Co to jest ucieleśniony umysł?

Ogony mózgowe
Jaką rolę w naszym życiu odgrywa umysł, a jaką reszta ciała? Czy ciało służy głowie, czy odwrotnie?
Nasze na pozór racjonalne wybory mają często fizjologiczne, czysto zmysłowe podłoże.
Sebastian Kaulitzki/PantherMedia

Nasze na pozór racjonalne wybory mają często fizjologiczne, czysto zmysłowe podłoże.

Debata na temat ucielesnionego poznania lub ucieleśnionego umysłu wyszła daleko poza kręgi lingwistów.
Mirosław Gryń/Polityka

Debata na temat ucielesnionego poznania lub ucieleśnionego umysłu wyszła daleko poza kręgi lingwistów.

Czy polityka może cuchnąć? Czy podejmując ważne decyzje politycy kierują się niekiedy zmysłem węchu? Na pierwszy rzut oka są to pytania dotyczące jedynie symbolicznego języka metafor. Wielu badaczy ludzkiej natury sądzi jednak, że nasze na pozór racjonalne wybory mają często fizjologiczne, zmysłowe podłoże. Kwestia woni wydawanej przez polityczne machinacje jest zresztą tylko marginalnym aspektem znacznie szerszego problemu, a właściwie samej istoty człowieczeństwa. Jaką rolę w naszym życiu odgrywa mózg, a jaką reszta ciała?

W zamieszczonym niedawno w „New York Timesie” komentarzu nawiązującym do wyborów gubernatorskich w stanie Nowy Jork dwójka profesorów – politolog Peter Lieberman z Queens College i psycholog David Pizarro z Cornell University – stwierdziła, że badania dostarczają coraz bardziej przekonujących dowodów, iż między wrażeniami węchowymi a decyzjami natury politycznej występuje bliski związek. Relacjonują oni m.in. wyniki niedawnych doświadczeń przeprowadzonych przez Simone Schnall z University of Cambridge i jej kolegów, w trakcie których wykazano, że osoby umieszczone w wypełnionym smrodem pokoju lub za zaśmieconym biurkiem bardziej surowo oceniały takie etyczne przekroczenia, jak umieszczenie fałszywych informacji w podaniu o pracę lub przywłaszczenie znalezionego portfela.

Wstręt a prawicowość

Mało tego, konserwatyzm i liberalizm wydają się skłonnościami genetycznie uwarunkowanymi i osoby o reakcyjnych poglądach są z reguły bardziej skłonne do odczuwania wstrętu niż ich postępowi i liberalni współplemieńcy. Interesujące jest także to, że – jak odkryli z kolei uczeni brytyjscy – zwykłe umycie rąk lub inna forma fizycznego oczyszczenia wpływa na nasze sądy o cudzych postępkach. Po ablucji nabieramy większego dystansu wobec moralnego zła i stajemy się bardziej wyrozumiali dla słabości ludzkiego ducha.

Te i wiele innych podobnych eksperymentów, którym z braku miejsca nie możemy tu poświęcić należytej uwagi, coraz solidniej empirycznie potwierdzają dość radykalne koncepcje dotyczące funkcjonowania ludzkiego umysłu, proponowane od kilku dziesięcioleci przez niektórych psychologów. Jedna z nich dotyczy roli emocji w podejmowaniu racjonalnych decyzji. Choć w doświadczeniach z niemiłymi zapachami generowaną emocją był wstręt, jak wynika z innych badań, na nasze sądy wpływa gniew (gdy jesteśmy źli, chętniej odwołujemy się do stereotypów i wykazujemy silniejszą skłonność do dyskryminacji), smutek (stajemy się bardziej wyrozumiali). Wstręt był jednak uczuciem, którego wpływ na ludzkie rozumowanie badano szczególnie wnikliwie. Może także dlatego, że wśród rozlicznych emocji uchodzi on za uczucie specyficznie ludzkie.

Wśród amerykańskich psychologów do najwybitniejszych znawców wstrętu należą Paul Rozin z University of Pennsylvania i Jonathan Haidt z University of Virginia i nie jest przypadkiem, że w ostatnich latach główną dziedziną ich zainteresowań stała się psychologia moralności. Badacze zgodni są na ogół co do ewolucyjnego pochodzenia i przystosowawczej roli wstrętu.

Jego zasadniczą funkcją jest obrona organizmu przed zatruciem, zarażeniem lub zanieczyszczeniem i w pierwszym rzędzie jest on wywoływany przez odczucia zapachowe, smakowe i wzrokowe. Wstręt może być jednak generowany w rozmaitych ludzkich kulturach przez różne bodźce (Haidt i Rozin wyróżniają siedem kategorii), a co najważniejsze, w toku ewolucji nauczyliśmy się odczuwać obrzydzenie nie tylko do nieświeżego jedzenia, lecz także do pewnych społecznych zachowań, które naruszają przyjęte normy. Wstręt stał się niejako emocjonalnym fundamentem ocen moralnych.

Czym jest istota ludzka?

Czy czyjeś budzące niesmak zachowanie wywołuje u nas odczucia identyczne jak zapach psującego się mięsa? Zarówno badania aktywności neurologicznej mózgu za pomocą nowoczesnych technik fMRI, jak i analiza grymasów twarzy uniwersalnie związanych z uczuciem wstrętu wskazują na to, że mamy do czynienia z tą samą emocją.

Nie samym jednak wstrętem człowiek żyje. Inne nieracjonalne bodźce, jak dowodzą na przykład badania Antonio Damasio, są wręcz niezbędne do podejmowania jakichkolwiek decyzji. Trzeźwa, chłodna analiza jest często bardzo przydatna, lecz bez właściwego funkcjonowania emocjonalnych ośrodków mózgu moglibyśmy bez końca myśleć całkiem trzeźwo, ale nic nie robić. Jak ujął to Haidt w tytule jednego ze swych artykułów, umysł ludzki jest „emocjonalnym psem z racjonalnym ogonem”. Ogon rzadko jednak merda psem.

Szanujący się badacze są zwykle powściągliwi w wyciąganiu ze swych obserwacji i przemyśleń nadmiernie radykalnych wniosków. Publicysta jest z tego w pewnej mierze zwolniony, więc może sobie pozwolić na twierdzenie, że wszystko, o czym mowa powyżej, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, o którą lada moment może się rozbić wiele popularnych koncepcji dotyczących funkcjonowania naszego umysłu.

Wydaje się, że jesteśmy świadkami prawdziwej rewolucji w dziedzinie naszych wyobrażeń o samej istocie ludzkiej natury. Aby wyjaśnić istotę tej rewolucji, wróćmy na moment do języka.

Wszechobecność metafor

Nasz codzienny język pełen jest metafor, które zwykle traktujemy jako mało znaczące stylistyczne ozdobniki. Jednak na początku lat 80. amerykański lingwista George Lakoff, w serii książek napisanych z rozmaitymi współautorami, zaczął konsekwentnie rozwijać tezę głoszącą, że w istocie metafory są jak gdyby oknem, przez które możemy dostrzec, jak toczy się w mózgu proces myślowy.

Zauważa on, na przykład, że metafora będąca podstawą intelektualnej debaty obrazuje ją jako wojnę bądź walkę – w sporze „zwyciężamy” lub „zostajemy pokonani”; argumenty naszych przeciwników są „nie do obrony”; dobre argumenty „trafiają do celu” itp. Charakterystyczną cechą owych metafor jest to, że odnoszą one abstrakcyjne i intelektualnie wyrafinowane pojęcia do prostszych czynności, zachowań i fizycznych doznań, w których uczestniczy nasze ciało. Tak więc uczucie życzliwości kojarzy się nam z ciepłem, to, co ważne, jest wielkie, szczęście skierowane jest ku górze (kiedy, np. czujemy się silnie „podniesieni na duchu”), zło śmierdzi (o czym było już wcześniej), zaś trudności są ciężarem. Przykłady mnożyć można w nieskończoność – „posuwamy się do przodu”, gdy odnosimy sukcesy, zaś „cofamy”, gdy nam się nie wiedzie; gdy mamy powody do dumy, chodzimy „z podniesioną głową” itd.

Wszechobecność metafor, zdaniem Lakoffa, nie jest bynajmniej spowodowana ubóstwem naszego języka. Według jego tezy, wokół której rozpętała się wojna lingwistyczna, umysł nasz jest „ucieleśniony” (embodied mind), co oznacza, że nasz sposób postrzegania rzeczywistości zdeterminowany jest w zasadniczej mierze przez to, że jesteśmy zwierzętami poruszającymi się w pozycji pionowej i wyposażonymi w parę rąk o chwytliwych, zdolnych do manipulacji dłoniach – nie wspominając o innych częściach ludzkiego ciała i doznawanych przez nie wrażeniach. Jak głosi inna definicja koncepcji ucieleśnienia, jest to przekonanie, że „zdarzenia poznawcze wywodzą się z rodzajów doświadczeń, jakie są udziałem osobników posiadających ciało o szczególnych zdolnościach sensomotorycznych”.

Rozdział ciała od duszy

Debata na temat ucieleśnionego poznania wyszła daleko poza kręgi lingwistów. Uczestniczą w niej filozofowie – egzystencjaliści i fenomenolodzy są tej koncepcji szczególnie przychylni – a także psycholodzy, neurolodzy i badacze sztucznej inteligencji. Psychologom zajmującym się procesem poznania teoria ta dostarcza możliwości badań empirycznych, nieograniczających się do zanieczyszczania laboratoriów badawczych i zmuszania obiektów eksperymentalnych do mycia rąk. Odwołując się do innej metafory, czy raczej stawiając ją na głowie, powiedzieć można, że czynią oni najrozmaitsze starania, by dowiedzieć się, co się dzieje, zanim „ciało słowem się stanie”.

Przeprowadzili więc eksperymenty dotyczące nieuświadomionego wpływu ciepła (bądź zimna) na ludzkie sądy i odkryli, że ludzie narażeni na chłód stają się bardziej chłodni wobec innych. Podobnie przewidywalne wyniki dały doświadczenia, w trakcie których ochotnicy, nie zdając sobie sprawy z celu badań, poddawani byli fizycznym doznaniom szorstkości, twardości i ciężkości. Inne obserwacje sugerują, że inaczej myślimy stojąc, a inaczej leżąc, inaczej chodząc – a inaczej siedząc. Przy czym niekoniecznie chodzi o siedzenie w więzieniu.

Najważniejszą chyba konsekwencją koncepcji ucieleśnionego umysłu jest to, że radykalnie zmienia ona powszechnie panujące przekonania na temat istoty człowieczeństwa. W zachodniej tradycji silnie zakorzeniona jest (jeszcze jedna metafora) dualistyczna, kartezjańska wizja człowieka jako złożonego z dwu zupełnie odmiennych części – ciała i duszy (czy, mówiąc językiem świeckim, rozumu).

Akceptując teorię ucieleśnionego umysłu (czy może myślącego ciała) musimy dualizm ten odrzucić. W procesach poznania współdziałają ze sobą ciało i mózg. Który z tych elementów jest psem, a który ogonem? Czy ciało, traktowane dość po macoszemu w wielu tradycjach religijnych, posługuje się mózgiem dla osiągnięcia swych biologicznych celów, czy też podporządkowane jest ono rozumowi i służy jedynie do noszenia i karmienia mózgu?

Równie dobrze zapytać można, czy zebra jest przypominającym konia białym zwierzęciem w czarne pasy, czy też czarnym w pasy białe...

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną