Archeologia śmietnikowa - nowa nauka

Śmieciologia
Co można wyczytać z 20-letniej ciężarówki? Czy Paul Gauguin miał próchnicę? Jak żyli hipisi? Jakiego koloru był najstarszy amerykański św. Mikołaj? Archeologia śmietnikowa odpowiada na wiele pytań.
Opuszczone budynki przesukują miejscy odkrywcy (urban explorers). Na archeologów przyjdzie czas, gdy sie zawalą.
Forum

Opuszczone budynki przesukują miejscy odkrywcy (urban explorers). Na archeologów przyjdzie czas, gdy sie zawalą.

Właścieicel prywatnej firmy architektonicznej John Parker pokazuje, co udało mu sie odkopać na wydmach pustyni Guadelupe-Nipomo w Kalifornii.
Forum

Właścieicel prywatnej firmy architektonicznej John Parker pokazuje, co udało mu sie odkopać na wydmach pustyni Guadelupe-Nipomo w Kalifornii.

John Schofield z University of Bristol dość oryginalnie oswaja swoich studentów z pracą archeologa. Oprócz suchych wykładów o metodach stosowanych na wykopaliskach każe im na przykład opuścić salę i na korytarzu, gdzie czekali na zajęcia, poszukać śladów ich dziesięciominutowej obecności, zdokumentować je i opisać. Wyniki badań – kubki po kawie, papierek po czekoladce i książka – nie zaskakują, ale to dopiero wprawka. Innym razem Schofield, niestrudzony badacz reliktów współczesności, razem ze studentami zbadał Forda Transita, który służył przez 18 lat pracownikom miejscowego muzeum.

Najpierw przeanalizowali papiery wozu i przepytali jego użytkowników, potem rozłożyli na części, dokumentując i fotografując wszystko, co znaleźli. Sierść psa domowego oraz popsute dziecięce zabawki na podłodze paki dowodziły, że pracownicy muzeum wykorzystywali samochód do celów prywatnych, ale znalezione pod siedzeniem kierowcy fragmenty ceramiki, krzemiennych narzędzi oraz moneta z czasów wiktoriańskich potwierdziły, że Fordem jeździli też archeolodzy. Brak odcisków palców na wielu elementach konstrukcyjnych wskazywał, że samochodu nie montował człowiek (w 1991 r. w Wielkiej Brytanii pojawiły się pierwsze auta składane przez maszyny) – jest on zatem świadectwem czasów, gdy wielu robotników straciło pracę.

Czy te badania, opublikowane zresztą w prestiżowym czasopiśmie naukowym, mają sens? „Archeologia pozwala zrozumieć świat oraz życie ludzi – i to zarówno sprzed tysięcy lat, jak i z wczoraj, dlatego takie samo znaczenie ma badanie stanowiska z przełomu er jak Forda Transita” – tłumaczył Schofield niemieckiej popularyzatorce nauki Angelice Franz, autorce książki „Der Tod auf der Schippe” (Śmierć na szufli). Badacz poważnie traktuje słowa brytyjskiego prekursora tzw. Nowej Archeologii (New Archaeology) Davida Clarke’a z Cambridge, który w 1973 r. stwierdził, że „archeologią jest to, co robią archeolodzy”. Bo choć z definicji archeologia zajmuje się dawnymi dziejami (gr. archaīos), to przecież nie wszystko, co uważane jest za stare, musi mieć setki lat.

Prawda ze studni

Ford Transit to tylko jeden z licznych projektów Brytyjczyka, który prowokacyjnie przekracza granice tradycyjnej archeologii. Wraz z Amerykanami badał na pustyni w Newadzie miejsce, gdzie w latach 1983–2000 zbierali się przeciwnicy prób broni jądrowych. Oprócz typowych śladów ich pobytu zdokumentowano wykonane przez nich rzeźby wokół obozowiska i graffiti na ścianach tunelu pod Highway 95. Schofield twierdzi, że ich analiza niczym nie różni się od badania paleolitycznej sztuki jaskiniowej i że trzeba chronić ślady działalności tych aktywistów, gdyż lada moment wszyscy o nich zapomną. Bo ludzka pamięć jest dziurawa, a historyków interesują raczej wielkie procesy dziejowe niż drobiazgi dnia codziennego. To działka archeologów przyzwyczajonych do rekonstruowania historii „od kuchni” – poprzez znalezione potłuczone garnki i inne odpadki. Śmietniki to jedno z ważniejszych miejsc ich pracy, od jakiegoś czasu także te współczesne.

Wszystko zaczęło się w 1973 r., gdy William Rathje – archeolog i antropolog z University of Arizona – wpadł na pomysł, by zbadać w Tucson miejskie wysypiska. Jego zdaniem, współczesną kulturę materialną można badać tak samo jak kultury starożytne. Po wykopaliskach na śmietnisku okazało się, że mieszkańcy miasta mają zupełnie inne nawyki żywieniowe (o wiele mniej zdrowe), niż deklarowali w ankietach. Od nazwy Tucson Garbage Projekt powstała cała gałąź archeologii zwana garbologią (śmietnikologią).

Od tego czasu przebadano różne śmietniska, choć szczególnym zainteresowaniem cieszą się śmietniki celebrytów. W 2007 r., przy okazji budowy centrum kultury Paula Gauguina na wyspie Hiva Oa, na Markizach, przebadano studnię za domem, w którym artysta zmarł w 1903 r. Po jego śmierci wrzucono do niej wszystkie należące do malarza rzeczy – talerze i garnki, grzebień, szczotkę do zębów, słoik po koncentracie wołowym (bovril) i resztki własnoręcznie przygotowanych farb. Butelka po perfumach świadczy, że do końca zabiegał o względy płci pięknej, butelki po piwie, rumie, winie i absyncie – o słabości do używek, a strzykawki i buteleczki po morfinie – o cierpieniach umierającego na syfilis artysty. Wśród odpadków znaleziono też cztery przeżarte próchnicą zęby, które mogły należeć do Gauguina, bo niejedzący cukru mieszkańcy Markiz raczej na nią nie chorowali. Caroline Boyle-Turner z School of Contemporary Art w Pont-Aven we Francji podkreśla, że dzięki tym badaniom lepiej można poznać ostatnie chwile życia artysty.

Higieniczni hipisi

Od momentu, gdy zaczęto interesować się współczesnymi śmietnikami, zmieniła się definicja zabytku. Szczególnie elastyczni pod tym względem są Amerykanie, co – jak złośliwie twierdzą niektórzy – wiąże się z tym, że ich obecność w Nowym Świecie nie trwa zbyt długo. Podczas gdy archeologia historyczna, polegająca na badaniu miejsc masowych mordów, bitew czy obozów koncentracyjnych, uważana jest za poważne wyzwanie, nawet nie wszyscy Amerykanie widzieli sens badania ruin posiadłości hipisów w Olompali State Historic Park w San Francisco. Breck Parkman z California State Parks uparł się jednak, by przebadać miejsce, gdzie mieszkało w komunie 60 osób – inicjatorów ruchu hipisowskiego i rewolucji obyczajowej.

W 1967 r. zauroczony ideą wolności zamożny makler Don McCoy wynajął za tysiąc dolarów miesięcznie 22-pokojową rezydencję wraz ze stajnią, basenem i ogromnym terenem. Na ranczu każdy robił, co chciał – mógł pić, palić, dyskutować, jeździć konno lub pływać w basenie, a przy tym rozkoszować się wszechobecną muzyką. W posiadłości gościli Janis Joplin, muzycy kultowego Grateful Dead, Grace Slick z Jefferson Airplane i Timothy Leary – ikona amerykańskiej kontrkultury. Niestety, idylla trwała raptem półtora roku, gdyż 2 lutego 1969 r. budynek spłonął (prawdopodobnie wskutek wadliwej instalacji elektrycznej). W latach 90. w zgliszczach wykryto wysoki poziom azbestu. Gdy Parkman w 2009 r. uzyskał zgodę na badania zgliszczy – natrafił na puszki po piwie, fragmenty hipisowskich ubrań, buty i płyty, nie znalazł jednak ani jednego dowodu na używanie narkotyków, choć wiadomo, że od nich nie stroniono. Co więcej, na zachowanych płytach był jazz i rumba, a w ocalałej kosmetyczce – szczoteczka i pasta do zębów, krem do twarzy oraz aspiryna.

Czyżby mieszkańcy willi byli staromodnymi czyściochami? Nie do końca – po prostu w pożarze najmniej ucierpiały rzeczy z pokoju najstarszej mieszkanki komuny, 47-letniej Sandry Barton, która lubiła muzykę tego typu i dbała o higienę. Ale to pokazuje również, jak niepełny może być obraz uzyskany jedynie na podstawie badań przypadkowo zachowanych pozostałości materialnych. Parkmanowi zarzucano, że zajmuje się śmieciami, ale on twierdził, że ruiny są jak kapsuły czasu, w których utrwalono ostatnie momenty z życia „Białego Domu” ruchu hipisowskiego, przełomowego dla historii i kultury USA. Badania dotyczące czasów najnowszych nie są jedynie kaprysem nudzących się amerykańskich archeologów, to również odpowiedź na zainteresowanie opinii publicznej.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną