Poradnik Zdrowotny

Serce na wspomaganiu
Polska kardiologia ma na swym koncie wielkie osiągnięcia, a mimo to choroby układu krążenia dziesiątkują Polaków. Nadal na wiele pytań brakuje jasnych odpowiedzi. Próbowaliśmy je dla Państwa znaleźć.
Piotr Socha/Polityka

Najprostsza recepta na zdrowe serce to dobrze przespana noc i wycieczka rowerowa ze starannie skompletowanym bagażem. Powinny się w nim znaleźć: pełna humoru książka, którą przeczytamy na świeżym powietrzu, tabliczka czekolady do zagryzania przy lekturze i kosz dojrzałych pomidorów. A po powrocie do domu – kieliszek czerwonego wina i znów jakiś zabawny film lub spotkanie w kojącym nerwy miłym towarzystwie.

Życie byłoby piękne, gdyby poprzestać na takich ogólnikach… Jeśli jednak jazda na rowerze rzeczywiście ma przynieść sercu korzyść, to trzeba pedałować szybko i z dużym wysiłkiem, jeśli czekoladą chcemy ratować naczynia przed miażdżycą – powinna być czarna i bardzo gorzka, zaś aby dieta pomidorowa mogła obniżyć cholesterol – należałoby ich zjeść w ciągu dnia czterysta, bo dopiero z takiej ilości uda się pozyskać 2 g cennych fitosteroli.

Przytoczone zalecenia podano podczas niedawnego kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jednak w wielu krajach jesienno-zimowa aura zniechęci do przejażdżek rowerem, konsumenci w Europie nie mają dostępu do czystych ziaren kakaowych, a jedynie do czekolady pęczniejącej od tłuszczu, natomiast dobra rada, by porzucić pracę, jeśli tylko poczujemy się w niej zestresowani, nie wydaje się szczególnie racjonalna w czasach kryzysu.

Na szczęście wszystko, co dotyczy wpływu stylu życia na nasze skołatane serca, należy traktować z pewnym dystansem. Choć eksperci nie zmienili dobrego zdania o profilaktyce w chorobach układu krążenia, radzą zachować zdrowy rozsądek. We wszystkim potrzebny jest balance, czyli równowaga: w codziennej diecie, aktywności fizycznej, utrzymywaniu właściwej masy ciała, ciśnienia krwi, a nawet w leczeniu. Tylko ten, kto potrafi tej reguły przestrzegać – będzie miał serce silne jak dzwon.

Równowaga bez arytmii

Stabilność organizmu – nazywana w fizjologii homeostazą – jest gwarantem zdrowia, z czego nie do końca zdajemy sobie sprawę namawiani zewsząd do ekstremalnych wysiłków lub radykalnych diet. Lecz aby parametry pracy narządów wewnętrznych mogły być utrzymane na wyrównanym poziomie, niezbędna jest miarowa praca serca i regularna ilość krwi, którą lewa komora pompuje do naczyń krwionośnych.

Na fakt, że serce jest pompą, pierwszy zwrócił uwagę w 1628 r. angielski fizjolog William Harvey, co wcale nie przyszło łatwo, gdyż przez stulecia nie wiedziano, jak krew krąży w naczyniach. Nawet wśród medyków panowało przekonanie, że jest to jeden z tych problemów w budowie ludzkiego organizmu, które Bóg umyślnie zataił przed rozumem ludzkim; ludzie wierzyli, że serce jest ośrodkiem uczuć i osobowości.

Harvey pierwszy stworzył koncepcję okrężnego obiegu krwi z sercem w roli centralnego napędu, ale nie ustalił, co wprawia je w ruch. Dopiero jego następcy odnaleźli w ścianie tego mięśnia skupiska komórek, od których w drobnych włóknach nerwowych, jak w kablu, rozchodzą się bodźce elektryczne narzucające szybkość pracy. Przedsionki (górne jamy serca), a pod nimi komory kurczą się 70 razy na minutę, pompując do tętnic 5 litrów krwi.

Najlepiej, aby ten automatyczny mechanizm działał miarowo. Każda usterka ma swoje konsekwencje, bo łatwo sobie wyobrazić, jak nieefektywna staje się praca serca, gdy np. raptownie przyspiesza i kurczy się z prędkością 200 razy na minutę (komory nawet nie zdążą wtedy napełnić się krwią, więc niewiele trafi do układu krążenia). Albo gdy bodźce elektryczne przemieszczają się w sposób chaotyczny, rozregulowując synchroniczną pracę przedsionków – drżą, każda ich komórka kurczy się w innym czasie. Gdybyśmy wtedy oświetlili przedsionek z boku, pojawiłyby się chaotycznie migocące odblaski (stąd nazwano to zjawisko migotaniem).

Mało kto zdaje sobie sprawę, że wraz z wydłużeniem ludzkiego życia migotanie przedsionków stało się jedną z najczęstszych plag – dotyka 80 proc. seniorów po przekroczeniu 80 lat. Przybywa też młodszych z chorobami predysponującymi do migotania: otyłych, z nadciśnieniem, nadczynnością tarczycy, wadami zastawek (dawniej umierali wcześniej, bo nie było dla nich ratunku).

Wciąż wielu chorych nawet nie wie, że cierpi na to zaburzenie – twierdzi prof. Krzysztof J. Filipiak, przewodniczący Sekcji Farmakoterapii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. W Polsce armia pacjentów liczy już ok. 400 tys. i będzie rosnąć z każdym rokiem. Ale najczęstszy objaw tej choroby – niemiarowe bicie serca – u 10–40 proc. w ogóle może się nie pojawić! Częstszą dolegliwością jest po prostu zmęczenie, ale kto od razu skojarzy je z chorobą przedsionków? Ludzie otyli męczą się na co dzień i kładą to na karb swojej tuszy – mało kto zgłosi się do lekarza rodzinnego na badanie EKG, które powinno rozstrzygnąć o powodach palpitacji lub zadyszki. – Przez cale lata kardiolodzy namawiali lekarzy rodzinnych, by mierzyli pacjentom ciśnienie niezależnie od powodu wizyty. Jeszcze łatwiej zmierzyć puls. Jeśli jest nieregularny, zawsze warto wykonać EKG i przekonać się, czy nie ma migotania – twierdzi prof. Gregory Lip z uniwersytetu w Birmingham, który stanął na czele europejskiej kampanii mającej zwiększyć świadomość w tym względzie.

Kardiolodzy zaczęli poświęcać większą uwagę migotaniu przedsionków z dwóch powodów. Po pierwsze, okazało się, że aż co piąty śmiertelny udar mózgu jest konsekwencją tej arytmii. Brak synchronicznych skurczów sprzyja gromadzeniu krwi w sercu i łatwiej dochodzi do tworzenia zakrzepów. Po przedostaniu się do aorty trafiają do tętnicy szyjnej, która prowadzi je wprost do mózgu. A po drugie – po raz pierwszy od 50 lat pojawiły się skuteczniejsze metody zapobiegania udarom, więc warto wcześniej rozpoznać stan zagrożenia i móc z nich korzystać.

I tu wracamy do rekomendowanej we współczesnej kardiologii zasady zachowania równowagi: bezpieczna profilaktyka przeciwudarowa w migotaniu przedsionków musi balansować między tym, by zapobiec tworzeniu zakrzepów, a tym, by nie wywołać groźnych krwotoków. Dotychczasowe leki nie są pod tym względem idealne. – Regularnie trzeba we krwi oznaczać tzw. współczynnik krzepliwości i według niego dobierać choremu indywidualną dawkę – wyjaśnia prof. Filipiak. – Zmiany diety, dołączenie innych leków, wypicie alkoholu zmieniają wspomniany wskaźnik, co pociąga konieczność ustalenia nowej dawki. Nowe preparaty uwolnią pacjentów od wizyt w laboratoriach, pobierania krwi, częstych konsultacji z lekarzami.

Podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Kardiologicznego największy entuzjazm zebranych wzbudziły przedstawione wyniki badań dwóch preparatów zapobiegających tworzeniu zakrzepów: apiksabanu oraz dabigatranu – znanego już ortopedom stosującym go w profilaktyce przeciwzakrzepowej po wymianie stawu biodrowego i kolanowego. Eksperci liczą, że łatwiejsza kuracja – niewymagająca tak ścisłej kontroli diety i współczynnika krzepliwości – oddali groźbę udarów mózgu (nieraz ponownych) również u chorych z migotaniem. Oczywiście pod warunkiem, że uda się ich przekonać, iż mimo okresowych lekkich dolegliwości – zmian tętna i napadowych palpitacji – żyją ze stałym ryzykiem tworzenia zakrzepów. Gdy nie można zobaczyć, jak wyglądają od wewnątrz własne naczynia i serce, trudno niektórym uwierzyć, że życie może wisieć na włosku.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną