Meandry ludzkiej ewolucji

Mistyczna małpa
Rozmowa z dr. Marcinem Ryszkiewiczem, ewolucjonistą i popularyzatorem nauki, o największych zagadkach ludzkiego rodu.
Marcin Ryszkiewicz - geolog i ewolucjonista, wybitny popularyzator nauki i tłumacz.
Leszek Zych/Polityka

Marcin Ryszkiewicz - geolog i ewolucjonista, wybitny popularyzator nauki i tłumacz.

materiały prasowe

Alfred Russel Wallace (1823-1913), brytyjski biolog i przyrodnik.
Mary Evans Picture Library/EAST NEWS

Alfred Russel Wallace (1823-1913), brytyjski biolog i przyrodnik.

Marcin Rotkiewicz: – Czy można ewolucję człowieka traktować jako zjawisko mistyczne?
Marcin Ryszkiewicz: – Tak twierdził Alfred Russel Wallace – uczony, który niezależnie od Karola Darwina sformułował teorię ewolucji, ale został zepchnięty w jego cień i dziś, poza wąskim gronem specjalistów, jest niemal całkowicie zapomniany. Niesłusznie, bo był myślicielem nie tylko dorównującym autorowi „O powstawaniu gatunków”, ale nawet pod pewnymi względami go przewyższającym. Niektórzy uważają wręcz, że zasługuje na miano jednego z najwybitniejszych intelektualistów, jakich wydała ludzkość.

Tylko że Darwin stąpał mocno po ziemi, a pod wpływem swej nauki porzucił w końcu wiarę religijną. Tymczasem Wallace coraz bardziej skłaniał się w stronę mistycyzmu i spirytyzmu.
To właśnie wielki paradoks w historii ewolucjonizmu: dwóch ojców tej samej nauki, pod wieloma względami intelektualnie podobnych do siebie, staje po przeciwnych stronach barykady, gdy chodzi o stosunek do człowieka i jego fenomenu. Darwin mówił w tym kontekście o „mordowaniu (przez Wallace’a) ich wspólnego dziecka” (idei doboru naturalnego). Wybitny ewolucjonista David Barash nazwał to w swej niedawnej książce „intelektualnym pojedynkiem gigantów”.

Wielu ewolucjonistów nie mogło wybaczyć Wallace’owi tej niezrozumiałej dla nich metamorfozy, co z pewnością zaciążyło na losach jego naukowej i intelektualnej spuścizny. Ale dziś Wallace – choć niekoniecznie jego mistycyzm – jest rehabilitowany, bo staje się jasne, że te jego mistyczne odwołania pozwalały mu dostrzec w człowieku i jego ewolucji paradoksy, których „stąpający twardo po ziemi” darwiniści nieraz nie potrafili zauważyć.

Miał rację? Jesteśmy absolutnie wyjątkowym gatunkiem?
Wallace był o tym przekonany. W swej ostatniej, świetnej książce „Miejsce człowieka we Wszechświecie” starał się pokazać niezwykłość naszego gatunku nie tylko na tle reszty ziemskiej przyrody, ale i całego kosmosu. Analizując w niej różne trudne do zrozumienia paradoksy naszego położenia i naszej ewolucji, nazwał w niej Wszechświat „najlepszym narzędziem do wytworzenia człowieka”. Zawarte w tej książce myśli dziś nabierają nowego sensu, a on sam staje się niemal idealnym prekursorem tzw. zasady antropicznej w kosmologii, wedle której cechy Wszechświata sprzyjają powstaniu życia i człowieka.

W czasach, gdy powszechnie wierzono w kanały na Marsie i marsjańską cywilizację, „mistyczny” Wallace racjonalnie punktował stojące za tym urojenia. Paradoks Wallace’a polega na tym, że był on bardziej darwinowski od samego Darwina i potrafił znaleźć ewolucyjne wyjaśnienia najbardziej zaskakujących zjawisk, ale w człowieku i jego ewolucji dostrzegał tyle sprzecznych z ewolucyjną logiką fenomenów, że uznał w końcu, iż dla niektórych przypadków musi zastąpić dobór naturalny „wyższą siłą duchową”. Darwin odwrotnie – bagatelizował naszą niezwykłość i wszystkie nasze cechy starał się tłumaczyć tak jak inne biologiczne adaptacje. Metodologicznie był z pewnością bardziej „naukowy”, ale to dzięki swemu mistycyzmowi Wallace potrafił zgromadzić imponującą listę cech, które człowieka szczególnie wyróżniają.

Na czym miałby polegać ten mistycyzm ewolucji człowieka?
Warto odróżniać autentyczny mistycyzm, który nauce nie przystoi, od tych „zadziwień” Wallace’a pozwalających dostrzec paradoksy naszej kondycji i naszej ewolucji. Gdy zastanawiałem się nad tytułem mojej nowej książki, to takie właśnie wyrażenia przychodziły mi do głowy: „Homo sapiens, ewolucyjne zadziwienia”, „Paradoksy naszej ewolucji”, a nawet – przez pewien czas – „Czy człowiek jest pomyłką ewolucji”. Ten ostatni tytuł długo się utrzymywał, bo może najlepiej oddawał istotę tych zadziwień – dostrzegamy coraz częściej nie tyle, jak kiedyś, doskonałość naszego gatunku, co raczej ogrom takich właśnie ewolucyjnie paradoksalnych, bardzo często jakby chybionych rozwiązań. W naszej budowie, naszych zachowaniach, a nawet naszej linii rodowej. Jeśli już mamy używać słowa mistycyzm, to w tym właśnie znaczeniu: jak to się stało, że tak dziwny gatunek mógł powstać w tak dziwny sposób?

Znamy dziś odpowiedź na to pytanie?
Z jednej strony stanowimy produkt przepisu genetycznego i nic więcej. Przepisu sformułowanego w tym samym języku i tym samym alfabetem, jak przepis na bakterię, wirusa czy roślinę. Z drugiej zaś jesteśmy bardzo odmienni od całego świata przyrody. Do powstania człowieka doprowadził cały ciąg wielu absolutnie wyjątkowych (choć z pewnością naturalnych) zdarzeń.

I dlatego zatytułował pan najnowszą książkę: „Homo sapiens. Meandry ewolucji”?
Chciałem spojrzeć na powstanie człowieka z perspektywy kilkuset milionów lat historii życia na Ziemi i wziąć pod uwagę różne czynniki, w tym geologiczne czy nawet kosmiczne (jak katastrofy wywołane upadkiem planetoid), które doprowadziły do narodzin Homo sapiens. Chciałem też te wszystkie nasze osobliwości osadzić w ramach procesów, które współczesny ewolucjonizm odkrywa i opisuje, a które nie zawsze były znane w czasach sporów między Darwinem i Wallace’em. Dlatego mottem mojej książki jest zdanie słynnego amerykańskiego astronoma i popularyzatora nauki Carla Sagana, który mówił, że nadzwyczajne hipotezy wymagają nadzwyczajnych dowodów. Możemy, parafrazując Sagana, powiedzieć, że nadzwyczajny gatunek, jak nasz, mógł powstać tylko na drodze nadzwyczajnych procesów ewolucyjnych.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną