Nauka

PORADNIK: Jak czytać e-booki?

Ciężki żywot e-czytelnika

Małgorzata Kozłowska / Polityka.pl
E-booki, książki w wersjach elektronicznych, biją rekordy sprzedaży. Ale aby zostać e-czytelnikiem trzeba mieć sporo zapału, wiedzy i cierpliwości
Ed Yourdon/Flickr CC by SA
E-book. Przyszłość książki?Cristian Eslava/Flickr CC by SA E-book. Przyszłość książki?

Książka jest wynalazkiem doskonałym - twierdzi Umberto Eco, największy współczesny bibliofil. Włoski uczony i pisarz ma w swej bibliotece 50 tys. woluminów. Eco jest także ostrożnym entuzjastą lektury elektronicznej, uznając że cyfryzacja książek może uratować biblioteki przed czekającą je częściową zagładą (dwudziestowieczne tomy, drukowane na nietrwałym papierze, już się zaczęły rozsypywać). Tymczasem Amazon, największa internetowa księgarnia świata chwali się, że w minione święta sprzedała po raz pierwszy w historii więcej książek w formacie elektronicznym, niż tradycyjnych wydań papierowych. W Polsce od grudnia można stać się użytkownikiem systemu eClicto. Jego właściciel także chwali się, że sprzedaż przekroczyła wstępne założenia.

Czas więc pokochać e-booki? Przekonałem się, że nie będzie łatwo. Bycie amatorem e-booków wymaga nie lada kompetencji, cierpliwości i infrastruktury.

Pliki i formaty

Na czym polega genialność wynalazku zwykłej książki? Oczywiście, na prostocie - jeśli tylko znam język, w jakim dzieło jest opublikowane, mogę je przeczytać niezależnie od tego, kto je wydał i na jakich maszynach drukarskich wydrukował. Dzięki internetowi i rozwojowi księgarni wysyłkowych coraz łatwiejszy staje się także dostęp do wszelkiej literatury, choć oczywiście importowanie książek z zagranicy wiąże się z dodatkową opłatą za przesyłkę.

Teoretycznie książki elektroniczne powinny zapewniać te same zalety plus dodatkową - można je dystrybuować przez sieć, a więc bez kosztowo. Niestety, życie amatora e-booków nie jest proste. Przepustką do rozkoszy lektury jest bowiem czytnik - urządzenie zaopatrzone w odpowiednie oprogramowanie umożliwiające otworzenie książki. Wydawcy lub sprzedawcy oferujący książki w wersji elektronicznej, przygotowują je w różnych formatach (czyli - fizycznie - w różnych typach plików komputerowych). Od popularnego pdf (który można odczytać na każdym komputerze zaopatrzonym w darmowy program do odczytu pdf-ów) przez specjalistyczne i zamknięte formaty typu mobipocket, Microsoft Reader, Adobe Digital Edition, eClicto czy mobipocket w wersji Amazon.

Formaty zamknięte, wymagające specjalnego oprogramowania powstały po to, żeby chronić książki (i ich wydawców) przed nielegalnym kopiowaniem. Zaopatrzone są w system ochrony praw autorskich (tzw. DRM, czyli Digital Right Management) powodujący, że plik z treścią książki można otworzyć i przeczytać jedynie na przeznaczonym do tego, zarejestrowanym urządzeniu. Niestety, wydawcy nie wpadli jeszcze na pomysł, by się dogadać i zaproponować jeden wspólny standard. Dlatego jeśli ktoś naprawdę lubi książki i czyta je nie tylko po polsku, to gdy chce awansować do statusu cyfrowego czytelnika, liczyć się musi z koniecznością budowy sporej infrastruktury. Mówiąc krótko - co e-księgarnia, to inny system, a więc konieczność instalowania innych programów, a czasem nawet... zakup dodatkowego urządzenia.

Bez kabli ani rusz

Zestaw potrzebny do przetrwania w cyfrowej dżungli wymaga w wersji minimum komputera z dostępem do Internetu i odpowiednim oprogramowaniem umożliwiającym odczytywanie cyfrowych formatów.

Ja na swoim note-booku mam więc obok standardowego czytnika PDF, czytniki Adobe Digital Reader, Mobipocket Reader, eClicto Manager i Amazon Reader. Jeśli kupię e-książkę w Amazonie, mogę ją tylko przeczytać na czytniku Amazona. Jeśli wybiorę się na zakupy do polskiej księgarni eClicto, przeczytam ją na komputerze za pomocą eClicto Managera, w innej polskiej księgarni Virtualo.pl standardem jest jednak format Adobe Digital Edition. Jeśli jednak na zakupy wybrać  się do którejś z księgarni zagranicznych, jak francuski Numilog lub amerykańska BooksOnBoard, okaże się często, że jedynym dostępnym formatem jest mobipocket.

Dopóki wystarczy czytanie na ekranie komputera, choć niedogodność to spora, problemu teoretycznie nie ma - wystarczy zainstalować odpowiednią liczbę programów-czytników. Nie oszukujmy się jednak, komputer nadaje się do wielu rzeczy, najsłabiej jednak do długiego ślęczenia nad tekstem. O wiele lepiej do tego służą specjalne urządzenia przenośne wielkością zbliżone do książek, zwane czytnikami e-booków. Jest ich na rynku sporo, problem w tym, że nie ma rozwiązania uniwersalnego (takiego, jak komputer). Uniwersalnego, czyli umożliwiającego odczytywanie wszystkich formatów zapisu e-booków. Musimy więc zostać szczęśliwym posiadaczem kilku urządzeń. Jak wybrać? Jakie są ich plusy i minusy?

eClicto

Zacznijmy od najbliższego Polakom systemu eClicto, który ruszył w grudniu ub.r. System składa się z trzech elementów: księgarni internetowej umożliwiającej zakup e-ksišżek (w tej chwili w ofercie niespełna tysiąc tytułów), oprogramowania eClicto manager do zainstalowania na komputerze (na razie tylko na PC, w ciągu roku mają być gotowe wersje Managera dla Macintoshy i maszyn z Linuksem) oraz przenośnego czytnika.


Wybraną książkę kupuje się na stronie internetowej, następnie pobiera za pomocą eClicto Managera na komputer. Żeby przenieść dzieło na przenośny czytnik, należy go podłączyć za pomocą kabelka USB do komputera. Zarówno komputer, jak i czytnik są zarejestrowane w systemie, co uniemożliwia wymianę plików między wieloma urządzeniami. Obowiązuje zasada: jeden e-book, jeden komputer, jeden czytnik.

Skąpą ciągle ofertę polskich książek cyfrowych (w eClicto można kupić w tej chwili 900 tytułów) rozszerzyć można o rosnące zasoby dzieł dostępnych w domenie publicznej. To pozycje, na które wygasły już prawa autorskie lub autorzy zrzekli się praw majątkowych. Pliki z treścią takich utworów można pobrać legalnie z Internetu i skopiować na komputer lub czytnik. Najlepiej, jeśli książka z wolnej domeny udostępniona jest w otwartym formacie ePub. Wówczas czytnik eClicto umożliwia jej lekturę z wszystkimi zaletami systemu, czyli możliwością zmieniania wielkości czcionki, czy zaznaczania miejsc.

Sam czytnik eClicto jest standardowym urządzeniem tego typu, o takiej samej konstrukcji jak popularne na świecie czytniki Cybook (o nich poniżej). Wykorzystują one technologię elektronicznego papieru (E-Ink), dzięki której wyświetlacz z tekstem przypomina zadrukowaną kartkę papieru. Ekran nie jest podświetlany, dzięki czemu nawet dłuższa lektura nie męczy wzroku i jednocześnie znakomicie przedłuża się żywotność baterii. Jedno naładowanie wystarcza nawet na tygodnie lektury. W zamian jednak nie można czytać po ciemku ani w kolorze.

Cybook

Wspomniałem Cybooka, bo choć rzeczywiście praktycznie w sensie technologicznym nie różni się od czytnika eClicto, to jednak wyróżnia go bardziej kosmopolityczny charakter - umożliwia dostęp do e-książek wydanych w formacie mobipocket (można też podmienić oprogramowanie, by czytać w innych formatach, tracąc jednak możliwość lektury plików mobipocket). To jeden z najbardziej popularnych formatów oferowanych przez zagranicznych wydawców. Z Cybooka korzysta się podobnie, jak z eClicto. Po to, by dostać się do wymarzonych e-książek potrzebny jest podłączony do Internetu komputer, na który należy zainstalować oprogramowanie Mobipocket Reader. Pozwala ono nie tylko na transfer plików kupionych e-książek, lecz także na konwersję do przyjaznego dla czytnika formatu mobipocket plików zapisanych w innych formatach, jak pdf , ePub czy doc. Konwersja, niestety, nie zawsze wychodzi doskonale.

Nadszedł moment na pierwsze podsumowanie. Dotychczasowy opis prowadzi do konkluzji, że optymalny zestaw umożliwiający kompetentne poruszanie się w świecie elektronicznej lektury wymaga podłączonego do Internetu komputera (rekomendowany jest standard PC z Windows, bo póki co eClicto Manager czy Mobipocket Reader pracują tylko w tym systemie) plus dwa czytniki, jeden czytnik (eClicto, innego nie ma) do czytania polskich e-booków i jeden do lektur zagranicznych (tu już czytelnik nie jest zmuszony do zakupy Cybooka, dostępne są rozwiązania innych firm). Czytnik eClicto kosztuje 899 złotych, omawiany Cybook można kupić w Polsce za 1290 zł.

Dosyć drogo, tym bardziej że czytnikom, w przeciwieństwie do książek drukowanych, daleko ciągle do doskonałości. Nie zastąpią przyjemności „naturalnej” lektury wydań papierowych, świetnie jednak czytelnicze doświadczenie uzupełniają. Po pierwsze, czytnik jest doskonałym towarzyszem podróży, umożliwia bowiem zapakowanie do urządzenia o wadze poniżej 200 g sporej biblioteki. Po drugie, ułatwia i przyspiesza dostęp do książek, zwłaszcza amatorom lektur zagranicznych. Zamiast czekać (i płacić), aż nadejdzie przesyłka, wystarczy kliknąć, by po minucie móc czytać wypatrzony tytuł.

Kindle

To właśnie na tym impulsywnym pragnieniu czytania i szybkiego dostępu do wydawniczych nowości buduje swoją pozycję na rynku Amazon. Pod koniec ub.r. udostępnił on czytelnikom z całego świata możliwość zakupu swojego czytnika Kindle 2, a od 19 stycznia można także kupować czytnik Kindle DX, czyli wersję z dużym ekranem.

Ofertę Amazona należy rozpatrywać w zupełnie innych kategoriach, niż propozycja eClicto lub Cybook. Amazon proponuje Kindle jako przepustkę do swoich (tylko swoich) olbrzymich zasobów liczących blisko 400 tys. tytułów e-booków (liczba ta szybko rośnie z każdym dniem). Kindle rożni się od innych czytników tym, że zaopatrzony jest w moduł komunikacji bezprzewodowej w systemie telefonii komórkowej 3G. Dzięki temu czytelnik może dawać upust swoim zachciankom w każdym ze 100 krajów, gdzie Amazon oferuje usługi. Również w Polsce.

Kindle służy nie tylko do tego, by maksymalnie uprzyjemnić lekturę (czytnik zaopatrzony jest w klawiaturę, można więc robić w trakcie czytania notatki), lecz również, by osaczyć czytelnika zachęcając go do kolejnych, jakże łatwych zakupów. Komunikacja bezprzewodowa umożliwia w każdym niemal miejscu przeglądanie oferty księgarni. Jednocześnie działa jej słynny system rekomendacji: wystarczy sięgnąć po jeden tytuł, by wyświetliła się lista innych książek o podobnej treści. I nie trzeba ich wcale od razu kupować (choć to bardzo proste, wystarczy kliknąć, a potem na koniec miesiąca przejrzeć wyciąg z karty kredytowej), można pobrać za darmo rozdział próbny.

Nie ma też niebezpieczeństwa, by spóźnić się na premierę wyczekiwanej książki. Wystarczy zamówić ją, a sama spłynie do czytnika dokładnie w momencie wprowadzenia jej na rynek przez wydawcę. O ile systemy eClicto lub Cybook można by - stosując samochodowe porównania - uznać za pojazdy średniej klasy, to Kindle jest niewątpliwie mercedesem, i to z górnej półki. Nawet jednak mercedesy mają wady.

Największa wada Kindle’a polega na tym, że związany jest z Amazonem i niechętnie obsługuje inne formaty. Teoretycznie można zainstalować niezależne oprogramowanie konwertujące do formatu Kindle’a pliki zapisane w formacie pdf i ePub. Amazon nie ponosi jednak odpowiedzialności, jeśli oprogramowanie to uszkodzi czytnik (a kosztuje on 259 dolarów bez kosztów cła i przesyłki). Dla polskiego czytelnika oznacza to, że skazany jest na ofertę Amazona, czyli w tej chwili jedynie książki wydane po angielsku.

Trochę ekonomii

Ważnym aspektem dla czytelnika e-książek są ich ceny. Elektroniczne wydania polskich tytułów z reguły są sporo tańsze od edycji papierowych. Na przykład „Miłość, wojna, rewolucja” mojego autorstwa ma cenę wydawniczą 39,9 zł, a w eClicto kosztuje 19,95 zł, czyli połowę.

Wydawcy zagraniczni stosują różne polityki. Francuzi przyjęli zasadę ochrony rynku tradycyjnego, dlatego francuskie e-booki kosztują praktycznie tyle samo, ile książki papierowe w sprzedaży wysyłkowej. Z książkami angielskojęzycznymi bywa różnie. Na ogół ceny e-booków w Amazon lub BooksOnBoard są takie same, jak wydania drukowane w wersji w miękkich okładkach. Bywa jednak, że książka w formacie cyfrowym kosztuje w OooksOnBoard sporo więcej, niż papierowa w Amazonie. Nie pozostaje nic innego, jak sprawdzanie ofert. Spotkałem się już z sytuacją, że w Amazonie ta samam książka oferowana jest w dwóch identycznych edycjach cyfrowych, tyle że jedna kosztuje 13,76 dolara, a druga blisko 20.

Trudne życie

Amator e-książek z Polski nie ma więc łatwego życia. By w pełni zaspokoić swoje czytelnicze potrzeby powinien zaopatrzyć się w trzy czytniki, dopiero wówczas zyska dostęp do niemal pełnej oferty elektronicznych tytułów. Rozwiązanie uniwersalne nie istnieje, każde ma swoje zalety, lecz przy okazji liczne wady i ograniczenia. Nawet jednak posiadanie owych trzech czytników i całego potrzebnego oprogramowania na komputerze nie rozwiązuje sprawy. Gdy liczba zgromadzonych e-książek urośnie do kilkudziesięciu tytułów, pojawia się kolejny problem. Każdy czytnik i każdy format wymaga bowiem tworzenie oddzielnej biblioteki. Jak jednak zapamiętać, jaka książka pochodzi z Amazona i można ją przeczytać tylko na Kindle’u, a jaka z BooksOnBoard w formacie na Cybooka? Najgorzej, gdy okaże się podczas podróży, że potrzebny tytuł znajduje się akurat w pamięci czytnika, jaki został w domu.

Umberto Eco miał rację. Drukowana książka to wynalazek doskonały. Książka elektroniczna to bardzo ciągle niedoskonały ersatz. Niedoskonały, lecz już nie potrafiłbym bez niego się obejść.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną