Czym jest ochrona międzyplanetarna?

Żeby nie zarazić życiem
Rozmowa z dr Catharine Conley, szefową działu ochrony planetarnej NASA
Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane z niskiej orbity. Na tle nieba widać cienką atmosferyczną otoczkę planety.
aulkin/Wikipedia

Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane z niskiej orbity. Na tle nieba widać cienką atmosferyczną otoczkę planety.

Dr Catherine Conley zajmuje się w NASA ochroną planet i księżyców Układu Słonecznego przed skażeniem organizmami pochodzącymi z Ziemi.
Paul Alers/NASA

Dr Catherine Conley zajmuje się w NASA ochroną planet i księżyców Układu Słonecznego przed skażeniem organizmami pochodzącymi z Ziemi.

Marsjański łazik Curiosity (Ciekawość). Będzie pracował na Marsie przez 98 tygodni i popkona dystans conajmniej 20 km.
NASA

Marsjański łazik Curiosity (Ciekawość). Będzie pracował na Marsie przez 98 tygodni i popkona dystans conajmniej 20 km.

Jarosław Marczuk: – Czym właściwie zajmuje się pani komórka?
Dr Catharine Conley: – Ochroną planet przed ich skażeniem organizmami pochodzącymi z Ziemi. Zwłaszcza tych, na których może lub mogło istnieć życie. Taką planetą jest Mars. Skoro zamierzamy na nim szukać życia, głupio byłoby najpierw go „zakazić” ziemskimi organizmami, a potem je odkryć jako marsjańskie życie. Poza tym strzeżemy naszą planetę, by próbki materii pochodzącej z innego ciała niebieskiego nie zaszkodziły ziemskiemu ekosystemowi.

Istnieje takie ryzyko? Czy to raczej my możemy wyrządzić więcej szkody innym planetom niż one nam?
Już w połowie lat 50. ubiegłego wieku, zanim jeszcze wystartował pierwszy Sputnik, Międzynarodowa Federacja Astronautyczna była świadoma, że będziemy szukać życia w kosmosie. W Traktacie o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 r., podpisanym m.in. przez USA i ZSRR, państwa sygnatariusze zobowiązały się do zapobiegania skażeniu innych planet i ochrony Ziemi. W NASA, zanim gdziekolwiek wyślemy sondę kosmiczną, najpierw analizujemy, czy w miejscu docelowym mogłoby istnieć życie. Na początku programu Apollo nie byliśmy pewni, co znajdziemy na Księżycu i dlatego sterylizowaliśmy wszystkie nasze pojazdy przed startem. Ale im więcej się o nim dowiadywaliśmy, tym bardziej zdawaliśmy sobie sprawę, że ziemskie życie nie jest w stanie tam przetrwać. Dlatego obecnie nie podejmujemy żadnych specjalnych środków zapobiegawczych przed wyruszeniem na Księżyc. Podobnie postępujemy w przypadku planetoid, komet i większości ciał niebieskich w naszym Układzie Słonecznym. W zasadzie tylko trzy obiekty uważamy za wyjątkowe, za takie, na których może występować życie, co oznacza też, że ziemskie organizmy mogłyby na nich przetrwać.

Co to za obiekty?
Mars, jeden z księżyców Jupitera – Europa, i księżyc Saturna – Enceladus. Wszystkie misje tam kierowane muszą spełnić surowe wymagania wynikające z ochrony planetarnej.

Jak to wygląda w przypadku Marsa?
Zanim wyślemy tam statek kosmiczny, upewniamy się, że jest on bardzo dokładnie wyczyszczony – to oznacza, że ma mniej niż 300 zarodników termoodpornych bakterii na metr kwadratowy poszycia. Na przykład Mars Science Laboratory (MSL), która ma wylądować na Czerwonej Planecie 6 sierpnia (patrz: ramka) przenosi mniej mikroorganizmów z Ziemi, niż ma ich pan na swoich dłoniach. Jednak w miarę upływu czasu – im lepiej poznajemy Marsa, tym łagodniejsze są te wymogi. Dotyczy to chociażby lądowania w okolicy marsjańskiego równika. Tam ziemskie życie ma o wiele mniejsze szanse na przetrwanie.

Czym czyści się statek kosmiczny?
W zasadzie szorujemy go bardzo czystą ścierką nasączoną alkoholem.

A mimo to mikroorganizmy mają szansę przetrwać?
Tak. Na MSL jest około ćwierć miliona termoodpornych mikrorganizmów, co pozostaje w zgodzie z przepisami międzynarodowymi dla tego typu misji, które dopuszczają ich nawet milion. Gdyby lądownik osiadł w miejscu bardziej sprzyjającym przetrwaniu życia, wtedy on sam i aparatura na jego pokładzie musiałyby spełniać surowsze wymagania.

Czyli?
Na przykład mechaniczne ramię Phoenixa, który wylądował na Marsie w 2008 r. w okolicach bieguna północnego, zostało wyprażone w specjalnym piecu, co pomniejszyło liczbę obecnych na nim organizmów co najmniej 10 tys. razy.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że wysłane na Marsa sondy, m.in. programu Viking, już go zanieczyściły ziemskimi mikrobami...
Jeden z moich kolegów pracujący przy tym programie [realizowanym w latach 1976–80 – red.] zapewnia, że sondy zostały wysterylizowane zgodnie z obowiązującymi wówczas kryteriami. Rzeczywiście, w trakcie misji uświadomiono sobie, że niektóre ziemskie mikroorganizmy są bardziej wytrzymałe niż z początku sądzono. Prawdopodobnie w środku lądowników Viking 1 i Viking 2 wciąż były żywe mikroby, ale nigdy nie udało się im z nich uwolnić. Dlatego cały ten program w kategoriach ochrony planetarnej uznałabym za sukces.

W przypadku najnowszej ekspedycji MSL też były jakieś niespodzianki?
Owszem. W NASA początkowo zakładano, że łazik Curiosity będzie wiercił w lodzie, a więc w środowisku, w którym życie ma większe szanse na przetrwanie. Dlatego wiertło do tego przeznaczone planowano wyprażyć. Jednak gdy zdecydowano o przeniesieniu miejsca lądowania w okolice marsjańskiego równika, gdzie, jak wspomniałam, warunki do przetrwania życia są znacznie gorsze, obniżyliśmy wymagania ochrony planetarnej do poziomu stosownego podczas wierceń w tego typu środowisku. Mimo to MSL jest najbardziej wymagającą pod względem czystości misją w swojej kategorii w historii NASA.

Skoro wysłanie łazika wiąże się z tyloma wyzwaniami, to jak problem bezpieczeństwa planetarnego rozwiążecie w przypadku wyprawy załogowej na Marsa?
Człowieka nie można wysterylizować tak jak sondy Viking, boby tego nie przeżył. Dlatego wytyczne międzynarodowych gremiów proponują minimalizację szkód poprzez opracowanie odpowiednich skafandrów kosmicznych i habitatów marsjańskich oraz maksymalne wykorzystanie maszyn w celu ograniczenia kontaktu ludzi ze środowiskiem naturalnym Marsa. Ponadto proponuje się, aby załogowe misje lądowały w miejscach mało sprzyjających przetrwaniu życia, takich jak okolice równika. Stamtąd do szukania życia wysyłane będą wysterylizowane łaziki bezzałogowe. Jednak to człowiek, a nie maszyna, może przeprowadzić lepsze badania naukowe. Żeby jednak się znalazł na Marsie, musimy rozluźnić ograniczenia związane z ochroną planetarną i tym samym dopuścić do sytuacji, w której może dojść do niewielkiego skażenia. Nie oznacza to, że zmieniamy nasze generalne stanowisko – nadal chcemy chronić Marsa.

NASA ma już odpowiednią do tego technologię?
Zanim dojdzie do załogowej misji na Marsa, upłyną dekady. Dziś nikt na świecie nie ma takiej technologii, choć powinna się ona pojawić w krótkim czasie. Jak dotąd, z pojazdów kosmicznych wydostaje się zbyt dużo mikroorganizmów.

Wyzwaniem będzie też ochrona Ziemi przed ewentualnymi mikrobami przywleczonymi z Marsa przez powracającą załogę?
To cała gama nowych wyzwań. Potrzebujemy nowych wytycznych i procedur, w jaki sposób monitorować zdrowie astronautów w trakcie misji i po powrocie na Ziemię.

A gdyby ktoś z członków marsjańskiej misji podczas powrotu poczuł się źle z nieznanych powodów?
Będziemy mieli poważny problem. W długiej historii prawa morskiego statek opanowany przez zarazę zawracano do ostatniego portu, z którego wyszedł. Czy prawo morskie można zaadaptować do warunków kosmicznych? To coś, nad czym obecnie głowią się prawnicy, a i próbka wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć przed wysłaniem ludzi na Marsa.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną