Ludzie i style

Lubię być menelem

Wojewódzki rozmawia z Kortezem o tym, co z jego życia trafia do piosenek

„W życiu bywam każdym. Nawet skur..., którego nikt nie lubi. Generalnie nie muszę udawać. Odbiorcy to widzą”. „W życiu bywam każdym. Nawet skur..., którego nikt nie lubi. Generalnie nie muszę udawać. Odbiorcy to widzą”. Filip Miller/Fotonova / EAST NEWS
Rozmowa z Kortezem – o tym, co z jego życiorysu trafia do piosenek i dlaczego święta spędzi w towarzystwie PlayStation.
„Dla mnie to dzianie się wokół mnie, moich płyt, koncertów nosi już znamiona stabilności. A to mnie męczy i przeraża. Nie lubię, jak jest stabilnie”.Łukasz Krajewski /ArtService/Forum „Dla mnie to dzianie się wokół mnie, moich płyt, koncertów nosi już znamiona stabilności. A to mnie męczy i przeraża. Nie lubię, jak jest stabilnie”.
„Jak nie ma w piosence prawdy, to nie ma piosenki. Nie umiem śpiewać nieprawdy”.Tomasz Pietrzyk/Agencja Gazeta „Jak nie ma w piosence prawdy, to nie ma piosenki. Nie umiem śpiewać nieprawdy”.

Kuba Wojewódzki: – Jak się czujesz z łatką pierwszego samotnika show-biznesu?
Kortez: – Nie czuję się samotnikiem. Uwielbiam ludzi, uwielbiam nowe relacje. Niestety, mam duży poziom nieufności. Dystansu. Człowiek skrzywdzony nosi w sobie mrok podejrzliwości wobec innych. Stąd może taka opinia.

Wolisz termin: najsmutniejszy człowiek polskiej sceny muzycznej?
Ludzie odbierają ode mnie taki komunikat, ale to jest tylko 10 proc. mojej emocjonalności. Szukam w życiu radości, ale widocznie znajduję ją za rzadko. Nie chcę jednak takiej etykietki. Jest nieprawdziwa. Myślę, że słuchacze kreują ją sobie na własne potrzeby.

Czy to znaczy, że Kortez to postać sceniczna, a w prywatnym życiu jesteś inną osobą?
W życiu bywam każdym. Nawet skur..., którego nikt nie lubi. Generalnie nie muszę udawać. Odbiorcy to widzą. Nie chowam się po koncercie do hotelu, żeby w samotności wypić piwo, tylko wychodzę do ludzi. Nie staję się wtedy kimś innym niż ten facet schowany za fortepianem. Inne może być tylko natężenie emocji. Dwie, trzy minuty rozmowy i od razu czuć, kto jest człowiekiem, a kto kreacją.

O co wtedy ci ludzie cię pytają?
Lokują w moich piosenkach swoje wyobrażenia o relacji, wyjściu z relacji, życiu w nieudanym duecie. Chyba jestem dobrym słuchaczem, więc zostaję wtedy okazją, żeby wywalić mi na barki swoje problemy. Swój życiowy bałagan. Taki terapeuta bez papierów i jego wspólnicy, a może trochę klienci w nieszczęściu.

À propos życiowego bałaganu. Z kim spędzisz święta?
Z PlayStation.

Smutna perspektywa. Dlaczego?
Bo są miejsca, w których ciągle czają się wspomnienia. A ja nie dałem sobie z tymi wspomnieniami rady na tyle, by móc być w tych miejscach szczęśliwy. Nie pojadę na święta do domu bez mojego syna. Krótka piłka. Czyjaś decyzja, stuknięcie sędziowskiego młotka – i nie możesz spędzić Wigilii z synem. Ciągle mam w pamięci obraz świąt, które spędzaliśmy razem jako tak zwana rodzina, i wiem, że nie chciałbym, dla jego dobra, żeby to się powtórzyło.

Gdyby jednak wydarzyło się inaczej, to jakie słowa chciałbyś usłyszeć w życzeniach wigilijnych?
To jest takie pytanie, na które nigdy nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Nie umiem życzyć nikomu niczego... Nienawidzę słów „zdrowia, szczęścia, pomyślności”, bo są atrapą szczerości. Poza wszystkim, jak ktoś chce w swoim życiu szczęścia i pomyślności, niech sobie na to zapracuje. Chciałbym, żeby się działo. Lubię, jak się dużo w moim życiu dzieje.

No to chyba się właśnie dzieje…
Dla mnie to dzianie się wokół mnie, moich płyt, koncertów nosi już znamiona stabilności. A to mnie męczy i przeraża. Nie lubię, jak jest stabilnie. Życie powinno się zmieniać, bo wtedy ty się zmieniasz. Stabilny sukces nuży. Muszę sobie wtedy znaleźć coś innego. Muszę sobie nakreślić inny cel. Stanie w miejscu, nawet wygodnym, mnie paraliżuje. Teraz zacząłem malować. Maluję, rysuję na potęgę. To mi daje szansę na wywalenie tego wszystkiego, co mam w głowie, ale w innym języku. Wszystko tradycyjnie spowite jest mrokiem, ale to jest moje i to jest mój mrok. Lubię go. Nie wyjdę z tym do ludzi, bo tak naprawdę nie umiem tego robić dobrze. Potrzebuję jako wentyla.

Zaciekawił mnie termin „mrok”. Skąd się to wzięło?
Było przy mnie zawsze. Od dziecka lubiłem mroczne, gęste lasy, opuszczone fabryki, ciemne obrazy świata. Takie miejsca, w których gęstnieje wyobraźnia.

Czy pochodzisz z domu, który nazwałbyś szczęśliwym?
Tak. Rodzice nigdy nie dali mi odczuć, że jestem gorszy, bo jestem biedny. Mojemu ojcu zmarł tata, gdy był dzieckiem. Nie miał gdzie nauczyć się tej relacji. Ja ze swoim synem mam podobnie. Taka sztafeta niedoskonałego ojcostwa. Ale to nie znaczy, że nieszczęśliwego. Mamy zaległości emocjonalne, to normalne. Szanuję go na przykład za to, że przy mnie nigdy nie otworzył browara. A miał powody. Pracował na jedną trzecią etatu, zarabiał pieniądze niegodne uczciwego człowieka. Był przedmiotem kpin w swojej miejscowości, że ma żonę, troje dzieci i zapier... za 300 zł miesięcznie. Typową reakcją w takich przypadkach, dyżurną wręcz, jest to, że idziesz się gdzieś upierd...ić. A on się nie dał.

Czyli nie upatrujesz w domu źródła twej dzisiejszej sytuacji?
W domu – nigdy. Źródeł problematycznych kwestii zawsze należy szukać w sobie. Wtedy jest łatwiej. Kiedy winisz innych, potrafisz się wpędzić w takie zakamarki, że nie znajdujesz wyjścia.

Jak ty ze swoją żoną?
Tak.

Czy czujesz, że rodzice nauczyli cię miłości do ludzi, do bliskich?
Oczywiście. Najlepiej to odczuwam, spędzając czas z moim synem. Wtedy widzisz, jak bardzo trzeba być uważnym, jak trzeba uważać na każde słowo. Ile to wymaga pracy nad sobą. Zatrzymania się i ponownego pomyślenia, zanim coś powiesz. Teraz masz swego intuicyjnego dublera. Ty krok w prawo i on krok w prawo. Jesteś dla niego wyznacznikiem tego, co dobre i co złe. Jesteś odpowiedzialnością.

Z czym w jego przypadku masz największy problem.
On ma swój świat gdzieś tam. Przyjeżdża do mnie i tu też ma swój świat, tyle że inny. Inne reguły i inne zasady. Więcej zrozumienia, mniej dyscypliny. Dużo tłumaczenia i pociągania przykładem. Za tym, co mówisz, muszą iść konsekwentnie czyny, bo pod tym względem dzieciaki są totalnymi egzekutorami. Bez pardonu i litości. Wytkną ci fałsz i hipokryzję. To jest cholernie ciężkie.

Okładka twojej nowej płyty nawiązuje do słynnej okładki albumu „Blues” grupy Breakout. Jak byś dokończył kanoniczną frazę śpiewaną przez Tadeusza Nalepę: „Kiedy byłem małym chłopcem…”?
Chciałem być dorosłym.

Bo?
Irytowała mnie zależność od innych. To, że ktoś mi coś narzuca. Coś mi każe. Że muszę żyć schematem innych ludzi. Mam z tym problem chyba do dziś (śmiech). Zawsze się buntowałem. Kiedyś dla zasady, a teraz z idei. Bunt ma tę uniwersalną siłę, że czasami włącza, a czasami wyłącza myślenie.

Czemu w ogóle wzięliście ślub?
To było dziecinne, spontaniczne działanie. Zawsze miałem bardzo zaniżoną samoocenę. Niskie poczucie wartości, poczucie, że jestem gorszy. Rówieśnicy często się ze mnie śmiali. Miałem tylko jednego kumpla. Z biegiem czasu kilku kumpli, potem złych kumpli i ci, co się ze mnie śmiali, zaczęli się mnie bać. Potem byli jeszcze gorsi kumple… To nie był czas na rozsądne decyzje. Chłopaka wykluczonego i siłą walczącego o akceptację. I nagle ktoś się w tobie zakochuje. Masz lat 19. Nigdy nie miałem dziewczyny. Moja żona była moją pierwszą dziewczyną…

Zaczyna się strasznie, choć intrygująco.
Niestety, później jest gorzej. Przestajesz wyrażać siebie, artykułować swoje potrzeby, zakłamujesz siebie tylko dlatego, że boisz się, że ona od ciebie odejdzie. Dajesz absurdalne przyzwolenie na błędy i fikcję. To nie jest dobra droga do szczęścia.

Czy to, że dziś jesteś rozchwytywanym, cenionym artystą, pomogło ci w samoocenie?
Zbudowało mnie to. Bardzo. Czuję, że wreszcie nie ma w tym szczeniactwa. Mam pewność, że to jest moje i że tego nie spieprzyłem. A to nowość w moim życiu. Po raz pierwszy w życiu jestem pewny siebie. Pewny tego, co robię.

Na płytę „Blues” Breakoutów muzykę pisał Tadeusz Nalepa, a teksty Bogdan Loebl. U ciebie jest podobnie, tyle że teksty Agaty Trafalskiej powstają dzięki twojej inspiracji.
Traktuję ją jak siostrę. W dziwnej bliźniaczej relacji. Bliźniaki podobno wypracowują swój własny język, zanim nauczą się języka swego świata. I my tak mamy. Ja dużo piszę. Wiersze, opowiadania, anegdoty, myśli. I wysyłam jej. Portretuję siebie, jak umiem. Ona wybiera z tego czasem pojedyncze zdania i lepi w całość. Ja daję cegły, ona stawia mur. Kiedyś przyniosła mi 400-stronicową książkę na mój temat. To były moje maile do niej o mnie. Ma zatem dobrą emocjonalną kartotekę. Zresztą dosyć późno dowiedziałem się, że Presley nie pisał sam swoich piosenek. I niczego mu to nie odebrało. Zasada jest prosta. Jak nie ma w piosence prawdy, to nie ma piosenki. Nie umiem śpiewać nieprawdy.

Popularność twoich piosenek zdaniem wielu wynika z popularności nieszczęścia w polskich rodzinach. Zgadzasz się?
Nie planuję tego. Ten kontekst tworzy się sam. To tło, które odbija prawdę innych ludzi. W tym przypadku bardzo smutną prawdę. Ludzie nie rozmawiają ze sobą, są samotni, oddzielni. Dlatego łatwiej jest im pogadać, porozumieć się z moimi piosenkami.

Wiesz o tym, że w Polsce, w miastach, rozpada się co drugie małżeństwo?
Czyli mówisz, że moja płyta powinna sprzedać się jeszcze lepiej. Ale nie żartując: nie patrzę na statystyki, patrzę w emocje.

Czy twój syn jest dumny, że ojciec jest gwiazdą? Ma w ogóle taką świadomość?
Ostatnio mi powiedział, że jak pojawiłem się w telewizji w twoim programie, to koledzy przestali się z niego śmiać. Patrząc na niego, widzę siebie…

Historia związku, któremu się nie udało – tak opisujesz swą najnowszą płytę. Co trzeba, żeby w związku się udało?
Szczerości i otwarcia. Prostego mówienia, o co chodzi. I komunikacji silniejszej od ambicji. Rozmów w twarz bez masek i udawania. Cierpliwości. Podążania za swoim zadowoleniem i za swoim niezadowoleniem. Bycia emocjonalnie na bieżąco, bo później pojawiają się oskarżenia, że się zmieniłeś.

Miałeś kiedyś myśli samobójcze?
Miałem. Nawet mieliśmy w grupie, kiedy byliśmy młodzi. Śmieszne. Czujesz się Werterem, cierpiącym z powodu prześladowania przez rodzinę, rząd, policję, wszystkich. Na szczęście u nas mosty mają półtora metra wysokości, tak więc istniało ryzyko, że nawet i to mi w życiu nie wyjdzie.

Moja dziewczyna, słuchając twojej nowej płyty, stwierdziła, że twoje piosenki są pełne spokoju i czułości. I że jesteś męski poprzez łagodność.
Ciekawa diagnoza. Lubię na siebie patrzeć oczami innych. Lubię rozkminiać, kim jestem. Jestem łagodnym człowiekiem pomimo wizerunku menela. Nie potrafię robić innej niż łagodna muzyki. Ostatnio próbowałem skomponować numer techno. Nie wyszło.

Jak twoja była żona reaguje na twoje płyty? Na przeboje, które muszą do niej docierać z radia?
Myślę, że ją to drażni. Ale ma pewnie świadomość, że gdybyśmy sobie tak koncertowo nie spierd… życia, tobym tych piosenek nie zrobił, nie napisał. Co myśli dokładnie, nie wiem. Żyjemy w matriksie pod tytułem: mój mecenas pisze do jej mecenasa… I czekam na rozpatrzenie mojej prośby.

Potrafisz nagrać dobrą płytę w sytuacji, w której będziesz szczęśliwy?
Oczywiście. Nie jestem zakładnikiem publiczności. Nie jestem zobowiązany do niczego, czego nie czuję. Jak będę szczęśliwy, to nikt nie zmusi mnie do napisania smutnej piosenki, żeby zaspokoić brak szczęścia innych ludzi. Nie stanie za mną człowiek z firmy, wołając: smutniej, smutniej! Od razu jednak zastrzegam. Trudno jest zrobić dobry wesoły numer (śmiech).

Czyli jest szansa, że nie zawsze będziesz takim smutnym menelem?
Lubię być menelem. Co jakiś czas. Uciec gdzieś, żeby mi nie zależało na niczym. Na kilka godzin, żeby się zniszczyć. Coraz trudniej się to udaje.

A tak na marginesie. Jak do ciebie mówi twoja mama?
A jak ma mówić? Kortez.

***

Kortez (właśc. Łukasz Federkiewicz, ur. w 1989 r.) – wokalista i autor piosenek, objawienie polskiej sceny ostatnich lat, wcześniej pracował fizycznie i bez sukcesu ubiegał się o start w programie typu talent show. Jego debiutancki album „Bumerang” został podwójną platynową płytą, a drugi – „Mój dom” – ukazał się w listopadzie. Utwory z obu (m.in. „Zostań”) trafiały na pierwsze miejsca radiowych list przebojów.

Polityka 51/52.2017 (3141) z dnia 17.12.2017; Ludzie i style; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Lubię być menelem"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Dzieła Fangora biją rekordy cen na aukcjach. Skąd ta moda?

W ostatni wtorek w domu aukcyjnym Polswiss Art odbyła się nietypowa aukcja – licytowano dzieła tylko jednego twórcy. Mogłoby się wydawać, że aukcja monograficzna to pomysł ryzykowny. Ale nie w przypadku Wojciecha Fangora.

Aleksander Świeszewski
22.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną