Nauka

DOSSIER: Czy oni to łykną?

Antykoncepcja dla mężczyzn

Miliony plemników przygotowują się do wypełnienia swej życiowej roli. Miliony plemników przygotowują się do wypełnienia swej życiowej roli. Dr. David Phillips/Visuals Unlim / EAST NEWS
Właśnie odżyły nadzieje na pigułkę antykoncepcyjną dla mężczyzn. Tylko czy będą chętni, by z niej korzystać? I czy nie będą zapominać – to całkiem poważna obawa lekarzy – żeby ją zażyć?
Niechciana ciąża bardziej dotyka kobietę niż mężczyznę, więc ma ona większą motywację, by się przed nią zabezpieczać.Foto Channels/Corbis Niechciana ciąża bardziej dotyka kobietę niż mężczyznę, więc ma ona większą motywację, by się przed nią zabezpieczać.
Za zastojem w męskiej antykoncepcji stał powód ściśle naukowy: badaczom i eksperymentatorom łatwiej było zapanować nad jedną komórką jajową niż nad milionami plemników.PHANIE/EAST NEWS Za zastojem w męskiej antykoncepcji stał powód ściśle naukowy: badaczom i eksperymentatorom łatwiej było zapanować nad jedną komórką jajową niż nad milionami plemników.

Artykuł w wersji audio

Pół wieku temu tabletka antykoncepcyjna doprowadziła do społecznej rewolucji. Dała kobietom wolność, wyrwała z zaklętego kręgu domowego, pozwoliła decydować o własnym życiu, wejść na serio na rynek pracy.

Jednocześnie utrwalił się stereotyp, że odpowiedzialność za planowanie potomstwa spoczywa na kobiecie. To ona ma wiedzieć, kiedy można, kiedy nie można, to ona ma wykonać odpowiednie badania, zadbać o recepty i prowadzić grę na swoich hormonach.

Dzisiejsza tabletka antykoncepcyjna jest zresztą nieporównywalna z tą sprzed pół wieku, zawierającą drakońskie dawki hormonów. Gdy wynaleziono noretyndrom, substancję podobną do progesteronu, regulującego owulację, Katherine McCormick, filantropka sponsorująca badania, powiedziała: „Teraz potrzebujemy klatki z owulującymi kobietami do eksperymentów”. Próby prowadzono w Portoryko. Skutki uboczne były równie drakońskie jak owe hormonalne bomby. Nudności, bóle głowy, wzrost wagi, spadek libido, pojawianie się męskiego typu owłosienia. Część feministek protestowała, że to zbyt duża ingerencja w organizm kobiety, i namawiała naukowców, by eksperymentowali raczej na własnych genitaliach.

Na długiej liście dostępnych metod antykoncepcji w ostatnim półwieczu pojawiły się także rozmaite rodzaje plastrów hormonalnych, preparaty plemnikobójcze, zastrzyki oraz spirale – wszystkie te wynalazki zaproponowano kobietom. Dlaczego?

Oczywiście, niechciana ciąża bardziej dotyka kobietę niż mężczyznę, więc ma ona większą motywację, by się przed nią zabezpieczać, a przemysł farmakologiczny – by produkcję kierować do niej. Ale też wszystkie podejmowane próby wobec męskiej płodności, z zastosowaniem pigułek hormonalnych, zastrzyków, a nawet implantów wszczepianych ochotnikom pod skórę, okazywały się porażką. Skutki uboczne były zbyt poważne. Więc dla koncernów farmaceutycznych ryzyko procesowe przewyższało szacowane zyski.

Za tym zastojem w męskiej antykoncepcji stał też powód ściśle naukowy: badaczom i eksperymentatorom łatwiej było zapanować nad jedną komórką jajową niż nad milionami plemników.

Tajemnice plemnika

Medycyna nie potrafiła dotychczas precyzyjnie rozpracować wszystkich tajemnic męskiego układu rozrodczego, rozgryźć poszczególnych faz dojrzewania plemników, by móc je kontrolować tak, jak rozwój żeńskich komórek jajowych.

Dla prof. Sławomira Wołczyńskiego z Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku sprawa przedstawia się tak: – Nie do końca wyjaśniono, jak przebiega produkcja plemników. To jest najbardziej złożony proces w różnicowaniu ludzkich komórek. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie plemnika, by zauważyć, że nie przypomina on klasycznej komórki.

Kontrola procesu spermatogenezy odbywa się przy udziale wielu hormonów – nie tylko testosteronu, ale również wydzielanych przez przedni płat przysadki: LH i FSH. Pierwszy z nich (hormon luteinizujący) stymuluje tzw. komórki Leydiga do produkcji testosteronu w ilościach zapewniających jego wysokie stężenie w jądrach, stukrotnie przekraczające poziom we krwi obwodowej. Rola drugiego hormonu (folikulotropowego) zapewnia najprawdopodobniej właściwy przebieg spermatogenezy. Dotychczasowe próby wynalezienia farmakologicznego sposobu, by zatrzymać ten proces, koncentrowały się właśnie na modyfikacji aktywności tych trzech hormonów.

Lecz wciąż nie wiadomo, kiedy plemniki tracą swoją aktywność. W którym momencie jest ten punkt odcięcia, dający pewność, że mężczyzna przestaje być płodny – wyjaśnia prof. Wołczyński. Dlatego, jego zdaniem, samo blokowanie spermatogenezy wydaje się słabym pomysłem na znalezienie skutecznej metody antykoncepcyjnej. – Trzeba raczej celować w najądrza, gdzie plemniki są już dojrzałe i czekają na wytrysk.

Mysi gen

Przełom, z którym możemy mieć dziś do czynienia, nastąpił właściwie przypadkiem. Szkoccy naukowcy, którzy mają szansę stworzyć pigułkę dla mężczyzn, przystępowali do swoich badań nie kierując się bynajmniej troską o panów cierpiących na nadmiar potomstwa, lecz o tych, którzy bezskutecznie starają się o nie od wielu lat.

W uniwersyteckim ośrodku leczenia niepłodności w Edynburgu poddali analizie rozmaite mutacje genetyczne, które u samców myszy skutkowały bezpłodnością. Uwagę badaczy przyciągnął gen kluczowy w syntezie białek stanowiących szkielet męskich komórek rozrodczych oraz stymulujący dostarczanie im składników odżywczych podczas różnicowania w kanalikach nasiennych.

Według dr. Lee Smitha, który jest współautorem pracy opisującej to odkrycie na łamach periodyku „PLoS Genetics”, dysfunkcja odkrytego genu może odpowiadać za 25 proc. niewyjaśnionych przypadków bezpłodności, wobec których lekarze byli do tej pory całkowicie bezsilni.

Naukowcy z Edynburga nadali swojemu odkryciu nazwę Katnal i oznaczyli cyfrą 1. Być może w ten sposób chcieli podkreślić zupełnie nowy trop w badaniach nad męską antykoncepcją, jakim podążyli. Jeśli bowiem uda się wynaleźć sposób blokowania owego genu, który odgrywa tak ważną rolę w procesie tworzenia plemników, to droga do pierwszej farmakologicznej metody hamującej męską płodność będzie otwarta. W sposób odwracalny, ponieważ gen Katnal-1 włącza się dopiero w końcowym etapie produkcji nasienia. Na wcześniejsze stadia spermatogenezy nowa pigułka nie miałaby wpływu, więc panowie nie musieliby się obawiać, że staną się bezpłodni na zawsze.

Słowem, gen Katnal-1 odegra podwójną rolę – i w terapii mężczyzn z kłopotami rozrodczymi, i wtedy, gdyby ktoś chciał na pewien czas pozbawić swoje plemniki wigoru.

Odkrycie genu Katnal-1 wychodzi więc naprzeciw oczekiwaniom, by plemniki dopaść w ostatnim momencie – gen uaktywnia się w końcowej fazie mobilizacji tej wielomilionowej armii żołnierzy (jedna porcja ejakulatu zawiera od 35 do 200 mln plemników). Jeśli poprzez nieznany jeszcze czynnik zablokujemy białko regulujące ostatnią fazę formowania plemników i odetniemy je od substancji odżywczych – będą przypominać rezerwistów, którym odebrano broń. Zawsze w gotowości pozostaną jednak oddziały znajdujące się w koszarach, czyli komórki we wcześniejszych stadiach rozwoju, obecne w głębszych kanalikach jąder – gotowe przyjść z odsieczą, jeśli właścicielowi zależałoby na przywróceniu zdolności do zapłodnienia.

Czy istnieje inna droga do męskiej antykoncepcji? Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta, kierująca Katedrą Zdrowia Kobiety Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, ma nadzieję, że z odsieczą może przyjść immunologia: – Nie wiem, jak potoczą się losy terapii genowej, ale podanie mężczyznom szczepionki opartej na dość klasycznym w medycynie modelu antygen–przeciwciało może dać w końcu oczekiwany efekt.

Zadaniem takiego preparatu byłoby mobilizowanie organizmu mężczyzny do wytwarzania przeciwciał – na przykład skierowanych przeciwko białkom, bez których prawidłowy plemnik nie może powstać, lub utrudniających przenikanie ściany komórki jajowej. Taki specyfik nie musiałby być drogi, za to stosunkowo łatwy w produkcji. Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta sądzi, że to się w końcu kiedyś musi udać.

Niepewnie albo radykalnie

Taka czy inna – droga do męskiej pigułki będzie jeszcze bardzo kręta. Zupełnie jak ciasno upchana sieć kanalików w jądrze, gdzie miliony plemników przygotowują się do wypełnienia swej życiowej roli. Natura postawiła przed nimi tylko jedno zadanie: dotrzeć do komórki jajowej, a następnie uwolnić w niej przenoszony materiał genetyczny. Na przeszkodzie temu zadaniu ludzkość od czasów starożytnych stawiała rozmaite wynalazki: wkładki dopochwowe nasączane miodem, oliwą, wywarami ziołowymi, a nawet łajnem krokodyla, a przede wszystkim prezerwatywy, zrazu z płótna czy baranich jelit.

I męska antykoncepcja to praktycznie do dziś tylko prezerwatywy. (Przy braku wprawy ich skuteczność jest dość niska). Oraz wazektomia, czyli przecięcie lub podwiązanie nasieniowodów – metoda skuteczna w stu procentach, za to bardzo trudno odwracalna. W Europie Zachodniej i USA wazektomia jest bardzo popularna, zwłaszcza wśród par, którym urodziła się już planowana liczba dzieci. W Ameryce dokonuje się 600 tys. zabiegów rocznie. Większość mężczyzn deklaruje, że po sterylizacji poprawiły się ich relacje z partnerką. Żałuje zabiegu 6 proc.

 

Polski Kodeks karny traktuje sterylizację jako ciężkie uszkodzenie ciała i grozi 10 latami pozbawienia wolności. Powszechnie zabieg ten postrzegany jest jako kastracja, choć fizjologicznie nie zmienia się po niej nic, poza tym, że w ejakulacie nie ma plemników. W polskim prawie jest jednak luka. Karane jest nieodwracalne pozbawianie płodności. A – jak tłumaczy dr Eugeniusz Siwik – nieodwracalne byłoby usunięcie gonad. Po podwiązaniu nasieniowodów nadal możliwe jest pozyskanie materiału do zapłodnienia in vitro. Możliwe są także zabiegi przywracające drożność nasieniowodów, choć są one trudne, a ich skuteczność niska. Dr Siwik ma na koncie kilkaset zabiegów. Do prokuratury wzywany był raz, po donosie kolegi lekarza. Skończyło się na wyjaśnieniach.

Początkowo zabiegi wazektomii były wykonywane w pełnej narkozie, przy użyciu skalpela. Dziś operacja jest bezkrwawa i bezbolesna. Po półgodzinie pacjent może wsiąść do samochodu i jechać do domu. Trwają testy (m.in. w Indiach) nad podobnymi metodami blokowania nasieniowodów za pomocą silikonowych zatyczek czy przez wstrzykiwanie specjalnego płynu, który blokuje drogę plemnikom. Efekt ma być taki jak po wazektomii, ale przywrócenie płodności łatwiejsze.

Pacjenci dr. Siwika to zazwyczaj ludzie dojrzali, ale zdarzają się i dwudziestoparolatkowie. Wtedy zabieg poprzedza długa rozmowa.

Muszą sobie uświadomić konsekwencje, bo mogą ich dotknąć na całe życie. Ale to są mężczyźni, których myśl o dzieciach przyprawia o nerwowe torsje. Wolą zrezygnować z seksu niż ryzykować – mówi dr Siwik.

Oprócz warszawskiego gabinetu dr. Siwika, wazektomię w Polsce wykonuje się także w jednej z bydgoskich klinik. Polacy wyjeżdżają na zabiegi za granicę, głównie do Czech i Niemiec. Ale to i tak tylko 1 proc., jeśli chodzi o rynek antykoncepcji (dla porównania – w Europie 8 proc., a w USA 10 proc.).

Mimo że wazektomia nie jest u nas popularna, a wiedza o niej znikoma, 33 proc. Polaków opowiada się za legalną, dobrowolną sterylizacją. Dziś może nawet więcej, bo to sondaż sprzed 10 lat; nowszych nie ma. Jednak zmian w prawie nie należy się szybko spodziewać. Wszystko, co związane z płodnością i seksualnością, jest w Polsce obłożone ideologiczną klątwą, a państwo wychodzi z założenia, że obywatele nie powinni mieć w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia.

Pamięć czterodniowa

Kontrola nad własną płodnością jest więc polskim mężczyznom raczej obca.

Jak jednak wynika z sondaży, ponad 60 proc. kobiet chętnie scedowałoby na partnerów ten obowiązek. Jednocześnie wiele im nie ufa, więc nawet gdyby pojawiła się na rynku pigułka hamująca aktywność plemników, nie można wykluczyć, że panie w dalszym ciągu wolałyby się zabezpieczać na własną rękę.

Męska antykoncepcja sprawdzałaby się najlepiej u par, które nie mogą pozwolić sobie na dziecko, a kobiecie z powodów zdrowotnych nie wolno stosować żadnych hormonalnych środków zabezpieczających przed ciążą – mówi prof. Violetta Skrzypulec-Plinta. Sama ma jednak obawy, czy w męskiej naturze leży nawyk przestrzegania rygorów regularnego przyjmowania leków i wszelkich preparatów farmakologicznych. – Doświadczenie lekarskie podpowiada mi, że panowie nie są systematyczni. Z badań wynikło, że gdy mieli przyjmować codziennie jedną tabletkę witaminy, większość pamiętała o tym najwyżej przez cztery dni.

Idealny środek antykoncepcyjny zaakceptowany przez mężczyzn powinien więc być nie tylko skuteczny, ale wygodny w stosowaniu.

Tylko czy oni to w ogóle łykną? Pigułka, nawet jeśli będzie dostępna, raczej w jakiś radykalny sposób nie zmieni życia ani pozycji społecznej mężczyzny. Dziś, w epoce związków partnerskich, może dać większe spektrum wyboru i pozwoli dzielić się odpowiedzialnością; choćby w takich przypadkach, gdy kobieta ze względów zdrowotnych nie może stosować antykoncepcji. Mężczyzn może przekonać argument, że seks jest o wiele przyjemniejszy, kiedy nie towarzyszy mu strach przed niechcianą ciążą. Ale determinacja kobiet w unikaniu tego dramatu, mimo skutków ubocznych antykoncepcji, zawsze była ogromna. Mężczyźni nie są poddani ani tak silnej presji kulturowej, ani psychologicznej.

„Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem” – mawiała Floryne Kennedy, amerykańska prawniczka i działaczka feministyczna. Można by dodać, że w tej sytuacji pigułka dla mężczyzn też od dawna byłaby dostępna.

Polityka 27.2012 (2865) z dnia 04.07.2012; Kraj; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "DOSSIER: Czy oni to łykną?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zofia Posmysz – nikt w taki sposób jak ona nie napisał o Auschwitz

Te książki najlepiej czytać razem: wywiad rzekę z Zofią Posmysz „Królestwo za mgłą” i jej wznowioną powieść – arcydzieło „Wakacje nad Adriatykiem”.

Justyna Sobolewska
14.02.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną