Jonowa sonda Dawn u celu swojej misji

Kwestia Westy
Po raz pierwszy sonda wysłana z Ziemi wejdzie na orbitę dużej planetoidy i stanie się jej sztucznym satelitą.
Sonda Dawn w pobliżu planetoid Westa i Ceres. Wizualizacja.
NASA

Sonda Dawn w pobliżu planetoid Westa i Ceres. Wizualizacja.

Jedno z pierwszych zdjęć Wersty wykonane z pokładu sondy Dawn.
NASA

Jedno z pierwszych zdjęć Wersty wykonane z pokładu sondy Dawn.

Dawn, w kosmosie od 2007 roku, jest napędzana silnikiem jonowym. Czynnikiem roboczym jest ksenon, gaz szlachetny, którego na całą misje potrzeba ledwie 425 kg.
NASA

Dawn, w kosmosie od 2007 roku, jest napędzana silnikiem jonowym. Czynnikiem roboczym jest ksenon, gaz szlachetny, którego na całą misje potrzeba ledwie 425 kg.

Statek nazywa się Dawn (po polsku Świt) i właśnie dotarł do swego pierwszego celu, którym jest planetoida Westa (drugim będzie Ceres – Dawn odwiedzi ją w 2015 r.). – Wejście na orbitę wokół Westy planowane jest na 16 lipca, a badania rozpoczną się dwa tygodnie później – informuje Robert Mase z NASA, szef misji Dawn. – Jesteśmy bardzo podekscytowani perspektywą oglądania z bliska nieznanego świata przez najbliższy rok. Spróbujemy rozwiązać zagadkę nieregularnego kształtu Westy.

Po okołosłonecznej orbicie między Marsem a Jowiszem powinna krążyć całkiem spora planeta. Zamiast niej jest tam pół miliona planetoid. Większość z nich to skalne bryły wielkości kilku kilometrów, ale są też takie, które rozmiarami dorównują księżycom dużych planet. Średnicę Westy ocenia się na blisko 600 km (największym obiektem w pasie planetoid jest Ceres – 1000 km średnicy).

Tajemnicza jasność

4,5 mld lat temu z gazowo-pyłowego dysku otaczającego młode Słońce formowały się planety. Kosmiczna materia lepiła się w bryły, które za sprawą grawitacyjnego przyciągania utworzyły skaliste globy: Merkurego, Wenus, Ziemię i Marsa. Za orbitą Marsa powinna powstać jeszcze jedna planeta, jednak ogromne siły przyciągania Jowisza, kolejnej – i największej zarazem – planety, nie pozwoliły na uformowanie się nowego ciała. Zamiast tego mamy dziś pas skalnego kruszywa, stanowiącego w istocie budulec Układu Słonecznego w postaci niezmienionej od początków naszego systemu planetarnego. Pamiętajmy, że planety grupy ziemskiej były wielokrotnie poddawane kosmicznemu bombardowaniu oraz przeobrażeniom geologicznym, Westa i Ceres zaś to bryły, którym nie dane było zlepić się w większy glob. Są nietknięte erozją lub zjawiskami wulkanicznymi. Uczeni mają niebywałą okazję, by otworzyć kosmiczną księgę Genesis.

Westę odkrył w 1807 r. niemiecki astronom Heinrich Wilhelm Olbers. Z reguły widać ją już przez dużą lornetkę, a w sprzyjających warunkach nawet gołym okiem (najbliższa okazja zdarzy się na przełomie lipca i sierpnia – planetoida będzie świecić na tle gwiazdozbioru Koziorożca). Jest najjaśniejszą z planetoid obserwowanych na ziemskim niebie, mimo że rozmiarami ustępuje Ceres aż dwukrotnie. Zaskakująco duża jasność Westy stanowi nie lada zagadkę dla uczonych – tym bardziej że planetka ma nieregularny kształt i dość szybko wiruje wokół własnej osi (jej pełny obrót trwa zaledwie 5 godz.). Jej jasność najprościej byłoby wytłumaczyć obecnością lodu, który świetnie odbija promienie słoneczne. Problem w tym, że spektroskopowe badania naziemne nie wykazują jego śladów.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną