Nauka

Olśniewające zaćmienie

Zaćmienie, które olśniło Kopernika

Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu. Piotr Majewski / Polityka
Tradycja głosi, że Mikołaj Kopernik ujrzał pierwodruk swego dzieła „O obrotach” dopiero na łożu śmierci we Fromborku w 1543 r. A co zainspirowało urodzonego w Toruniu 540 lat temu przyszłego astronoma do obrania drogi naukowej, zwieńczonej odkryciem nowego ładu Wszechświata?
Ostatnie chwile Mikołaja Kopernika. Reprodukcja obrazu Aleksandra Lessnera.Wikipedia Ostatnie chwile Mikołaja Kopernika. Reprodukcja obrazu Aleksandra Lessnera.
Częściowe zaćmienie Słońca widziane w Polsce 4 stycznia 2011 r.Brydzo/Wikipedia Częściowe zaćmienie Słońca widziane w Polsce 4 stycznia 2011 r.

Zaczyna się od patrzenia w rozgwieżdżone niebo i zadawania sobie pytań. Z czasem samo zetknięcie z firmamentem już nie wystarcza i przechodzimy do studiowania literatury astronomicznej. Dla najbardziej wytrwałych to zajęcie staje się profesją – opowiada prof. Aleksander Wolszczan, odkrywca pierwszego pozasłonecznego układu planetarnego.

W przypadku Mikołaja Kopernika z całą pewnością wiemy, że 9 marca 1497 r. przeprowadził obserwację zakrycia gwiazdy Aldebaran przez Księżyc. Był wtedy na studiach w Bolonii i asystował profesorowi astronomii Domenico Marii Novarze. Nie ulega także wątpliwości, że wcześniej – w latach 1491–95 – Kopernik słuchał w Krakowie wykładów Wojciecha z Brudzewa o ruchu ciał niebieskich oraz uczył się posługiwania instrumentami astronomicznymi. We wspomnieniach swego ucznia i powiernika – Jerzego Joachima Retyka – w czasie studiów w Akademii Krakowskiej Mikołaj Kopernik jawił się nie jako adept, lecz raczej pomocnik w prowadzeniu obserwacji nieba. Oznaczałoby to, że przyszły odkrywca przybył do Krakowa już z podstawową wiedzą i pewnym doświadczeniem astronomicznym. Czyżby więc życiowa pasja uczonego miała zrodzić się w rodzinnym Toruniu?

Spuścizna Gesselena

Toruńskie kalendarium wielkiego astronoma jest bardzo skromne. Urodził się 19 lutego 1473 r. w rodzinie kupca Mikołaja Kopernika i Barbary Watzenrode. Po śmierci ojca (1483 r.) opiekę nad nim przejął wuj – Łukasz Watzenrode, późniejszy biskup warmiński. W 1491 r., ukończywszy szkołę parafialną przy kościele św. Jana, 18-letni Mikołaj wyjechał na studia do Krakowa. Niewykluczone, że właśnie w toruńskiej szkole Kopernik po raz pierwszy usłyszał o Słońcu, Księżycu i planetach. Uczył tam bowiem Konrad Gesselen – astronom i matematyk, który mógł prowadzić samodzielne obserwacje.

Gesselen był rektorem szkoły oraz właścicielem sporej biblioteki gromadzącej dzieła astronomiczne i humanistyczne. Własnoręcznie sporządził odpis „Tablic Alfonsyńskich” – głównego naonczas zbioru efemeryd, na podstawie których przewidywano położenie planet na niebie. Przetłumaczył też kronikę Wiganda z Marburga dla Jana Długosza. Wprawdzie w toruńskich latach Kopernika Gesselen już nie żył, ale zapewne przetrwał jego zbiór astronomicznych ksiąg, traktatów, rękopisów oraz tradycja nauczania astronomii w szkole świętojańskiej na wysokim poziomie.

Przedmiot, którego uczył się Kopernik, w zasadzie sprowadzał się do śledzenia i zapisywania ruchu planet oraz przewidywania ich położenia na sferze niebieskiej; dotyczyło to także Słońca i Księżyca. Było to zajęcie ważne – także dla życiowej praktyki. – Żaden szanujący się człowiek czasów późnego średniowiecza nie podejmował istotnych decyzji bez astrologicznych konsultacji – tłumaczy dr Anna Ziemlewska, historyk epoki ze stacji PAN w Wiedniu. Szczęśliwie Mikołaja Kopernika bardziej pociągnęła tajemnica ruchu planet niż tajemnica ludzkich losów zaklęta w horoskopy.

Konrad Gesselen i Watzenrodowie byli sąsiadami. Ich domy przy ulicy św. Anny w Toruniu (dziś – ulicy Kopernika) przylegały do siebie. Dziadek Mikołaja Kopernika ze strony matki przyjaźnił się z rektorem szkoły świętojańskiej. Z kolei wspomniany już wuj Łukasz przez kilka lat pełnił funkcję następcy Gesselena na stanowisku naczelnego bakałarza. Łatwo więc przyjąć, że w rodzinie Koperników pamięć o nauczycielu astronomie była żywa i zachowała się w szczegółach. Trudniej za to o wskazanie miejsca urodzin samego Mikołaja Kopernika.

Każdy, kto był w Toruniu, trafił zapewne do Domu Kopernika. Strojna gotycka kamienica należała do rodziny kupca, ale wcale nie jest pewne, czy jego syn Mikołaj w ogóle tam mieszkał. Ostatnie badania historyków zdają się wskazywać, że wcale tak być nie musiało, a to za sprawą przenosin rodziny Koperników do większego domu przy Rynku Staromiejskim. Budynek zaliczał się do najwystawniejszych w Toruniu, wyróżniał się okazałymi oknami zaopatrzonymi w witraże oraz glazurowanymi cegłami zdobiącymi fasadę, przez co nazywano go Glasenhaus (glazurowy lub szklany dom). Już od końca XIV w. właścicielami połowy opisywanej nieruchomości byli Watzenrodowie. Niestety, budynek nie dotrwał do naszych czasów – zburzono go, a w jego miejscu w 1906 r. postawiono dom towarowy, istniejący z przerwami do dziś. Niemal naprzeciwko dawnego Glasenhaus wznosi się pomnik Mikołaja Kopernika.

Wspaniała kamienica

Z okien rodzinnej kamienicy przyszły astronom miał sposobność śledzenia ważnych wydarzeń w mieście. XV-wieczny Toruń był jednym z najbardziej liczących się ośrodków ekonomicznych i politycznych Polski. Po wojnie trzynastoletniej z krzyżakami, zakończonej drugim pokojem toruńskim (1466 r.), miasto uzyskało silny protektorat ze strony króla Kazimierza Jagiellończyka, który udzielał mu licznych przywilejów, m.in. prawa składu na wszystkie towary wywożone z ziem polskich do Gdańska.

Król niejednokrotnie odwiedzał Toruń, skąd prowadził działania militarne i dyplomatyczne przeciw krzyżakom. 6 marca 1485 r. Kazimierz Jagiellończyk zwołał do Torunia zjazd stanów Prus Królewskich. Przez sześć tygodni miasto było widownią ważnych spotkań dostojników Korony, Prus i Zakonu Krzyżackiego. Jednym z wiodących tematów debaty była obrona południowych rubieży kraju przed Turkami i związana z tym koncepcja przeniesienia krzyżaków na Podole.

Wielkie poruszenie wśród mieszkańców i gości grodu nad Wisłą wywołało nie tylko to polityczne spotkanie na szczycie. W czasie zjazdu doszło bowiem do zaćmienia Słońca. 16 marca 1485 r. obserwatorzy podziwiali wprawdzie zjawisko częściowe, lecz bardzo głębokie; pas całkowitego zaćmienia przebiegał niedaleko na południe od Krakowa. Pogoda najpewniej sprzyjała, czego potwierdzeniem mogą być licznie zachowane opisy przebiegu zjawiska w fazie całkowitej, pochodzące z terenu dzisiejszych Niemiec, Austrii i Szwajcarii. W Toruniu kulminacja zaćmienia nastąpiła na godzinę przed zachodem Słońca; w maksimum tarcza Księżyca przesłoniła Słońce w blisko 90 proc. Zjawisko było zatem dostrzegalne bez trudu, a zapowiedź jego wystąpienia zapewne była znana torunianom i ich gościom.

Słońce świeciło w postaci cienkiego rogalika, nisko nad sylwetką miasta. Przypominało znak rosnącego w potęgę islamu i – kto wie – być może symbolika zjawiska została wykorzystana przez króla Kazimierza w rozmowach z wielkim mistrzem Marcinem von Truchsessem. Do polsko-krzyżackiej debaty w sprawie wspólnej wyprawy przeciw Turkom doszło nazajutrz. Jak wiemy, rozmowy okazały się bezowocne.

Zgoła odmienne owoce mogło przynieść opisywane zdarzenie dla 12-letniego Mikołaja Kopernika. Obecność króla i wielu innych osobistości w sąsiadującym z rodzinnym domem ratuszu, podniosły nastrój w mieście i spektakularne zjawisko na niebie niewątpliwie wywarły ogromne wrażenie na młodzieńcu. Łatwo wyobrazić sobie też, że nauczyciele quadrivium (nauk ścisłych, w tym astronomii) ze świętojańskiej szkoły, dysponując źródłami wiedzy oraz instrumentami odziedziczonymi po mistrzu Gesselenie, potrafili dość precyzyjnie nie tylko przewidzieć zaćmienie Słońca, ale przygotować i przeprowadzić jego obserwacje.

Świadek zaćmienia

Nawet jeśli nie odbyły się one w sposób zorganizowany, Kopernik mógł oglądać to zjawisko z okien swego domu, zaopatrzonych w liczne witraże. Wystarczyło dobrać odpowiednio ciemną szybkę w mozaice i śledzić przebieg zaćmienia. Tuż po fazie maksymalnej Słońce i Księżyc znajdowały się zaś tak nisko nad horyzontem, że prawdopodobnie szklany filtr nie był już potrzebny. Zastąpiła go warstwa przyziemnych mgieł i obłoków, skutecznie blokująca słoneczny blask. Niewykluczone, że na ostatnią część zaćmienia młody Mikołaj Kopernik popędził nad Wisłę; sąsiadująca z jego domem wieża ratuszowa najpewniej zasłaniała Słońce i Księżyc krótko przed zachodem. Z nadwiślańskiego portu leżącego poza murami miejskimi zjawisko było nadal widoczne. Możliwe, że smukły nastolatek o wyraźnych rysach i bystrym spojrzeniu z zapartym tchem śledził je do samego końca…

W życiu każdego astronoma jest moment pierwotnego zachwytu niebem, który decyduje o wyborze życiowej drogi – wyjaśnia Jerzy Rafalski, astronom z toruńskiego Planetarium. Nawet jeśli po latach poważnemu uczonemu trudno się do tego przyznać, to zawsze u źródeł naukowego sukcesu leży świadome przeżycie pierwszej obserwacji oraz zafascynowanie pięknem i tajemnicą Wszechświata.

W 540 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika puszczamy wodze wyobraźni, ale w historii młodzieńczych lat wielkiego astronoma jedno wydaje się wielce prawdopodobne: na początku był zachwyt.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną