Największe możliwości najmniejszej technologii

Megaspór o nanosprawy
Nie mamy pewności, że nanoprodukty – substancje z cząsteczek wielkości jednej milionowej milimetra – są bezpieczne. Traktujmy je więc jak niebezpieczne – orzekła Afsset, francuska agencja bezpieczeństwa sanitarnego. Czy to zahamuje rozwój nanotechnologii, na który liczy świat?
Czy nanotechnologie, w tym nanoroboty, na pewno są bezpieczne?
masochismtango/Flickr CC by SA

Czy nanotechnologie, w tym nanoroboty, na pewno są bezpieczne?

Optymiści przekonują, że rozwój nanotechnologii zainicjuje nową rewolucję przemysłową. Początek wygląda dość niewinnie – rozdrobnione do wielkości nanometra (milionowa część milimetra) substancje nabierają często nowych, ciekawych cech. Tak spreparowane srebro ma silne właściwości bakterio- i grzybobójcze. Cudowny srebrny pył wpleciony w materiał, z którego zrobione są skarpetki, uwalnia ich właściciela od obaw, że jego stopy będą źródłem przykrych zapachów.

Dwutlenek tytanu w wersji nano jest wydajnym katalizatorem – dodany do materiałów konstrukcyjnych, jak beton lub szkło, nadaje im niezwykłe właściwości: powierzchnie tych materiałów same się czyszczą, organiczne cząsteczki brudu rozkładają się w świetle słońca pod wpływem kontaktu z katalitycznym nanododatkiem. Trochę deszczu – i szyby w drapaczu chmur lśnią jak nowe.

Nanocząsteczki obecne są w kremach przeciwsłonecznych, a nawet w takich produktach spożywczych jak sól i cukier puder. Nanocząsteczki krzemionki chronią je przed zbrylaniem. To jednak początek, rynek nanotechnologiczny w 2007 r. wart był 2,3 mld dol., w 2015 r. ma już sięgnąć 81 mld. Przyczyni się do tego nie tylko produkcja materiałów zawierających nanocząsteczki. Najbardziej ambitne wizje zapowiadają, że nanotechnologiczna rewolucja przebiegnie równolegle z falą rewolucyjnych przemian w biotechnologii i informatyce. Rozwój w jednej z tych dziedzin napędza zmiany w drugiej: bez coraz szybszych komputerów nie sposób sobie wyobrazić postępu w biologii molekularnej, bez nowych materiałów nie byłoby szybszych komputerów. W końcu nurty technologicznego postępu tak się posplatają, że nastąpi ich integracja i przed ludzkością wyłoni się nowy, wspaniały świat cudownych leków na wiele dziś nieuleczalnych chorób, nowych źródeł energii i szklanych domów o wiecznie czystych oknach.

Czy nano jest safe?

Te wizje zachęcają inwestorów do sięgania po portfele, a rządy do ogłaszania narodowych strategii rozwoju nanotechnologii. 19 marca tak właśnie zrobił rząd brytyjski, nazywając wdzięcznie swój dokument „UK Nanotechnologies Strategy. Small Technologies, Great Opportunities” (Strategia nanotechnologiczna Zjednoczonego Królestwa. Małe technologie, wielkie możliwości). Wielkie możliwości rozpalają wyobraźnię w Polsce i nawet znajdujące się na rubieży UE województwo podlaskie pracuje nad regionalną strategią rozwoju nanotechnologii.

Entuzjazm wizjonerów-optymistów studzą sceptycy, zadając niewygodne pytania. Skoro nanomateriały mają tak cudowne właściwości, to czy na podobnej zasadzie nie mogą stwarzać zagrożeń dla ludzkiego zdrowia i środowiska? Pytanie zasadne – okazuje się jednak, że trudno na nie uzyskać jednoznaczną odpowiedź, bo zaledwie 2 proc. badań dotyczących nanotechnologii zajmuje się analizą bezpieczeństwa nowych rozwiązań. I to właśnie dlatego Afsset (L’Agence française de sécurité sanitaire de l’environnement et du travail), agencja odpowiedzialna za bezpieczeństwo sanitarne we Francji, przyznała, że wie zbyt mało, by stwierdzić, czy produkty zawierające nanomateriały są bezpieczne.

Raport Afsset wymienia liczne potencjalne zagrożenia wynikające z upowszechnienia nowych produktów. Np. zastosowanie bezwonnych skarpetek spowoduje, że podczas prania do wód dostanie się 18 ton nanosrebra rocznie, stwarzając „poważne zagrożenie dla pewnych gatunków zwierząt”. Zaś samoczyszczący beton może być przyczyną zachorowań na choroby układu oddechowego, z nowotworami włącznie.

Francuska agencja w swej analizie i opartych na niej rekomendacjach odwołuje się więc do tzw. zasady ostrożności. Głosi ona, że jeśli nie można z całą pewnością wykluczyć zagrożenia, należy uznać, że jest realne. Jeśli więc nowa technologia niesie ze sobą zagrożenia, których nie sposób jeszcze zmierzyć, lepiej z niej zrezygnować. Zasada ostrożności przejawia się też np. w kwestii przeciwdziałania zmianom klimatycznym. W tym przypadku na mocy zasady ostrożności należy podjąć działania na rzecz klimatu, nawet jeśli nie istnieje pełna wiedza naukowa na temat służących temu środków.

Dylemat nowoczesności

Zasada ostrożności jest stosunkowo nową instytucją we współczesnym świecie. Po raz pierwszy zaczęli ją stosować już w latach 70. XX w. Niemcy, a w 1992 r. podczas Szczytu Ziemi ONZ w Rio de Janeiro zyskała ona sankcję międzynarodową. Późniejsze wydarzenia przyspieszyły przeniesienie tej zasady z teorii do praktyki: choroba wściekłych krów w Wielkiej Brytanii i afera z zatrutą krwią we Francji ujawniły boleśnie, że stare dobre czasy, gdy nauka wiedziała wszystko, a postęp nie mógł być zły, odeszły w niepamięć. Tym samym zakwestionowana została obowiązująca do tego momentu zasada mówiąca, że postęp jest tak długo dobry, jak długo nie ma przekonujących dowodów, że szkodzi.

W czym problem? Przecież to chyba dobrze, gdy zamiast wprowadzać na rynek każdą nowinkę, władze wstrzymują aprobatę do czasu uzyskania przekonujących dowodów, że nie będzie ona w przyszłości źródłem poważnych kłopotów. To właśnie dlatego UE przez wiele lat stawiała opór uprawom roślin modyfikowanych genetycznie, uznając, że ich upowszechnienie wiąże się z nieznanym, lecz realnym ryzykiem dla zdrowia ludzi i środowiska.

Sprawa nie jest jednak wcale taka prosta, jak zauważa w Wielkiej Brytanii wybitny socjolog Anthony Giddens, a w USA znakomity prawnik Cass Sunstein. Nowe technologie nie są jedynie wyrazem ludzkiego geniuszu, lecz pojawiają się w wyniku działania potężnej kapitalistycznej machiny produkcyjnej. Innowacje, również te techniczne, są niezbędnym elementem rozwoju gospodarczego. Hamując innowacje w imię zasady ostrożności hamuje się w istocie rozwój. Tym samym zmniejszają się szanse, że w przyszłości pojawią się kolejne, jeszcze lepsze rozwiązania, np. nowe terapie – podaż innowacji jest bowiem uzależniona od stopnia rozwoju. W konsekwencji zasada ostrożności, mająca chronić przed niepożądanymi skutkami postępu, może sama stać się źródłem zagrożeń.

Powyższy dylemat doskonale ilustruje spór dotyczący zmian klimatu, toczony wśród osób zgodnych, że to człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie, lecz mających odmienne pomysły na poradzenie sobie z tym problemem. Zwolennicy zasady ostrożności przekonują, że trzeba zrobić wszystko, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych powodujących ocieplenie. Przeciwnicy przekonują, że koszty będą tak wielkie, że zahamują rozwój i postęp w innych dziedzinach, wymagających pilniejszych rozwiązań.

Czy ten dylemat późnej nowoczesności ma racjonalne rozwiązanie? Podpowiedź wskazuje raport Afsset dotyczący zagrożeń związanych z rozwojem nanotechnologii. Autorzy formułują liczne rekomendacje. Zalecają np., by zrezygnować z produktów, których zastosowanie nie przyniesie na tyle ewidentnych korzyści, by przeważyć potencjalne negatywne skutki. Rekomendacje wieńczą stwierdzeniem, że ostatecznych decyzji powinno dokonać społeczeństwo.

Pusty frazes? Nie we Francji, gdzie zasada ostrożności została wpisana w 2005 r. do konstytucji. Mówi o niej „Karta środowiska”, dołączana do konstytucyjnej preambuły obok „Karty praw człowieka i obywatela” z 1789 r. Przepis wprowadzający zasadę ostrożności daje jednocześnie obywatelom prawo do wszystkich informacji związanych ze środowiskiem oraz nakłada obowiązek włączania obywateli do wszystkich procesów decyzyjnych, mających wpływ na szeroko rozumiane środowisko.

Jeśli więc uwzględnić francuski porządek konstytucyjny, rekomendacje Afsset należy przeczytać następująco: rozwój nanotechnologii wiąże się z ryzykiem, którego nie można wykluczyć, a stan wiedzy jest niewystarczający do przeprowadzenia racjonalnej analizy kosztów i korzyści rozwoju nowych technologii. Niedysponujący pełną wiedzą ekspert nie różni się szczególnie od pozbawionej wiedzy gospodyni domowej. W takim razie mają równe prawo wypowiadać się na temat istotny przecież dla wszystkich.

Miejscem do realizacji tego prawa jest we Francji Komisja Debat Publicznych, odpowiedzialna za organizowanie dialogu ze społeczeństwem. Przeprowadziła ona zatem blisko roczną debatę dotyczącą nanotechnologii. Dziesiątki spotkań w całym kraju, witryna internetowa i... zupełne fiasko, jak podsumował w lutym dziennik „Le Monde”. Udział w konsultacjach wzięło znacznie mniej obywateli, niż zakładano. W trakcie spotkań dochodziło do awantur i aktów wandalizmu. Najbardziej zawzięci przeciwnicy nanotechnologii zarzucali władzy, że cała debata jest mydleniem oczu, bo przecież i tak, nie czekając na jej wyniki, rząd inwestuje setki milionów euro w nowe laboratoria nanotechnologiczne.

W imię polityki natury

Czy więc tak naprawdę ekologia mało ludzi obchodzi? Taki wniosek byłby pochopny, wszak podczas ostatnich wyborów do Europarlamentu nowa partia ekologiczna Europe-Écologie, założona przez legendę Maja 1968 r. Daniela Cohn-Bendita, zyskała 16 proc. głosów – wynik rekordowo wysoki. A to właśnie ta partia domaga się moratorium na dopuszczenie do obrotu produktów nanotechnologicznych.

Francuskie problemy z nanotechnologią, debatą publiczną i zasadą ostrożności stają się bardziej zrozumiałe, jeśli popatrzeć na nie w szerszej perspektywie zielonej modernizacji, jaką od kilku lat przechodzi ten kraj. Francja ciągle bardziej niż z ekologią kojarzy się z dirigismem, czyli zaangażowaniem władzy publicznej w politykę rozwojową, definiowaną za pomocą skrajnie racjonalnych procedur planistycznych. Energetyka atomowa i szybkie pociągi TGV to dwie spektakularne ikony takiego podejścia.

Francja jednak także stała się, za sprawą swych postmodernistycznych filozofów, źródłem ataku na sposób funkcjonowania nauki i metody zarządzania społeczeństwem opartej na wiedzy. W sumie, z tej dość wybuchowej mieszaniny wyłoniła się na progu XXI w. nowa filozofia polityczna, którą jeden z filozofów, Bruno Latour, opisuje mianem polityki natury. Polega ona na upolitycznieniu problemów ekologicznych, tak by weszły do zestawu centralnego, jakim zajmują się politycy nie tylko związani z ugrupowaniami zielonych. „Karta środowiska” w konstytucji, ponadpartyjny Pakt Ekologiczny, potem ekologiczne Grenelle (czyli coś w rodzaju zielonego okrągłego stołu) wypełniają od lat francuską politykę. Stawką jest – jak przekonuje Latour – odnowienie demokratycznego procesu politycznego. Nie da się tego zrobić bez przemyślenia na nowo miejsca człowieka w środowisku, roli nauki w zrozumieniu świata i przebudowy zasad debaty publicznej.

Francuskim eksperymentom z polityką natury warto uważnie się przypatrywać, bo być może – podobnie jak rewolucyjne eksperymenty sprzed 200 lat – doprowadzą one do rozwiązań o charakterze uniwersalnym.

 

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną