Media a sprawa elektrowni w Fukushimie

Gdzie ta apokalipsa?
Japońska tragedia ujawnia, jak dalece nasza demokracja stała się populistyczno-histeryczna i w jaką rolę wciela się dziś czwarta władza, czyli media.
Antyatomowy protest we Francji. Język emocji bywa widowiskowy, ale nie zawsze nadaje się do rozmów o poważnych problemach.
Forum

Antyatomowy protest we Francji. Język emocji bywa widowiskowy, ale nie zawsze nadaje się do rozmów o poważnych problemach.

Sarkofag na 4 bloku elektrowni w Czarnobylu. Dzisiaj cała elektrownia jest wyłączona i zamknięta.
Piotr Andryszczak/Wikipedia

Sarkofag na 4 bloku elektrowni w Czarnobylu. Dzisiaj cała elektrownia jest wyłączona i zamknięta.

Przeciwników energetyki jądrowej najwięcej jest w Niemczech i krajach skandynawskich.
Libertinus/Flickr CC by SA

Przeciwników energetyki jądrowej najwięcej jest w Niemczech i krajach skandynawskich.

Elektrownia w Fukuszimie zostanie zamknięta. Reaktory, w których doszło do stopienia rdzenia, będą przypuszczalnie zalane betonem.
AFP/EAST NEWS

Elektrownia w Fukuszimie zostanie zamknięta. Reaktory, w których doszło do stopienia rdzenia, będą przypuszczalnie zalane betonem.

Jak za kilka tygodni lub miesięcy spojrzymy na to, co dzieje się obecnie w elektrowni jądrowej Fukuszima? Czy ocenimy ją jako groźną katastrofę, czy lokalny problem? Nasz werdykt nie będzie zależał od realnych skutków dzisiejszych dramatycznych wydarzeń. Te eksperci potrafią dość precyzyjnie przewidzieć już teraz. Werdykt zależeć będzie wyłącznie od sposobu, w jaki opowiemy tę historię. Dziś na nowo odżywa bowiem zjawisko, które roboczo nazwijmy narracją czernobylską. Jej zwycięstwo będzie sygnałem, że już na dobre staliśmy się rozgorączkowanym medialnym tyglem, w którym rządzą emocje. A jeśli tak, to konsekwencje tego mogą wykraczać daleko poza kwestię, czy w Polsce powstaną nowe elektrownie jądrowe.

Amerykański syndrom

Dziennikarz wieczornego serwisu informacyjnego mówił przejętym głosem: „Świat nie przeżywał jeszcze czegoś takiego jak dziś. Stanęliśmy w obliczu wielkiej niepewności i zagrożenia spowodowanego najpoważniejszym wypadkiem w elektrowni jądrowej w całej erze atomowej. Obecny horror może stać się jeszcze gorszy. I nie chodzi tu o eksplozję atomową, której tak bardzo się obawiamy. Eksperci mówią, że to niemożliwe. Ale pojawiło się widmo innego rodzaju katastrofy nuklearnej – uwolnienia radioaktywności na wielką skalę”. O której katastrofie tu mowa? Czernobylu? Fukuszimie?

Nie, słowa te padły 30 marca 1979 r. w telewizji CBS z ust znanego amerykańskiego dziennikarza Waltera Cronkite’a. Dwa dni po tym, gdy w amerykańskiej elektrowni jądrowej Three Mile Island (TMI), niedaleko miasta Harrisburg, zaczęły rozgrywać się dramatyczne wydarzenia. Doszło do częściowego stopienia rdzenia z paliwem uranowym, pożaru i uwolnienia do atmosfery niewielkich ilości substancji promieniotwórczych. Choć była to najpoważniejsza wówczas awaria w historii pokojowego wykorzystania energii jądrowej, jej skutki dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzi okazały się właściwie żadne.

Ale w związku z Three Mile Island wydarzyło się też coś innego, nie mniej istotnego. Na 12 dni przed awarią do amerykańskich kin wszedł katastroficzny film, w którym Jane Fonda grała dziennikarkę, badającą tuszowanie niebezpiecznych wypadków w elektrowni jądrowej. Tytułowy „Chiński syndrom” oznaczał stopienie się rdzenia z paliwem jądrowym, który przebija osłonę reaktora, wchodzi w ziemię jak w masło, by po długiej wędrówce wydostać się po drugiej stronie globu, czyli gdzieś w Chinach. Film, oczywiście, był na bakier z nauką i faktami, ale przypadkowo wstrzelił się w panikę spowodowaną wypadkiem w TMI. W jednej z jego scen ekspert wypowiada bowiem następujące słowa: „stopienie rdzenia spowodowałoby skażenie stanu wielkości Pensylwanii, tak że nie nadawałby się w ogóle do zamieszkania”. Los chciał, że elektrownia TMI została wybudowana właśnie w tym stanie.

Jane Fonda tak zaangażowała się w rolę filmową, że również w realnym życiu zaczęła gwałtownie zwalczać energetykę jądrową. Naprzeciw niej stanął m.in. Edward Teller, 71-letni słynny fizyk, który żarliwą obronę siłowni jądrowych i polemikę z aktorką przypłacił zawałem serca. Wypowiedział wówczas znamienny komentarz: „Można powiedzieć, że jestem jedyną osobą, której zdrowie ucierpiało z powodu reaktora w pobliżu Harrisburga. Ale to byłaby nieprawda. Tego nie zrobił reaktor. To była Jane Fonda. Reaktory nie są niebezpieczne”.

Pojedynek aktorka kontra ekspert wygrała ta pierwsza. Między innymi na jej wezwanie 200 tys. ludzi demonstrowało w Nowym Jorku przeciwko energetyce jądrowej. Sławni muzycy dawali koncerty pod hasłem „Precz z atomówkami”, a elektrownia TMI wypłacała milionowe odszkodowania za zrujnowane biznesy na terenach w jej pobliżu, z których wynosili się przestraszeni ludzie. Antynuklearne protesty po awarii w TMI wystarczyły, by politycy na dobre zastopowali amerykański program energetyki jądrowej. Dopiero dziś mówi się o jego wznowieniu.

Ówczesne emocjonalne reakcje są po części wytłumaczalne. Żyło się wówczas w większym lub mniejszym, ale ciągłym strachu przed wojną atomową i jej następstwami. I to właśnie ten lęk stał się wyjątkowo żyzną glebą, na której zakiełkowała czernobylska narracja.

Czernobylskie demony

Gdy doszło do eksplozji reaktora w Czernobylu, wszystkie atomowe strachy uległy zmaterializowaniu. Nie w rzeczywistości, ale na łamach gazet i ekranach telewizorów. Ponieważ ZSRR początkowo blokował, a później znacznie ograniczał dostęp do informacji, media produkowały to, w co wszyscy od dawna wierzyli i czego się lękali. A więc mieliśmy setki tysięcy zabitych i napromieniowanych, skażone wielkie połacie ziemi, miasta-widma, przychodzące na świat zdeformowane dzieci, zmutowane zwierzęta biegające po czernobylskich lasach. Po zawaleniu się żelaznej kurtyny mit czernobylski był już tak silnie utrwalony w świadomości społecznej, że nikt nie próbował weryfikować tych przerażających obrazów.

Nie ma sensu po raz kolejny obszernie omawiać prawdziwych skutków Czernobyla. Ograniczmy się więc jedynie do kilku podstawowych faktów: zginęło tam kilkadziesiąt osób (nie wszystkie od wysokich dawek promieniowania, ale np. w wypadku helikoptera), silnie skażony został jedynie nieduży teren w okolicach elektrowni, nie odnotowano wzrostu liczby nowotworów związanych z promieniowaniem (poza rakami tarczycy), nie rodzi się więcej dzieci z wadami genetycznymi, a zamknięta wokół elektrowni zona nie jest siedliskiem mutantów, ale tętniącym życiem rezerwatem przyrody. I to pomimo najgorszej katastrofy, jaką można sobie wyobrazić w elektrowni jądrowej, której rezultatem było uwolnienie do atmosfery ogromnych ilości substancji promieniotwórczych (dotarły nawet na Antarktydę).

Eksperci od energetyki jądrowej i skażeń promieniotwórczych mówili o tym od dawna. Jednak dopiero jakieś 10 lat temu prawda o Czernobylu zaczęła przebijać się za pośrednictwem mediów do opinii publicznej – głównie za sprawą kolejnych raportów instytucji eksperckich, takich jak WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) czy UNSCEAR (Komitet Naukowy ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego). M.in. dlatego w Polsce od kilku lat sondaże zaczęły po raz pierwszy wykazywać lekką przewagę ludzi akceptujących siłownie jądrowe.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną