Uwaga, jaskra!

Miej oko na oku
Z powodu jaskry, która nieodwracalnie niszczy nerw wzrokowy, ślepnie dziś w Polsce 700 tys. osób. Sprawdź, czy jaskra nie grozi tobie.
Mamy dziś w Polsce prawie 700 tys. osób z jaskrą, a leczy się zaledwie 60 tys
evy yoav/BEW

Mamy dziś w Polsce prawie 700 tys. osób z jaskrą, a leczy się zaledwie 60 tys

Jaskra jest najczęstszą przyczyną ślepoty u starszych osób
Ben Smith/Flickr CC by SA

Jaskra jest najczęstszą przyczyną ślepoty u starszych osób

Rewelacje z pierwszych stron gazet o sztucznych oczach nie robią żadnego wrażenia na okulistach. – Chciałbym, aby to była prawda, ale słyszałem już o tylu próbach przywracania wzroku za pomocą krzemowych siatkówek, elektrod i chipów, które do tej pory nie weszły do szerszej praktyki, że śledzę ten postęp bez specjalnego entuzjazmu – wyznaje prof. Andrzej Stankiewicz, kierownik Kliniki Okulistyki Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Na co dzień spotyka pacjentów, którzy są ociemniali z prozaicznego powodu: zapomnieli o regularnych badaniach wzroku albo lekarz przeoczył początek choroby.

Dla wczesnego rozpoznania zaburzeń widzenia nieszczęściem jest to, że narząd wzroku jest parzysty, bo samemu trudniej stwierdzić pogorszenie widzenia w jednym oku – mówi profesor, który kilka lat temu założył w Polsce Stowarzyszenie AMD (z ang. Age-related Macular Degeneration – zwyrodnienie plamki związane z wiekiem). To choroba, która jest najczęstszą przyczyną ślepoty u starszych osób i – choć metody jej leczenia są ograniczone – wczesne rozpoznanie zwiększa szanse zahamowania rozwoju zmian w siatkówce i pozwala dłużej zachować dobrą ostrość wzroku. – Wystarczy co pewien czas samemu zasłonić jedno oko i sprawdzić, czy drugim widzimy tak samo – zachęca prof. Stankiewicz. Podczas niedawnego sympozjum Stowarzyszenia AMD, które w połowie października odbywało się w Warszawie, wielokrotnie podkreślano pilną potrzebę zainteresowania tym problemem lekarzy rodzinnych. Badanie wzroku powinno być przez nich wykonywane rutynowo, niezależnie od celu wizyty pacjenta (tak jak i zmierzenie ciśnienia krwi). Naprawdę niewiele czasu zabierze lekarzowi, jeśli zasłoni pacjentowi jedno oko i spyta, jak widzi drugim: czy obraz nie jest rozmazany, pola widzenia nie przesłania żadna plama albo czy przy patrzeniu na zaświeconą lampę nie pojawiają się tęczowe koła. Właśnie te objawy mogą sugerować początek chorób oczu – wspomniane zwyrodnienie plamki, które jest związane z nieprawidłowymi zmianami w siatkówce, lub jaskrę, czyli degenerację nerwu wzrokowego.

Ryszard Piwnik pogorszenie wzroku tłumaczył sobie wiekiem: – W 45 roku życia uważałem za rzecz normalną, że gorzej widzę. Po roku wybrałem się do okulisty po receptę na okulary i usłyszałem, że mam jaskrę w bardzo zaawansowanym stadium.

Dziś, mimo operacji, nie widzi jednym okiem. Drugie nadal ratuje przed ślepotą. Trzy lata temu utworzył Stowarzyszenie Chorych na Jaskrę, by zintegrować pacjentów wokół propagowania wiedzy o tej chorobie. – Nasze instytucje ubezpieczeniowe lekką ręką wydają pieniądze na renty, drogie kuracje i zasiłki chorobowe. A w wielu przypadkach byłoby to niepotrzebne, gdyby wcześniej pomyślano o edukacji lub badaniach przesiewowych wzroku – mówi pan Ryszard. Choć mieszka we Wrocławiu, gdzie w porównaniu z mniejszymi miastami jest szeroki dostęp do okulistów, przed niespodziewaną diagnozą nie wiedział niczego o jaskrze. – Chcemy teraz wypełniać tę lukę i przekonywać ludzi, by regularnie sprawdzali swój wzrok.

Prof. Jerzy Szaflik, krajowy konsultant do spraw okulistyki, nie ukrywa, że problem z wczesnym rozpoznawaniem jaskry ma cały świat. Ale próbuje się go rozwiązywać poprzez nakłanianie ludzi zdrowych do profilaktycznego badania wzroku przez okulistę. – Trzy lata temu mieliśmy w Polsce taki program, ale po roku NFZ z niego zrezygnował – mówi prof. Szaflik. Przed pojawieniem się kas chorych istniały w Polsce wyspecjalizowane w leczeniu jaskry poradnie, które zapewniały chorym możliwość leczenia pod nadzorem jednego lekarza. Reforma zdrowia rozbiła ten system.

Metody leczenia

Mamy dziś w Polsce prawie 700 tys. osób z jaskrą, a leczy się zaledwie 60 tys. Metody ratowania wzroku są dużo lepsze niż 10 lat temu, ale ponieważ droga do właściwej pomocy wydłużyła się, w wielu wypadkach jest już za późno, by uniknąć ślepoty. Przez wiele lat uważano, że jedyną przyczyną zaniku włókien nerwu wzrokowego w jaskrze jest podwyższone ciśnienie w gałce ocznej. Obecnie wiadomo, że wcale tak być nie musi. – Istnieje wiele mitów, które utrudniają wczesne wykrycie tej choroby – podkreśla prof. Marta Misiuk-Hojło, kierująca Kliniką Okulistyki Akademii Medycznej we Wrocławiu. – Jaskra nie tylko dotyczy ludzi starych, jej pierwszym sygnałem nie musi być niewyraźne widzenie ani ból oka, nie jest też konieczne stwierdzenie podwyższonego ciśnienia w gałce. Na przykład połowa osób z migreną ma jaskrę, która przebiega bez podwyższonego ciśnienia śródgałkowego. Podobnie jak osoby z niskim ciśnieniem krwi (zwłaszcza z niską drugą wartością, czyli ciśnieniem rozkurczowym) mogą, na skutek niedokrwienia nerwu wzrokowego, również zapaść na tę chorobę.

Ciśnienie w gałce ocznej nie ma nic wspólnego z ciśnieniem krwi, które każdy może sobie zmierzyć. Tu chodzi o ciśnienie cieczy wodnistej, którą produkuje ciałko rzęskowe w tylnej komorze oka. Jest to bezbarwny płyn wypełniający przestrzeń między rogówką a soczewką, który w zastępstwie naczyń krwionośnych odżywia obie te przezroczyste części oka, a następnie – usuwając stamtąd produkty przemiany materii – przenika przez tzw. kąt przesączania do układu żylnego. Gdy kąt przesączania jest zamknięty, ciśnienie cieczy szybko rośnie, następuje nagły ucisk na naczynia gałki ocznej, zablokowanie przepływu krwi i nerw wzrokowy zostaje odcięty od tlenu i składników odżywczych. To sytuacja, w której pacjent odczuwa silny ból oczu i głowy, oko jest przekrwione, obraz staje się nieostry. Ale dużo częściej bywa tak, że kąt przesączania w oku pozostaje otwarty. Upośledzona jest natomiast filtracja cieczy i ciśnienie w gałce ocznej narasta latami, choroba rozwija się skrycie, bez bólu i łatwo zauważalnych zaburzeń widzenia.

Dlatego nawet stwierdzenie prawidłowej wartości ciśnienia w oku nie pozwala jaskry wykluczyć. Niezbędne jest dokładne obejrzenie przez okulistę dna oka oraz zbadanie pola widzenia. Jeśli sami chcemy je sprawdzić orientacyjnie, róbmy to zawsze jednym okiem, a drugie zamknijmy (pola widzenia zachodzą na siebie i zaburzenia nie ujawnią się przy obu oczach otwartych). W jaskrze chorzy nie widzą tego, co znajduje się na obwodzie pola widzenia, najczęściej od strony nosa (inaczej jest w zwyrodnieniu plamki – w tej chorobie czarna plama pojawia się najpierw w środku obrazu).

Rozpoznanie jaskry nie musi być już jednoznaczne z wyrokiem utraty wzroku – pociesza prof. Jerzy Szaflik. Dzięki wieloletnim staraniom krajowego konsultanta, leki stosowane w tej chorobie są od roku na listach refundacyjnych, więc ich ceny spadły z ponad 100 do 3,50 zł za opakowanie. – To dla nas ogromna ulga – mówi Ryszard Piwnik. Krople wpuszczane do oczu to najczęstsza metoda leczenia jaskry, wspomagana laseroterapią i zabiegami operacyjnymi (w jaskrze wrodzonej – bo i z taką postacią można mieć do czynienia – operacje przeprowadza się zawsze). Ponieważ leczenie jaskry trwa do końca życia, trzeba uzbroić się w cierpliwość i, mimo uciążliwości, regularnie zakraplać oczy zgodnie z zaleceniami okulisty.

Patrzeć jednym okiem

O tym, że coś niepokojącego dzieje się z okiem, przekonujemy się najczęściej przypadkowo, gdy jesteśmy, choćby przez chwilę, zmuszeni patrzeć tylko jednym okiem. Na przykład kiedy poczujemy, że coś wpadło do oka, zaczynamy nim mrugać, przymykać i raptownie okazuje się, że przez drugie widać zamazany obraz, czarną plamę albo tęczowe koła. Wielu z nas właśnie wtedy podejmuje decyzję, by zgłosić się do okulisty. – Tylko nieraz może być już za późno, by uratować wzrok – ostrzega prof. Marta Misiuk-Hojło, która zaleca, by osoby, które w rodzinie mają chorych z jaskrą, są krótkowzroczne (powyżej minus 4 dioptrii), mają niskie ciśnienie krwi, nadciśnienie, migrenę lub cukrzycę, kontrolowały swój wzrok nie co roku lub co dwa lata, tylko nawet co pół roku. Wizyty u okulistów nie wymagają skierowania od lekarzy rodzinnych.

Dlaczego współczesna okulistyka może zaoferować ludziom tracącym wzrok tak niewiele? Wydawałoby się przecież, że oko – wyposażone w precyzyjny układ optyczny – jest idealnym polem do wykorzystania najnowszych zdobyczy fizyki i biotechnologii. Najwyraźniej niełatwo jednak podrobić naturę i zastąpić wyrafinowaną techniką długie lata ewolucji. – Sama gałka oczna przypomina aparat fotograficzny i wszystko, co potrafimy w niej naprawić, dotyczy części optycznych – mówi prof. Andrzej Stankiewicz. Ale narząd wzroku to również nerwy i kora mózgowa, do której przekazywane są impulsy z siatkówki. Odtworzenie skomplikowanych połączeń oka z mózgiem jest nadal wyzwaniem dla inżynierów i okulistów.

 

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną