Ryzykowna geoinżynieria

Leczyć atmosferę aspiryną
Zamiast walczyć z emisją CO2, może lepiej postarać się ochłodzić atmosferę? Pojawiają się i takie pomysły, kuszące, ale ryzykowne.
Wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach schłodził atmosferę na rok.
Forum

Wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach schłodził atmosferę na rok.

Chociaż głosy sceptyków wątpiących w globalne ocieplenie słabną i nawet największy koncern naftowy świata ExxonMobil uznał je za istotny problem, politycy ciągle nie doszli do porozumienia, jak zjawisku zaradzić. Najbliższy szczyt klimatyczny ONZ w meksykańskim Cancun (na przełomie listopada i grudnia) też raczej nie przyniesie przełomu. Pojawiają się pomysły naukowców, by nie czekając na zgodę polityków szukać innych rozwiązań tego gorącego problemu.

Bjørn Lomborg zaliczany jest do setki najbardziej wpływowych intelektualistów świata. Ten duński ekonomista zasłynął na początku stulecia, gdy opublikował książkę „The Sceptical Environmentalist” (Sceptyczny ekolog). Przekonywał w niej, że, owszem, zagrożenie środowiska naturalnego to poważny problem, lecz rozwiązania proponowane przez ekologów często są bardziej szkodliwe niż samo zagrożenie.

Podejście Lomborga najlepiej oddaje ukute przez niego hasło „Kyoto kills people” (Kioto zabija ludzi). Badacz uważa, że wypełnienie porozumień klimatycznych zawartych w 1997 r. w Kioto i polegających na redukcji emisji CO2 przez kraje rozwinięte przyniesie więcej szkód niż korzyści, bo odciąga pieniądze potrzebne na pilniejsze wydatki niż walka z globalnym ociepleniem (POLITYKA 28/08).

Nie, Lomborg nie kwestionuje, że klimat się niekorzystnie zmienia, ani też nie ma wątpliwości, że winę za to ponosi człowiek wypuszczający do atmosfery gigantyczne ilości CO2. Z analiz ekonomicznych, jakie przeprowadził z gronem wielu ekonomistów, w tym także laureatów Nagrody Nobla, wynika jednak, że lepiej przeznaczyć pieniądze na niedożywienie w krajach rozwijających się, dostęp do leków, wody i edukacji, niż zmuszać europejski i amerykański przemysł do kosztownych inwestycji w zmniejszenie szkodliwej emisji. Tak zainwestowane dolary przyniosą większy efekt, jeśli liczyć rachunkiem ostatecznym, czyli liczbą ocalonych istnień ludzkich.

Argumenty Lomborga wywołują furię u ludzi prowadzących od lat misterne negocjacje nad globalnym porozumieniem, które zastąpiłoby tracący moc protokół z Kioto. Rajendra Pachauri, szef Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych, porównał duńskiego naukowca do Hitlera, zarzucając mu cynizm i bezduszność. Owszem, być może z rachunku wynika, że taniej będzie mieszkańców Malediwów, zagrożonych zatopieniem na skutek podnoszącego się poziomu mórz, przesiedlić gdzieś indziej, niż walczyć z powodem, dla którego musieliby zmienić miejsce zamieszkania. Czy jednak takiej argumentacji czegoś nie brakuje?

Opromieniony sławą globalnego celebryty Lomborg nie zraża się nawet najmocniejszymi oskarżeniami i nieustannie liczy, jak zbawić świat. W najnowszej opublikowanej właśnie książce „Smart Solutions to Climate Change” (Mądre rozwiązania problemu zmian klimatycznych) publikuje wyniki kolejnych wspólnych prac z ekonomistami ze świata. Duńczyk przestał kwestionować, że walka ze zmianami klimatu powinna być najważniejszym z priorytetów międzynarodowej polityki. Zaproszonym ekspertom zadał jednak pytanie, jakie sposoby będą najefektywniejsze. Mieli zmierzyć się z hipotetyczną sytuacją: oto przez najbliższą dekadę świat ma do wydania rocznie 250 mld dol. na walkę o klimat. Jak najlepiej je podzielić?

Jak spalać nowocześnie?

Okazało się, że w perspektywie najbliższej dekady walka z emisją CO2 jest najmniej efektywna ekonomicznie i zajęła ostatnie miejsce w rankingu proponowanych rozwiązań. O wiele bardziej opłaca się intensywnie inwestować w rozwój nowych technologii energetycznych, ochronę lasów, a nawet w upowszechnienie w krajach rozwijających się nowoczesnych palenisk domowych. Absolutnym liderem opłacalności okazały się jednak rozwiązania określane mianem geoinżynierii, czyli świadomego, bezpośredniego oddziaływania na parametry ziemskiego ekosystemu.

Jeśli zaczyna być zbyt ciepło, a koszt finansowy i polityczny działań mających usunąć przyczynę ocieplenia jest zbyt duży, to może warto pomyśleć, jak inaczej schłodzić atmosferę? Natura sama podpowiada rozwiązanie. W 1991 r. na skutek wybuchu wulkanu Pinatubo do atmosfery wydostało się 10 mln ton siarki. Siarka tak skutecznie odbijała promienie słoneczne, że przez rok po erupcji temperatura atmosfery zmniejszyła się o pół stopnia Celsjusza.

W 2005 r. przez naukowy świat przetoczyła się burza, gdy w magazynie naukowym „Climatic Change” ukazała się praca Paula Crutzena przedstawiająca argumenty, by podjąć badania nad możliwością schładzania klimatu przez świadome rozpylanie w atmosferze siarki. Za jedyne 25 mld dol. za milion ton dałoby się wypuścić do stratosfery 5,3 mln ton siarki, co powinno załatwić sprawę globalnego ocieplenia.

Siarkę w postaci odpowiednich związków można wynieść do stratosfery za pomocą samolotów, artylerii lub specjalnych balonów. Na miejscu związki siarki ulegają przekształceniu do mniejszych niż mikrometr jonów siarczanowych i mogą istnieć w stratosferze około dwóch lat. Ilości potrzebne do schłodzenia atmosfery nie są zdaniem Crutzena niebezpieczne dla ziemskiego ekosystemu – podczas wybuchu wulkanu Pinatubo w naturalny sposób do strato-sfery dostało się ok. 10 mln ton związków siarki. O wiele groźniejszy jest przemysł zanieczyszczający każdego roku atmosferę 55 mln ton dwutlenku siarki.

Burzę, jeszcze przed publikacją, wywołał nie tyle sam pomysł, ile jego autor. Crutzen, wielkie nazwisko współczesnej nauki, zasłynął z badań nad chemią atmosfery, które przyniosły wyjaśnienie problemu dziury ozonowej. Za to holenderski chemik otrzymał wraz z Mario Moliną i Sherwoodem Rowlandem Nagrodę Nobla. To Crutzen wprowadził w 2000 r. w obieg pojęcie antropocenu, twierdząc, że Ziemia wkroczyła w nową epokę, w której człowiek zyskał możliwość oddziaływania na geosystem. Teraz zaś rzucił hasło, by zacząć poważnie myśleć o geoinżynierii.

Uczony podkreśla, że jedyną naprawdę skuteczną metodą walki ze zmianami klimatycznymi jest zmniejszenie emisji CO2. Problem w tym, że zanim politycy dogadają się w tej sprawie, może dojść do tipping point, czyli punktu przełomu, kiedy nastąpi gwałtowna zmiana parametrów układu złożonego, jakim jest klimat. By uniknąć takiego scenariusza, warto mieć pod ręką szybkie rozwiązania awaryjne, sugeruje Crutzen. Ideę chłodzenia atmosfery siarką nazwano Opcją Pinatubo. Praca chemika zainspirowała innych myślicieli, nastąpił wysyp analiz dotyczących geoinżynierii. Opcją Pinatubo zajął się nawet „Foreign Affairs” – prestiżowy magazyn poświęcony studiom międzynarodowym.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną