Niebezpieczne uzależnienie od ropy

Na bakier z bakiem
Czy można wyobrazić sobie świat bez ropy naftowej? Trudno, lecz warto zacząć ćwiczyć umysł już dziś – przekonuje brytyjski socjolog John Urry. Obecny kryzys pokazał, że przyszłość może nadejść szybciej, niż przewidują optymistyczne prognozy nafciarzy.
Nawet George W. Bush, znany przyjaciel nafciarzy, stwierdził, że Ameryka wpadła w naftowy nałóg.
Jimwmurphy/Wikipedia

Nawet George W. Bush, znany przyjaciel nafciarzy, stwierdził, że Ameryka wpadła w naftowy nałóg.

W okresie 2002-08 ceny ropy wzrosły realnie pięciokrotnie.
Matt Jeacock/Getty Images/FPM

W okresie 2002-08 ceny ropy wzrosły realnie pięciokrotnie.

Właściciele koncernów naftowych zacierają ręce z radości. Cieszą ich zarówno obecne wysokie ceny ropy, jak i perspektywy – w najbliższych latach systematycznie rosnąć będzie popyt, głównie za sprawą niepowstrzymanego apetytu krajów rozwijających się, z Chinami i Indiami na czele. Jednocześnie jednak rosnąć też ma wydobycie surowca. Do gry wraca nie tylko Irak, lecz również największy producent ropy sprzed stu lat – Stany Zjednoczone. Do 2030 r. mogą one uzyskać niezależność energetyczną i stać się ponownie największym producentem ropy, dzięki rozwojowi technologii wydobycia tzw. ropy zaciśniętej.

– Nie cieszmy się przedwcześnie z tych zapowiedzi – ostrzega John Urry, brytyjski socjolog z Lancaster University. Właśnie ukazała się jego książka „Societies Beyond Oil” (Społeczeństwa po ropie). – Tania ropa wyczerpała się, kolejne odkrycia dotyczą zasobów niekonwencjonalnych. Ich wydobycie jest nie tylko droższe, lecz także mniej opłacalne pod względem bilansu energii – coraz więcej jej potrzeba, żeby dobrać się do energii zmagazynowanej w surowcu. Nawet Międzynarodowa Agencja Energii przyznała, że przełom nastąpił w 2006 r. Od tego czasu popyt na ropę rośnie szybciej, niż są go w stanie zaspokoić źródła konwencjonalne.

Dla większości nafciarzy myśl o osiągnięciu punktu przełomu, czyli peak oil, brzmi absurdalnie – przecież zgodnie z prawami ekonomii, kiedy rośnie popyt, rosną też ceny, co zachęca korporacje do inwestowania zarówno w poszukiwania nowych złóż, jak i rozwijania nowych technologii uzyskiwania surowca. W konsekwencji po chwilowej zapaści wszystko powinno wrócić do normy. Tak jak po kryzysach naftowych lat 70. XX w. nadeszły dwie dekady, kiedy ropa kosztowała mniej niż woda. To dzięki niskim cenom czarnego złota Związek Sowiecki pogrążył się w nieodwracalnym kryzysie, bo nagle stracił dopływ twardej waluty. I to dzięki niskim cenom ropy mogła w latach 90., już po upadku ZSRR, przyspieszyć globalizacja.

Naftowe domino

I tu właśnie zaczyna się problem – twierdzi John Urry. Ropa w epoce neoliberalnej globalizacji przestała być tylko podstawowym surowcem energetycznym, stała się kluczowym elementem światowego systemu finansowego – rodzajem waluty, na której buduje się coraz bardziej skomplikowane mechanizmy spekulacji giełdowych. – Ropa jest obecnie podstawą dla ponad 70 instrumentów pochodnych, co znakomicie destabilizuje rynek tego surowca i wiąże ruchy jego cen ze spekulacjami, a nie tylko z grą popytu i podaży – wyjaśnia Urry. Niestety, oddziaływanie jest dwustronne – gdy napięcie między podażą a popytem na ropę zaczyna być zbyt duże, pęka nie tylko rynek surowców, lecz cały globalny system finansów. – Tak się stało w 2007 r. Załamanie amerykańskiego rynku nieruchomości, które dalej doprowadziło w 2008 r. do krachu systemu kredytowego, to nic innego jak skutek kryzysu naftowego – twierdzi brytyjski socjolog.

Kryzys w istocie rozpoczął się w 2005 r., kiedy huragany Katrina i Rita pozbawiły Stany Zjednoczone, największego konsumenta ropy na świecie, znacznej części infrastruktury potrzebnej do przerabiania surowca oraz zakłóciły jego wydobycie w Zatoce Meksykańskiej. – Okazało się, że światowe rafinerie nie są w stanie uzupełnić amerykańskich niedoborów benzyny, a z kolei producenci ropy, nawet Arabia Saudyjska, przekonali się, że nie mogą szybko zwiększyć wydobycia surowca. Do tego Chiny przestały być eksporterem netto...

Ceny ropy poszybowały w górę. W okresie 2002–08 wzrosły realnie pięciokrotnie, a jeśli cofnąć się do 1990 r., to czternastokrotnie! W tym miejscu zaczyna się robota dla socjologa. Czas taniej ropy, czyli dekady lat 80. i 90., to czas rozkwitu amerykańskiej klasy średniej budującej swój ekonomiczny status na nieruchomościach. Ważny element amerykańskiego marzenia – domek na przedmieściach – stał się dostępny na skalę masową dzięki taniemu paliwu, które otworzyło dostęp do tańszych gruntów położonych z dala od miejskich centrów.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną