Kormorany zjadły łososie, czyli czuły ekosystem Bałtyku

Aby foka była syta i łosoś cały...
Rozmowa z prof. Izabellą Dunin-Kwintą o tym, czy ma sens reintrodukcja fok i morświnów w polskiej części Bałtyku.
Foka na bałtyckiej plaży.
Maciej Nabrdalik/EAST NEWS

Foka na bałtyckiej plaży.

Eugeniusz Pudlis: – Wszyscy się cieszą, że odbudowujemy w naszej części Bałtyku populację foki szarej, ratujemy znajdujące się na krawędzi istnienia morświny, a panią profesor to niepokoi. Dlaczego?
Izabella Dunin-Kwinta: – Nie mam nic przeciwko tym morskim, skądinąd bardzo sympatycznym, ssakom, ale smuci mnie to, że zarządza się ich populacjami po partyzancku.

To znaczy?
Instytucje i ludzie zajmujący się u nas ochroną foki szarej, zwiększając jej liczebność, dbają o interes tylko tego gatunku, stosują zasadę „foka über alles”, a zapominają, że Bałtyk jest środowiskiem życia również wielu innych przedstawicieli morskiej fauny. Przez zwiększanie populacji tych ssaków niektóre gatunki ryb mogą zniknąć z wód Bałtyku i z naszych stołów.

Koronnym przykładem są łososie – najcenniejszy gatunek ryb. Jest to ryba dwuśrodowiskowa. Jej rozród odbywa się w górnych biegach rzek wpadających do Bałtyku. Po rozrodzie, zwykle po dwóch latach, spływała do morza jako tzw. smolt. Używam czasu przeszłego, bo dziś niewiele smoltów wraca do Bałtyku w wyniku rozrodu naturalnego. I nie tylko dlatego, że na śródlądziu są atrakcyjnym obiektem połowów zawodowych, sportowych i kłusowniczych, a przegrody na rzekach (np. we Włocławku) utrudniają ich wędrówki w górę i w dół. Przede wszystkim dlatego, że we wrotach ujścia Wisły grupują się ich mordercy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj