Różne spojrzenia na poufność w sieci

Prywatność upokorzona
Kto sądzi, że nie ma nic do ukrycia, niech pierwszy pokaże pytania, które zadał internetowej wyszukiwarce w ostatnim miesiącu. A przynajmniej sam uważnie im się przyjrzy.
Łatwość, z jaką informacja odrywa się od osoby i poddaje manipulacji, to również problem polityczny i pole konfliktu między państwem a obywatelem.
Lew Dolgachow/PantherMedia

Łatwość, z jaką informacja odrywa się od osoby i poddaje manipulacji, to również problem polityczny i pole konfliktu między państwem a obywatelem.

Afera z aktorką Jennifer Lawrence w roli głównej unaoczniła, że umieszczając dane w tzw. chmurze, naprawdę tracimy nad nimi kontrolę.
Mingle Media/Wikipedia

Afera z aktorką Jennifer Lawrence w roli głównej unaoczniła, że umieszczając dane w tzw. chmurze, naprawdę tracimy nad nimi kontrolę.

Mirosław Gryń/Polityka

Żyjemy w społeczeństwie spektaklu, zmuszeni do ciągłej autokreacji i mierzenia się z zewnętrznymi standardami, coraz mniej mamy bezpiecznych przestrzeni, w których wypada pytać i błądzić. Technologiczna mediacja sprawia, że łatwiej podzielić się głęboko skrywaną obawą czy intymnym pytaniem z bezosobową wyszukiwarką niż przyjacielem. Człowiek jeszcze sobie coś pomyśli. Internet, nasz najcierpliwszy powiernik, wszystko zniesie, o nic nie spyta, nie osądzi. Ale wszystko zapamięta.

Jedną z pikantniejszych informacji ujawnionych przez Edwarda Snowdena był wewnętrzny dokument amerykańskiej National Security Agency (NSA) potwierdzający, że pracownicy agencji przeglądają zdjęcia załączane do maili i w związku z tym są narażeni na kontakt z amatorską pornografią. Na to wyznanie internet zareagował raczej śmiechem niż oburzeniem. Naruszenie niespersonalizowanej, bliżej nieokreślonej intymności nie boli. Zupełnie co innego niż nagie zdjęcia powszechnie znanych i podglądanych kobiet, wykradzione z chmury Apple i rzucone na pastwę internetowego forum.

To jedno zdarzenie zrobiło więcej dla cyfrowej edukacji użytkowników internetu niż wszystkie wykłady na kanwie technicznych rewelacji Snowdena. Afera z aktorką Jennifer Lawrence w roli głównej unaoczniła, że umieszczając dane w tzw. chmurze, naprawdę tracimy nad nimi kontrolę. Abstrakcyjne serwery zyskały na realności, a niewidzialni zwykle pośrednicy – tacy jak Apple – na podmiotowości. To od ich polityki i modelu biznesowego zależy, w jakim stopniu nasze dane będą chronione i czy trafią w ręce amerykańskich służb lub na żer internetowych tabloidów. Sami daliśmy im tę władzę i obdarzyliśmy zadziwiającym zaufaniem – nierzadko większym niż w przypadku banków czy ubezpieczycieli. Giganci pokroju Facebooka i Google chętnie z tej władzy korzystają, planując ekspansję w takich obszarach, jak usługi finansowe czy medyczne.

Spór o prywatność

Każdy ruch w internecie zostawia ślad – pozornie nieistotny okruch informacji, który w zestawieniu z tysiącem innych staje się niebezpiecznie znaczący. Z historii naszych kliknięć i lokalizacji można wyczytać więcej niż z przechwyconego zdjęcia czy wiadomości. O czym marzymy i czego się obawiamy, jakie pomysły chodzą nam po głowie i z kim je konsultujemy, gdzie mieszkamy i robimy zakupy, ile zarabiamy i na co wydajemy pieniądze, gdzie pracujemy i odpoczywamy, dokąd i z kim podróżujemy. Przed pośrednikami, którzy czynią nasze cyfrowe życie szybkim i przyjemnym, nie mamy tajemnic. Czy to oznacza, że prywatność po prostu się skończyła? Bynajmniej. Mimo że obiektywnie ochrona prywatnych informacji jest coraz trudniejsza, wartość i potrzeba zachowania kontroli nad tą sferą wzrasta wprost proporcjonalnie do trudności. Dlatego coraz więcej mówi się o globalnej wojnie, w której stawką jest właśnie informacja.

Spór o prywatność zaczyna się już na poziomie definicji: można ją postrzegać jako wartość, normę społeczną i prawną, kod kulturowy, ale też obiektywny stan kontroli lub jej braku nad tym, co nas obnaża w wymiarze społecznym. Z tym ostatnim aspektem rzeczywiście jest kłopot, skoro coraz więcej newralgicznych danych powierzamy innym osobom i instytucjom. To nie zmienia jednak faktu, że nadal mamy prawo do prywatności. Ani tego, że jej znaczenie dla naszego funkcjonowania w społeczeństwie raczej rośnie, niż maleje. Nie dlatego, że mamy więcej do ukrycia, ale przede wszystkim dlatego, że mamy coraz więcej twarzy do pokazania i tożsamości, którymi musimy zarządzać.

Tak zniuansowane podejście do prywatności proponuje Daniel Solove, profesor prawa z George Washington University Law School. Jego zdaniem istotą prywatności nie jest zachowanie konkretnej informacji w tajemnicy, ale możliwość zarządzenia jej ujawnieniem – zdecydowania, co i komu chcemy w danym momencie pokazać. Dlatego nie ma żadnej sprzeczności między dzieleniem się intymnością z grupą internetowych znajomych a potrzebą zachowania prywatności. Im bardziej to, co publiczne, jest świadomą kreacją, tym większą wartością staje się ochrona informacji, które nie pasują do tego wizerunku.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną