Nauka

Ludzie z morza

Tajemnica Etrusków

Złota fibula (zapinka) w stylu orientalnym (VII w. p.n.e.) z grobu w Caere. Złota fibula (zapinka) w stylu orientalnym (VII w. p.n.e.) z grobu w Caere. Album Online / EAST NEWS
Choć kojarzą się z tajemniczym językiem, wierzeniami i sztuką, nauce udało się stworzyć całkiem klarowny obraz ich kultury. Zagadką pozostaje, skąd Etruskowie się wzięli?
Mąż i żona na sarkofagu z VI w. p.n.e. znalezionym w Cerveteri.Gianni Dagli Orti/EAST NEWS Mąż i żona na sarkofagu z VI w. p.n.e. znalezionym w Cerveteri.
Brązowe okucia dłoni posągu znalezionego w grobowcu w Vulci (VII w. p.n.e.)Luisa Ricciarini/Leemage/EAST NEWS Brązowe okucia dłoni posągu znalezionego w grobowcu w Vulci (VII w. p.n.e.)
Statuetka wotywna Ombra della sera oraz bardzo przypominająca ją rzeźba Alberto GiacomettiegoCorbis, East News/• Statuetka wotywna Ombra della sera oraz bardzo przypominająca ją rzeźba Alberto Giacomettiego

Około 120 km na północ od Rzymu i 12 km od Morza Tyrreńskiego znajdują się resztki bogatego niegdyś Vulci – jednego z najważniejszych miast etruskich. Podczas gdy etruskie Arezzo, Cortona czy Perugia istnieją do dziś, to Vulci, po klęskach zadanych przez Rzymian w III w. p.n.e., stopniowo pustoszało, by przestać istnieć po zniszczeniach Saracenów. Dopiero odkryte w końcu XVIII w. pełne waz greckich groby przypomniały o znaczeniu miasta w VII i VI w. p.n.e. Niektóre grobowce do dziś przyciągają uwagę uczonych i turystów, o innych świat zapomniał i nikt nie pamięta nawet, gdzie się znajdowały. Dwa lata temu Carlo Casi, kierownik parku archeologicznego w Vulci, rozpoczął akcję ich poszukiwania. Na razie nie udało mu się ich namierzyć, ale za to odkrył aż 22 nowe. Jeden z większych wykonano dla zamożnej rodziny w VII w. p.n.e.

Kompleks grobowy ktoś ograbił, ale nie całkowicie. Archeolodzy natrafili na czarne naczynia bucchero, okucia powozu i rzędu końskiego oraz dwie srebrne ręce z pozłacanymi paznokciami. Według Casi są one pozostałością okładziny drewnianego posągu (tzw. sphyrelaton), który symbolizował zmarłego i chronił jego duszę. Tego typu rzeźby znajdowano już wcześniej, z reguły jednak były z brązu i przedstawiały mężczyzn, ta zaś mogła należeć do kobiety, o czym świadczy jakość wykonania oraz znalezione w grobie resztki barwnej tkaniny, zapinki, a także złote, bursztynowe i kościane paciorki.

Według polskiego etruskologa prof. Witolda Dobrowolskiego odkrycie jest interesujące, choć znalezione ręce wcale nie musiały być częścią rzeźby. – Ręce nie mają nitów mocujących, które widać na okładzinach innych sphyrelatonów, dlatego mogły stanowić część urny w kształcie zmarłego z doprawioną głową i doczepionymi rękami z blachy. Nic też nie wskazuje na to, że są to dłonie kobiece, jedynym pewnym potwierdzeniem byłyby tylko resztki kobiecego szkieletu.

Pijane i rozpustne

Niezależnie od tego, kto ma rację, faktem jest, że zamożne Etruski miały prawo do tych samych luksusów, co ich mężowie. Ich stosunkowo mocna pozycja była spuścizną czasów, gdy Etrurią rządzili zamożni właściciele ziemscy zwani książętami (VIII–VII w. p.n.e.). Znajdowana w grobach kobiet i mężczyzn złota biżuteria i wyroby ze srebra, brązu, kości słoniowej, bursztynu czy malowane strusie jaja świadczą o ich ogromnym bogactwie i rozległych kontaktach handlowych. Natomiast przedstawienia w sztuce pokazują, że etruskie kobiety cieszyły się swobodą, o jakiej Greczynki mogły tylko pomarzyć.

Pozycja Etrusek była dyskutowana od starożytności. Dla Greków Etruskowie byli barbarzyńcami nieszanującymi rodziny i gardzącymi wszelkimi normami. Oburzało ich, że kobiety towarzyszą mężczyznom w bankietach, oglądają igrzyska i obnoszą się z bogactwem. Pisarz Theopomp (IV w. p.n.e.) ukazał wręcz Etruski jako rozwiązłe pięknisie ze skłonnością do alkoholu, których dzieci nie znały imion ojców. W XIX w. badacz starożytności Jochann Bachofen, powołując się na te przekazy oraz legendę o królowej Tanakwili – która wraz z mężem, Lucjuszem Tarkwiniuszem Starym, rządziła Rzymem – wysnuł wniosek, że w Etrurii panował matriarchat.

Naukowcy stanowczo odrzucili tę sugestię, bo nawet jeśli wystrojone Etruski towa­rzyszyły mężom w ucztach, a w systemie zapisu imion uwzględniano obok imienia ojca (patronimikum) również imię matki (matronimikum), nie świadczy to jeszcze o matriarchacie. Tym bardziej że nazwisko i pozycję społeczną przekazywał w Etrurii ojciec, natomiast kobiety nie były dopuszczane do polityki, bo nie nosiły ani tytułów urzędniczych, ani nawet kapłańskich. Według etruskologów obecność matronimikum w tytulaturze to dowód, że Etruskowie przywiązywali olbrzymią wagę do rodziny. Gwarantem kontynuacji rodu była przecież kobieta, która jako mater familias obdarzana była szacunkiem i miała prawo w sprawach rodziny do własnego zdania.

Grecy plotkowali nie tylko o etruskich kobietach, ale i o mężczyznach. Z jednej strony widzieli w nich zniewieściałych i rozpustnych utracjuszy, z drugiej okrutnych piratów. Przyczyną był nie tylko brak akceptacji dla odmienności ich kultury, lecz także zwykła zazdrość. Gdy w ciągu VIII w. p.n.e. w Etrurii pojawili się kupcy ze Wschodu i koloniści z Grecji, tubylcy szybko nauczyli się od nich wytwarzać cienkościenną ceramikę i złotą biżuterię, robić wino i oliwę, a w końcu zapożyczyli alfabet i przystosowali go do swojego języka. Błyskawicznie wzbogacili się na handlu żelazem oraz innymi towarami i w VII–VI w. p.n.e. stali się ekonomicznym, politycznym i militarnym konkurentem Greków. Nic więc dziwnego, że niektórzy z nich starali się doczepiać im kolejne łatki.

Nie tacy niemi

Etruskowie sami o sobie mówili Rasenna, Grecy zwali ich Tyrrenami (stąd Morze Tyrreńskie), a Rzymianie używali określeń: Trusci lub Etrusci. Stosowanie dziś głównie łacińskiej nazwy wynika z faktu, że większość tekstów na temat dziejów tego ludu wyszła spod piór jego sąsiadów. Nie dlatego, że Rasenna byli niepiśmienni, przeciwnie, do IV w. p.n.e. należeli do najbardziej rozpisanych mieszkańców Italii, o czym świadczy 12 tys. inskrypcji grobowych. – Choć większość z nich odnotowuje jedynie imię zmarłego, wiek i stopień pokrewieństwa, to z inskrypcji tych udało się wyczytać sporo na temat struktury społeczeństwa, podstaw prawnych, religii czy zwyczajów – tłumaczy prof. Dobrowolski.

Do zgłębienia języka potrzeba jednak literatury, a tę Etruskowie zapisywali na nietrwałym płótnie. Najdłuższa, licząca 1200 słów, etruska księga z III w. p.n.e. to rytualny kalendarz zachowany na płótnie wykorzystanym do owinięcia egipskiej mumii. Wśród dłuższych tekstów są też inskrypcje z metalowych płytek, np. etrusko-punicki zapis na złotych blaszkach, dotyczący tyrana miasta Cerveteri, czy odkryty w 1992 r. na tabliczce z brązu w Cortonie akt notarialny.

Etruskie sztuki teatralne czy dzieła historyczne bogate rody przechowywały w archiwach płóciennych zwojów. Badacz dziejów Etrurii cesarz Klaudiusz (10 r. p.n.e. – 54 r. n.e.) przy pisaniu swych ksiąg korzystał z archiwów rodziny swej etruskiej żony Urgulanilli, ale niewiele się z tego zachowało. Lepiej znane są księgi tłumaczone na łacinę, zawierające fascynującą Rzymian wiedzę o etruskiej sztuce wróżbiarskiej. Ponieważ jednak przekłady nie pogłębiają naszej wiedzy na temat języka etruskiego, marzeniem etruskologów jest wykrywanie oryginalnych tekstów etruskich.

Przez ponad wiek (od końca VII w. p.n.e.) królowie etruscy z dynastii Tarkwiniuszy rządzili Rzymem. Dzięki nim rozrzucone po wzgórzach osady stały się spójnym organizmem miejskim. Etruskie rytuały posłużyły do wyznaczania granic Rzymu, osuszono bagno między Kapitolem a Palatynem, wybrukowano plac, tworząc polityczne centrum miasta (Forum Romanum) i wzniesiono pierwsze świątynie. Etruskie korzenie mają też rzymskie walki gladiatorów, ceremonie pogrzebowe i symbole władzy, oraz wiara, że wolę bogów, a co za tym idzie los człowieka i narodu, można odczytać z lotu ptaków, kształtu wątroby zwierząt ofiarnych czy błyskawic.

Mowa malowideł

Mówienie o Etruskach jako nauczycielach Rzymu nie jest przesadą, prawdą jednak jest, że uczeń przerósł, a potem wchłonął mistrza. Po obaleniu etruskich królów Rzym nie spoczął, dopóki nie podporządkował sobie Etrurii. Romanizacja została przypieczętowana w 90 r. p.n.e. nadaniem wszystkim mieszkańcom Italii statusu obywateli Rzymu. Najwierniejsi etruskiej tradycji i językowi pozostali kapłani i wróżbici (do etruskich haruspików wróżących z wątroby zwierząt ofiarnych zwracano się po radę jeszcze podczas oblężenia Rzymu przez Gotów w 408 r. n.e.). Choć Etruskowie milczą na temat swojego upadku, wiele o zmiennych losach ich historii można wyczytać z malowideł grobowych.

Ściany grobów z VI i V w. p.n.e. przedstawiają barwny i wesoły świat: zmarli małżonkowie wspólnie jedzą i dyskutują, służący dolewają im alkohol, a muzycy, tancerze, atleci i żonglerzy dbają o ich rozrywkę. Pogodne życie zaświatowe czekało na zmarłych arystokratów w czasach, gdy ich władza sięgała od Niziny Nadpadańskiej do Kampanii, handel kwitł, a przyszłość zdawała się pewna. Gdy w V w. p.n.e. w Etrurii pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu, sielankowe sceny zastąpiono przedstawieniami broni oraz mrocznymi obrazami zaświatów z demonami, symbolami śmierci i postacią Charona w roli głównej, jakby Etruskowie przestali wierzyć, że po śmierci czeka ich coś dobrego.

Szkoda, że niektóre podziwiane w XVIII i XIX w. malowane grobowce zaginęły, bo obecnie archeolodzy rzadko trafiają na nowe. Pozbawione dekoracji były zarówno groby znalezione w Vulci przez Carlo Casiego, jak i nieobrabowany grób odsłonięty w zeszłym roku w Tarkwinii przez archeologów z Uniwersytetu w Turynie. Ponieważ zachował się w nim szkielet zmarłego i wyposażenie grobowe, można liczyć na to, że dostarczy badaczom wskazówki zupełnie innego typu – genetyczne, choć raczej dotyczyć będą one koneksji rodzinnych arystokratów niż niewyjaśnionej dotychczas kwestii pochodzenia Etrusków.

Przybysze czy autochtoni

Nad pytaniem, skąd wzięli się Tyrrenowie, głowili się już starożytni. Większość twierdziła za Herodotem, że przybyli z Lidii w Azji Mniejszej. Nie zgadzał się z nim żyjący w I w. p.n.e. Dionizjusz z Halikarnasu, który ze względu na niepodobny do innych język widział w nich najstarszych mieszkańców Italii. Dyskusja ożyła w renesansie, kiedy w Etruskach, uważanych za pierwszy lud przybyły do Włoch zaraz po potopie, wielu doszukiwało się przodków. – Posługując się skomplikowaną metodą etymologiczną, dowodzono pokrewieństwa języka etruskiego z hebrajskim, aramejskim, egipskim, sanskrytem, iliryjskim, niemieckim, a nawet polskim, co doprowadziło do ogromnego zamieszania pojęć i wywołało wrażenie bezradności uczonych – tłumaczy prof. Dobrowolski.

Dziś wiemy, że etruski nie jest całkiem izolowany, bo na greckiej wyspie Lemnos natrafiono na inskrypcje w języku bardzo zbliżonym do etruskiego z VI w. p.n.e. Dla jednych był to argument za wschodnim pochodzeniem Etrusków; dla innych – osadzenia w tym regionie przybyłych z Italii etruskich piratów.

Akademickie spory na temat pochodzenia Tyrrenów nie ustały, ostatnio głos w tej sprawie zabrali genetycy. W 2007 r. Antonio Torroni i Alessander Achilli przebadali dziedziczony po matce mitochondrialny DNA mieszkańców toskańskiego miasteczka Murlo, zakładając, że do dziś żyją tam potomkowie Etrusków. Okazało się, że bliżej im jest do Palestyńczyków i Syryjczyków niż Włochów. Ich wyniki potwierdziła grupa badaczy analizująca chromosom Y toskańskich mężczyzn, w którym też znaleziono kombinacje genów częściej spotykane na Bliskim Wschodzie niż w Europie. Z obliczeń genetyków wynikało, że Tyrrenowie mogli przybyć do Italii ok. 1100 r. p.n.e.

Radość zwolenników hipotezy migracji ze Wschodu była krótka, bo podważyły ją w 2013 r. wyniki badań porównawczych DNA współczesnych i historycznych mieszkańców Toskanii oraz starożytnych Etrusków z DNA innych Europejczyków. Wynikało z nich, że potomkowie Etrusków przetrwali tylko w izolowanych miejscach (np. w Casentino i Volterrze), a mieszkańcy Murlo czy Florencji nie mają z nimi wiele wspólnego. Spór wrócił zatem do punktu wyjścia, tak jak spodziewali się archeolodzy.

Badania genetyczne nie mówią nic o formowaniu się narodu, bo poczucie przynależności do niego jest kwestią świadomości. To nie geny, lecz czynnik czasu, miejsca, kultury i języka determinują proces powstawania narodu. Włoski etruskolog Massimo Pallottino twierdził już w latach 40., że zamiast zastanawiać się nad „pochodzeniem” Etrusków, lepiej badać ten proces. Jak dowodzą świadectwa językowe i archeologiczne, sięgał on II tys. p.n.e. i obejmował infiltrację na tereny Italii rozwiniętych kulturowo grup ludności pochodzenia wschodniego. Badacz ten słusznie twierdził, że „poza Italią nie ma Etrusków” – podkreśla profesor.

Etruscy spadkobiercy

Na razie musi wystarczy pewność, że kultura etruska „wyszła z morza”, bo to na wybrzeżu w VIII w. p.n.e. powstały najstarsze miasta. To właśnie z Wejów, Populonii, Cerveteri, Tarkwinii czy Vulci Etruskowie wyruszyli w głąb Toskanii i stworzyli własną, oryginalną kulturę.

Ojciec archeologii klasycznej Johann Winckelmann sztukę etruską uważał za wtórną w stosunku do Grecji, dopiero w początkach XX w. zachwycono się nią, gdy zauważono, że jej stosunek do greckich wzorów jest własny i w zasadzie antyklasyczny. Pozbawiona rygorów formalnych sztuka była swobodniejsza, bardziej skłonna do improwizacji i podążania śladem indywidualnego instynktu plastycznego i wrażliwości – zauważa prof. Dobrowolski.

Symbolem tej sztuki są wotywne statuetki z brązu przedstawiające wydłużone postaci. Najsłynniejsza z nich Ombra della sera – wieczorny cień, robi wrażenie współczesnego dzieła. To właśnie ekspresja odróżniała sztukę etruską od klasycznej, a wzorujący się na niej współcześni artyści słusznie czują się spadkobiercami artystycznej wrażliwości Etrusków. Najlepszym przykładem jest surrealista Alberto Giacometti, twórca całej serii rzeźb żywo przypominających etruskie statuetki.

Rzym wchłonął i przyćmił zasługi Etrusków, podobnie jak zdominował archeologię. Podczas gdy jeszcze w latach 60. etruskologia kwitła, dziś, poza Włochami, rzadko mówi się o nowych odkryciach dotyczących Etrusków.

Mieszkańcy Toskanii dumni są nie tylko z Michała Anioła czy Leonarda da Vinci, lecz także pielęgnują pamięć o etruskich przodkach. Do dziś wymawiają słowo „casa” jak „haza”, w czym niektórzy widzą przydech (aspirację) bezpośrednio wywodzącą się z etruskiego – mówi prof. Dobrowolski. Więź z twórcami cywilizacji, która wprowadziła Italię do teatru historii i nadała kulturowemu krajobrazowi Toskanii oryginalny charakter, istnieje nadal, nawet jeśli tyrreńskie geny jej współczesnych mieszkańców są już bardzo rozmyte.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Nauka; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Ludzie z morza"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną