili nawet, że Randi używa ponadnaturalnych mocy, udając tylko, że to iluzjonistyczne sztuczki!

Tymczasem popularność Izraelczyka rosła. Randi za wszelką cenę chciał to zatrzymać. W tym celu w 1976 r. powołał do życia, wspólnie z psychologiem Rayem Hymanem (to m.in. on w imieniu agencji ARPA krytycznie zaopiniował badania Gellera) i Martinem Gardnerem, sceptykiem i felietonistą „Scientific American”, organizację o nazwie Committee for the Scientific Investigation of Claims of the Paranormal (CSICOP), czyli komitet na rzecz naukowego badania twierdzeń o posiadaniu paranormalnych zdolności. Wkrótce dołączyły do niego takie sławy, jak naukowiec i autor science fiction Isaac Asimov oraz astronom i popularyzator nauki Carl Sagan. Jednak w walce z Gellerem niewiele to pomogło, podobnie jak napisana przez Randiego książka demaskująca w detalach sztuczki Izraelczyka. Ten zaś odpowiedział serią pozwów i choć przegrywał sprawy w sądach, to udział w nich kosztował Randiego krocie. Doprowadziło to do kryzysu w CSICOP, którego członkowie naciskali, by dać już sobie spokój z Gellerem. Urażony Randi, niemal obsesyjnie walczący z Izraelczykiem, odszedł z komitetu. Postanowił także zemścić się na naukowcach, których uznał za współwinnych rozsławienia hochsztaplera.

Tak narodził się „Projekt Alfa”. W 1979 r. James S. McDonnell, zafascynowany zjawiskami paranormalnymi szef zarządu koncernu lotniczego McDonnell Douglas, przeznaczył pół miliona dolarów na utworzenie jednostki badawczej zajmującej się parapsychologią w Washington University w St. Louis. Na jej czele stanął fizyk Peter Philips. Szybko rozpoczęto poszukiwanie osób obdarzonych ponadnaturalnymi zdolnościami. Z grupy 300 kandydatów wytypowano po wstępnych testach dwóch młodych mężczyzn w wieku 17 i 18 lat, których niezwykłe zdolności wydawały się autentyczne.

Naukowcy nie zdawali sobie sprawy, że obydwaj są współpracownikami Randiego i początkującymi iluzjonistami. Przy czym Randi szybko wysłał do Philipsa zestaw 11 zasad, których jego zespół powinien się trzymać, by nie zostać wykiwanym jak badacze ze Stanford przez Gellera. Zalecenia te zostały jednak zignorowane. Przez cztery lata dwaj młodzi iluzjoniści wyprowadzali naukowców w pole, wykonując triki, które pozwalały nawet poruszać „siłą woli” papierowym wiatraczkiem osłoniętym szklanym kloszem. Badacze byli przekonani, że mają do czynienia z czymś niezwykłym. W 1983 r. w redakcji magazynu popularnonaukowego „Discover” Randi zwołał konferencję prasową. Wystąpiło na niej dwóch młodych bohaterów mistyfikacji, którzy potwierdzili, że cały czas oszukiwali badaczy z Washington University. Po tym wydarzeniu jednostka zajmująca się parapsychologią została zamknięta.

W połowie lat 80. na celowniku Randiego znalazł się Peter Popoff, amerykański teleewangelista, sławny dzięki nabożeństwom z udziałem setek ludzi, w trakcie których miał dokonywać uzdrowień. Wywoływał z nazwiska chore osoby, mówiąc, gdzie mieszkają i na co cierpią. Wiedzę tę miał mu objawiać sam Bóg. Randi postanowił dotrzeć do prawdziwego jej źródła. Jeden z jego ludzi zauważył w uchu teleewangelisty małą bezprzewodową słuchawkę. Randi zaangażował więc do pomocy analityka kryminalnego Alexandra Jasona, który w przebraniu ochroniarza przedostał się na zaplecze budynku, gdzie odbywało się spotkanie z Popoffem. Tam uruchomił skaner częstotliwości radiowych. W tym czasie Randi, podając się za dokumentalistę, nagrywał kamerą „uzdrowienia” dokonywane przez teleewangelistę. Sprzęt Jasona szybko wyłapał transmisję nadawaną, jak się okazało, przez żonę Popoffa. Czytała ona nazwiska, adresy i choroby uczestników spotkania, a informacje te czerpała z kartek wypełnianych przez ludzi przed spotkaniem z „uzdrowicielem”.

W 1986 r. Randi ujawnił wyniki śledztwa we wspomnianym już programie „The Tonight Show”. Popoff zaprzeczył oszustwu, ale niedługo później ogłosił bankructwo. Po kilku latach objawił się jednak znowu, tym razem oferując „uzdrawiającą wodę ze źródła z okolic Czarnobyla”, która miała chronić tamtejszych ludzi m.in. przed promieniowaniem. Jego organizacja religijna zbierała zaś dalej miliony dolarów datków i wypłacała teleewangeliście i jego żonie sowitą pensję. Czy w takim razie demaskacja Popoffa okazała się kolejną wielką porażką Randiego? Raczej udowodniła, że wiara w zjawiska nadprzyrodzone potrafi być silniejsza niż niezbite dowody oszustwa.

Tajemnica Alvareza

Ale Randi nie jest bohaterem bez skazy. Długie życie w świecie magicznych sztuczek, czyli oszukiwania ludzi, mogło odcisnąć swoje piętno – twierdzi brytyjski dziennikarz i pisarz Will Storr. Uważa on, że Randi m.in. mitologizuje swoją młodość, twierdząc, że w dzieciństwie zmierzono mu iloraz inteligencji (IQ) i okazało się, że wynosi on aż 168, czyli jest geniuszem. Dzięki temu miał zostać zwolniony ze szkoły i sam uczył się w bibliotekach, m.in. geografii, historii, astronomii, psychologii, matematyki i egipskich hieroglifów. Storr nie był też w stanie dowiedzieć się, jaką konkretnie działalność edukacyjną prowadzi założona w 1996 r. przez Randiego fundacja JREF (która słowo „edukacja” ma w nazwie), jeszcze niedawno wypłacająca swojemu szefowi pensję w wysokości 195 tys. dol. rocznie. Przyciśnięty do muru przez brytyjskiego dziennikarza Randi przyznał, że niekiedy publicznie kłamie.

Na jego usprawiedliwienie przemawia fakt, że nie ze swojej winy przez wiele lat sam musiał żyć w kłamstwie. Randi jest homoseksualistą, do czego nie mógł się publicznie przyznawać, by nie zniszczyć swojej kariery w show-biznesie. Dopiero w 2013 r. wziął ślub z wieloletnim partnerem (poznali się w 1985 r.), czyli młodszym od siebie o 33 lata wenezuelskim malarzem Deyvim Peńą.

Z nim również związany jest mroczny sekret Randiego. Otóż w 2011 r. Peńa został zatrzymany przez agentów federalnych pod zarzutem posługiwania się skradzioną tożsamością. Używał bowiem imienia i nazwiska José Alvarez oraz wyrobił sobie na nie amerykański paszport. W rzeczywistości był studentem, który przyjechał w latach 80. na dwuletnie stypendium z Wenezueli i chciał zostać w USA, m.in. z powodu szykan wobec homoseksualistów w jego kraju. Ktoś zaoferował mu tożsamość rzekomo nieżyjącego człowieka, ale rzecz wyszła na jaw, gdy prawdziwy José Alvarez również wystąpił o paszport. Peńi groziło za to do 10 lat więzienia, ale dzięki m.in. bardzo dobrym opiniom wielu osób i organizacji charytatywnych, w których się udzielał, sędzia skazał go tylko na pół roku aresztu domowego i 150 godzin prac społecznych. Zrozpaczony Randi czekał pół dnia w samochodzie zaparkowanym przed aresztem na wyjście swojego partnera.

Randi zapewne zabrał do grobu tajemnicę, ile wiedział o całej sprawie, gdyż poznał Peńię pod prawdziwym nazwiskiem. Być może więc posłużenie się tożsamością rzekomo zmarłego Alvareza było jego pomysłem. Kolejnym magicznym trikiem, który jednak się nie udał i mógł zakończyć katastrofą.

Artykuł jest zmodyfikowaną wersją tekstu, który ukazał się w Polityce nr 37/2017

Polityka 37.2017 (3127) z dnia 12.09.2017; Ludzie i style; s. 78
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną