Ludzie i style

Szept zdobył rozgłos

ASMR, czyli terapia szeptem

Whisperlodge, czyli „loża szeptów” na nowojorskim Brooklynie. Klienci odbywają tu podróż do świata własnych zmysłów. Whisperlodge, czyli „loża szeptów” na nowojorskim Brooklynie. Klienci odbywają tu podróż do świata własnych zmysłów. Chia Lynn Kwa/Whisperlodge
Fenomen technik relaksu opartych na szeptaniu ludziom do ucha przekroczył już granice internetu, trafił do filmów, reklam i wzbudził zainteresowanie naukowców.
Liczba polskich nagrań ASMR nie jest jeszcze imponująca, jednak systematycznie rośnie.Emily Barrett/Whisperlodge Liczba polskich nagrań ASMR nie jest jeszcze imponująca, jednak systematycznie rośnie.
Dr Natalia Kowalczyk: Jeżeli komuś oglądanie materiałów z ASMR sprawia przyjemność i odczuwa wtedy odprężenie, może być to dodatkową formą pomocy.Leszek Zych/Polityka Dr Natalia Kowalczyk: Jeżeli komuś oglądanie materiałów z ASMR sprawia przyjemność i odczuwa wtedy odprężenie, może być to dodatkową formą pomocy.

Artykuł w wersji audio

Delikatne dotykanie włosów czy głaskanie po karku bywa miłe. A szept albo odgłos pióra przesuwającego się po kredowym papierze – relaksujący. Stąd pomysł, by sprzedawać to ludziom jako usługę. Dlatego w Whisperlodge – w wolnym tłumaczeniu: loża szeptów – na nowojorskim Brooklynie już przy drzwiach jedna z asystentek zakryje nam oczy jedwabną wstążką. A później w asyście spokojnej i zrelaksowanej ekipy udamy się do klimatycznych sal z przyciemnionym światłem, wypełnionych aromatem zapachowych świec. Wyglądają trochę jak te w ekskluzywnym salonie SPA. Są wygodne leżanki i miękkie szlafroki, a cała obsługa zamiast słów posługuje się kojącym szeptem.

Jak wyjaśniają sami twórcy, miejsce powstało, by stworzyć atmosferę intymności, umożliwić klientom podróż do świata własnych zmysłów i zapewnić odczucie wyjątkowości. Stąd osobliwe zabiegi – głaskanie odsłoniętych partii ciała pędzelkami do makijażu, masaż uszu przy użyciu delikatnych bawełnianych patyczków albo wsłuchiwanie się w dźwięk gniecionego przy naszym uchu papieru.

Za półtorej godziny tego rodzaju przyjemności lub poczucia dyskomfortu (nie wszyscy reagują na takie bodźce z zachwytem, ale do tego wątku jeszcze wrócimy) przyjdzie nam tu zapłacić około 100 dol. Przy czym Whisperlodge jest tylko odpowiedzią realnego świata na zjawisko, które w sieci dostajemy za darmo. Popularne od kilku lat na YouTube filmy ASMR.

13 mln klipów

ASMR to skrót od angielskiego wyrażenia Autonomous Sensory Meridian Response, co po polsku tłumaczone jest jako uczucie błogiego stanu odprężenia i relaksu połączone z odczuwaniem ciarek i dreszczy zaczynających się w głowie, a promieniujących w dół ciała. Powodują je specyficzne odgłosy: szeptanie, mlaskanie, czasem nawet głośne chrupanie czipsów, uderzanie paznokciami o szklaną taflę, charakterystyczny dźwięk pióra piszącego po papierze czy szczotki przesuwanej po gęstych, umytych włosach. Ale ASMR to nie tylko bodźce dźwiękowe. Wiele filmików opartych jest na charakterystycznych ruchach dłońmi, które mają imitować konkretną czynność, wywołującą u widza przyjemne odczucia. Chodzi na przykład o naśladowanie ruchów, które wykonuje fryzjer (mycie włosów, masowanie karku) czy makijażystka (muskanie pędzlem skóry twarzy czy rozpylanie na twarz wodnej mgiełki).

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze odgrywanie konkretnych ról i zadań, w których nierzadko twórcy wspinają się na wyżyny swojej kreatywności. Klipy z ASMR to nierzadko świetnie wyreżyserowane spektakle – z opracowanym w detalach scenariuszem i naciskiem na jakość emitowanych dźwięków. Aktualnie w serwisie YouTube jest ich ponad 13 mln, przy czym liczba ta podwoiła się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Ich twórcy i twórczynie zyskują status celebrytów w wirtualnym świecie. Najbardziej popularni potrafią nowym filmem zdobyć w ciągu kilku dni nawet kilkaset tysięcy odtworzeń.

Etatowi szeptacze

Jedną z nich jest performerka posługująca się jedynie imieniem Maria, twórczyni kanału „Gentle Whispering ASMR”. Jej filmiki mają już łącznie ponad pół miliarda odtworzeń, a te najpopularniejsze były oglądane nawet po kilkanaście milionów razy. Maria swoją działalność rozpoczęła siedem lat temu i od tego czasu zyskała status jednej z najbardziej rozpoznawalnych sieciowych celebrytek promujących ASMR. Z czasem rzuciła swoją regularną pracę w administracji, by w pełni poświęcić się swojej nowej pasji. Dziś jej kanał subskrybuje już prawie 1,5 mln widzów.

Performerka twierdzi, że doświadczenia ASMR są jej bliskie od dzieciństwa (choć wtedy jeszcze nie istniała konkretna nazwa na tego typu doznania), a bezpośrednią inspiracją do założenia kanału była próba poradzenia sobie z bólem po rozstaniu z mężem. Miał jej w tym pomóc znaleziony przypadkowo w sieci film z odtwarzanym szeptem. To były początki. Zjawisko nie było jeszcze nazwane, a społeczność miłośników szeptów w sieci dopiero powoli się tworzyła. Dziś Maria swoje filmy nagrywa po angielsku i rosyjsku (jest Rosjanką, dopiero od 10 lat mieszka w Stanach), a większość jej widzów pochodzi z Brazylii, Niemiec, Rosji, Australii i Kanady i jest wśród nich mniej więcej tyle samo mężczyzn co kobiet.

Liczba polskich nagrań ASMR nie jest jeszcze tak imponująca, jednak systematycznie rośnie. A rzecz uwodzi nie tylko młodych ludzi, którzy szukają na siebie pomysłu w sieci. Nową modą zainteresowali się też przedstawiciele innych branż, próbując wykorzystać ASMR w celach marketingowych. Słynna szwedzka firma meblowa zainspirowana tymi technikami wykorzystała je w reklamie swoich produktów. Popularna amerykańska restauracja serwująca dania z grilla nagrała 60-minutowy filmik, którego głównym bohaterem jest… skwierczący stek (według ekspertów nie wywołuje pożądanego efektu), a w ubiegłym roku w Hollywood powstał pierwszy film, w którym celowo wykorzystano zjawisko ASMR, by wywołać u widzów określone wrażenia.

Jednemu z popularnych magazynów dla kobiet udało się namówić do nagrania swoich ponętnych szeptów takie gwiazdy jak Salmę Hayek i Jake’a Gyllenhaala, zaś kilka miesięcy temu amerykański komik Brandon Wardell nagrał cały album poświęcony temu fenomenowi, w którym wszystkie swoje utwory wypowiada teatralnym szeptem. Inni amerykańscy artyści też zorientowali się, że ASMR jest czymś, co widzów fascynuje, i tworzą spektakle, wykorzystując znane z internetu techniki. Wśród nich jest Melinda Lauw i Andrew Hopfner, którzy najpierw zasłaniają widzom oczy, a później przewożą ich do specjalnie wynajętego w tym celu domu czy apartamentu, w którym prezentują im całą feerię najrozmaitszych bodźców dźwiękowych. Potem artyści usuwają widzom z oczu opaski i każdy trafia do oddzielnego pokoju, w którym czekają go indywidualne atrakcje. Wśród nich jest np. osobisty monolog jednej z aktorek, która wypowiadając go delikatnym szeptem, jednocześnie czesze widzowi włosy. Cały 90-minutowy pokaz jest oczywiście biletowany, a chętnych nie brakuje.

Orgazm mózgu?

Sam ASMR nie jest jednak wolny od kontrowersji. Wielu badaczy zjawiska wskazuje na cienką granicę, jaka oddziela sensualne filmiki od nagrań o charakterze erotycznym. I nie chodzi tu tylko o hasło „orgazm mózgu”, które pojawia się w wielu publikacjach opisujących zjawisko. Ale np. o nagranie, na którym młoda atrakcyjna dziewczyna pomalowanymi czerwoną pomadką ustami całuje obiektyw kamery, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk mlaskania. Albo kobieta w białym lekarskim fartuchu i rogowych oprawkach opowiadająca powolnym szeptem o procedurach medycznych, których oddający się w jej ręce widz-pacjent za chwilę doświadczy. – To odgrywanie ról wydaje mi się nieco kontrowersyjne, ale ma na celu zapewne wywołanie konkretnych wspomnień – tłumaczy dr Natalia Kowalczyk, psycholog i neurokognitywistka z Uniwersytetu SWPS. – Mam koleżankę, która twierdzi, że uwielbia chodzić do fryzjera, gdzie ktoś jej myje głowę. Prawdopodobnie gdyby oglądała film, w którym pani wczuwa się w rolę tej fryzjerki, to mogłaby poczuć, że to się rzeczywiście dzieje na jej głowie. Jeśli ktoś to lubi, zdecydowanie musi być to dla niego przyjemne. Granica jest cienka – zwłaszcza że jeśli ktoś poszukuje stron z treściami erotycznymi, to i tam znajdzie filmiki z ASMR. Z założenia jednak te dostępne dla szerokiej publiczności od skojarzeń erotycznych starają się dystansować.

Dr Craig Richard z Wydziału Biofarmacji Shenandoah University w Wirginii, który od lat zajmuje się badaniem zjawiska ASMR, przyznaje w amerykańskim „Newsweeku”, że prawdopodobnie szept wielu osobom przypomina chwile z wczesnego dzieciństwa. To właśnie wtedy ciepły, delikatny głos matki zapewniał nas o jej akceptacji, uspokajał i przyspieszał proces zasypiania. Przypomina nam o chwilach, w których czuliśmy się w pełni bezpiecznie i dzięki temu umożliwia pełny relaks. To tłumaczyłoby też fakt, że większość youtuberów zajmujących się propagowaniem tych technik stanowią kobiety.

Jedno wiadomo na pewno: nie ma osób, dla których te szepty, stukoty i mlaskania byłyby zupełnie obojętne. Jedni znajdują w tych dziwnych dźwiękach spokój i ukojenie, inni – wręcz przeciwnie, po kilku chwilach wpadają w stan irytacji (wywołują w nich one takie uczucia jak u większości osób drapanie paznokciami o szkolną tablicę). Jedno z ciekawszych badań przeprowadziła w tym roku grupa naukowców z brytyjskiego uniwersytetu w Sheffield. Składało się z dwóch etapów. W pierwszym badacze wyszukiwali osoby, które zetknęły się z ASMR w sieci, oraz te, które nigdy nie doświadczyły tych technik, a następnie prezentowali im dwa nagrania – jedno z ASMR, a drugie zupełnie neutralne. Po projekcji uczestnicy obu grup opisywali swoje wrażenia. Okazało się, że osoby, które w przeszłości miały pozytywny kontakt z ASMR, po obejrzeniu takiego nagrania zgłaszały częstsze mrowienie w okolicach głowy i szyi oraz obniżony poziom stresu i smutku w porównaniu z osobami, które nigdy wcześniej nie miały styczności z tego typu nagraniami (po obejrzeniu filmu neutralnego nic takiego się nie działo). Drugie z badań przeprowadzono już w laboratorium i oprócz wrażeń badanych mierzono jeszcze ich funkcje fizjologiczne. Okazało się, że u miłośników nietypowych dźwięków po obejrzeniu nagrań z ASMR zarejestrowano nie tylko wzrost pozytywnych emocji, ale też obniżenie częstości akcji serca (uderzeń na minutę) oraz znacznie większy wzrost przewodnictwa skóry w porównaniu z osobami, które nie znały tego typu nagrań.

Wyniki badań szybko się rozpowszechniły, a wiele osób potraktowało je jako gotowy przepis na walkę z wieloma problemami natury psychologicznej (nawet zespołem stresu pourazowego dręczącego np. żołnierzy wracających z misji). Badacze jednak postulują pewną ostrożność. – Nie ma naukowych dowodów na to, że to działa, i nie można tylko na tym opierać chęci pomagania komuś, kto np. boryka się z poważną chorobą, jaką jest depresja. Natomiast jeżeli komuś oglądanie takich materiałów sprawia przyjemność i rzeczywiście odczuwa wtedy relaks i odprężenie, może być to rzeczywiście dodatkową formą pomocy – wyjaśnia dr Kowalczyk.

Efekty uboczne

Wciąż jednak nie do końca jeszcze wiadomo, dlaczego część osób potrafi odnaleźć w tych niezwykłych nagraniach spokój i ukojenie, a dla części są one źródłem udręki i irytacji. Dr Natalia Kowalczyk odwołuje się tu do interpretacji behawioralnych. – Pojawia się w nich hipoteza, że osoby silnie reagujące na zjawisko ASMR mają inny sposób hamowania bodźców emocjonalno-sensorycznych. Część osób może mieć też pewną blokadę, która nie pozwala im na odczuwanie odprężenia podczas oglądania takich filmów. Hipoteza ta wymaga na pewno dalszych weryfikacji. Być może dla niektórych jest to na tyle pobudzające, kojące i odprężające, że za pomocą tych filmików jest też stymulowany układ nagrody. Badaczka zwraca również uwagę na inny ciekawy wątek – autosugestię. Wiele nagrań jest bowiem opatrzonych dokładnym opisem wrażeń, jakie mają wywoływać u widza. Są one na tyle precyzyjne, że już samo ich przeczytanie może działać jak klasyczna autosugestia. – To działa trochę tak jak ulotki z leków, które dostajemy. Czytamy o możliwych efektach ubocznych i za chwilę nam się wydaje, że właśnie ich doświadczamy.

Jest jeszcze jedno ryzyko – uzależnienie. Entuzjaści ASMR potrafią nagrania w sieci śledzić nawet codziennie. I choć nie pojawił się on jeszcze oficjalnie w fachowych kryteriach diagnostycznych, to już nadmierne korzystanie z internetu – tak. Krytyczną granicę, za którą rozrywka zamienia się w uzależnienie, trudno wyznaczyć, choć sygnałem ostrzegawczym powinno być to, kiedy taka aktywność w sieci zaczyna dezorganizować nam życie. To zapewne czas, by udać się do specjalisty, który po szczegółowym wywiadzie najpewniej zaproponuje terapię. Krytycy ASMR twierdzą również, że to tylko kolejny trend w internecie, który sprzyja izolacji i braku więzi z innymi w realnym świecie. Skoro jesteśmy w stanie poczuć się przyjemnie, wyobrażając sobie, że ktoś nas dotyka i szepcze nam do ucha miłe słowa, po co miałby być nam potrzebny drugi człowiek?

Polityka 40.2018 (3180) z dnia 02.10.2018; Ludzie i style; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Szept zdobył rozgłos"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną