Gdy brakuje ci tchu

Tsunami w płucach
Zadyszkę i brak tchu wiążemy zwykle z chorobami serca. Warto sprawdzić, czy to nie wina oskrzeli.
Obraz płuc 76-letniej palaczki papierosów. Zmiany w lewym płucu wskazują na POChp.
FPM/Getty Images/FPM

Obraz płuc 76-letniej palaczki papierosów. Zmiany w lewym płucu wskazują na POChp.

Rozdęte pecherzyki płucne i zwężone drobne oskrzeliki, w których rozwija się stan zapalny.
SPL/EAST NEWS

Rozdęte pecherzyki płucne i zwężone drobne oskrzeliki, w których rozwija się stan zapalny.

Wystarczy kilkunastosekundowa przerwa w dopływie powietrza do płuc, a już pojawia się lęk przed śmiercią. – Nie ma dla lekarza bardziej przykrego widoku niż duszący się człowiek, któremu nie można pomóc – wyznaje prof. Karina Jahnz-Różyk, kierownik Zakładu Immunologii i Alergologii Klinicznej z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Widziała w oczach chorych ten strach. Twarz nabiera nagle sinawego koloru, mięśnie klatki piersiowej kurczą się w spazmach, na szyi nabrzmiewają żyły. Usta próbują łapczywie zaczerpnąć tchu, ale na wykrzywionej twarzy nie ma nic poza rozpaczą i przerażeniem.

Kaszel to nie katar

Oddychanie i krążenie krwi to fundamenty życia. Ale w porównaniu z pracą serca, którą słychać po przyłożeniu ucha do piersi i łatwo wyczuć w postaci fali tętna, płuca napełniają się powietrzem cicho. Co prawda osłuchiwanie klatki piersiowej, wprowadzone przez francuskiego lekarza Rene Laenneca na przełomie XVIII i XIX w., weszło do kanonów badania lekarskiego, ale z umiejętności tej korzystają tylko wyćwiczeni w sztuce medycy, potrafiący zrozumieć znaczenie szmerów, rzężeń, trzeszczeń i świstów. W normalnych warunkach oddychamy bezwiednie. Chcąc się przekonać, jak to jest, gdy brakuje tchu, trzeba wykonać eksperyment: zatkać nos i włożyć głowę pod wodę. Ile uda się wytrzymać bez uczucia narastającej duszności?

Takiej męki, tyle że na co dzień i nie pod wodą, doświadczają osoby z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP), czyli ze zwężonymi oskrzelami, przez które z trudem przeciska się powietrze. Choroba rozwija się podstępnie. – To trwa nieraz 20 lat – ostrzega prof. Karina Jahnz-Różyk. – Zaczyna się wkrótce po rozpoczęciu palenia papierosów, choć wtedy nie jest jeszcze dolegliwa. Po kilkunastu latach pojawia się zadyszka przy wchodzeniu po schodach. Z roku na rok nasila się duszność. W końcu najprostsze czynności, takie jak mycie, ubieranie, jedzenie, chory okupuje znacznym wysiłkiem.

I kaszle.

Ale kto bierze kaszel za objaw poważnej choroby? Zwłaszcza nie są nim zaniepokojeni palacze papierosów, którym wydaje się, że w ten sposób oczyszczają drogi oddechowe z dymu i toksyn. Przyzwyczaili się do kaszlu, choć wielu światowych ekspertów leczenia POChP zwraca uwagę, by nie bagatelizować pokasływania. Prof. Antonio Anzueto z University of Texas Health Science Center w San Antonio przestrzega: – Ludzie zdrowi nie kaszlą codziennie! To jest sygnał, że trzeba sprawdzić stan dróg oddechowych, bo im wcześniej uda się wykryć zmiany w małych oskrzelikach, tym łatwiej będzie zapobiec późniejszym konsekwencjom.

Wydawałoby się, że skoro nie kaszel, to uczucie duszności – na przykład podczas wchodzenia po schodach – będzie dzwonkiem alarmowym, który przyspieszy wizytę u lekarza. Ale nic z tych rzeczy, bo zamiast ustalić przyczynę zmęczenia (które do tej pory się nie pojawiało), łatwiej... wsiąść do windy. – Palacze papierosów wynajdują mnóstwo powodów, by nie rzucić nałogu – twierdzi prof. Anzueto. – I zrobią wszystko, by uwierzyć, że mimo palenia nie słabną na zdrowiu.

Pulmonolodzy powiadają, że POChP nie zaczyna się od pierwszej duszności, tylko wraz z pierwszym wypalonym w życiu papierosem. – I staje się chorobą na całe życie, jak cukrzyca lub astma – mówi prof. Jahnz-Różyk. Nawet mimo rzucenia palenia zwężenie oskrzeli nadal się utrzymuje i stan dróg oddechowych nie wróci do zdrowej postaci. – Ale przynajmniej choroba nie będzie postępować, można ją trzymać w ryzach.

Okazuje się jednak, że na wielu palaczach papierosów wizja zwężonych oskrzeli nie robi większego wrażenia. To co innego niż chore serce (gdzie też, notabene, dochodzi do zwężeń, tyle że w naczyniach wieńcowych). Przebyty zawał jest dla nich na tyle nagłym i bolesnym doświadczeniem, że większość już do nałogu nie wraca. A nie zważając na POChP – palą dalej.

Wśród moich pacjentów 35 proc. to aktywni palacze – żali się prof. Jahnz-Różyk. Czy mogłaby ich jednak nie leczyć? Czesi niektóre leki refundują tylko chorym, którzy przestali palić (są metody laboratoryjne pozwalające sprawdzić, czy pacjent nie oszukuje). U nas taki preparat dostępny jest za stawkę ryczałtową dla będących w zaawansowanym stadium choroby, a pacjenci w lżejszym stanie dopłacają 30 proc. (ok. 30 zł miesięcznie). Czy nie sprawiedliwszy jest model czeski, motywujący do rzucenia nałogu, niż polski? Wielu chorych nie rozumie, dlaczego wraz z poprawą stanu zdrowia odbiera się im ryczałt na lek, który powinni przyjmować do końca życia. A zdarzają się nawet tacy, którzy wolą cierpieć i mieć chorobę bardziej zaawansowaną, niż więcej płacić.

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną