Dlaczego Tybetańczycy oddychają szybciej

Ludzie, którzy pożyczają tlen
Niezwykła zdolność Tybetańczyków do życia na dużych wysokościach jest skutkiem krzyżówek z tajemniczym i wymarłym gatunkiem ludzi.
Tybetańska wioska Dagcawglitamo
Wong Adam/Corbis

Tybetańska wioska Dagcawglitamo

Tybetańczyk pilnujący stada jaków
Kazuyoshi Nomachi/Corbis

Tybetańczyk pilnujący stada jaków

Młodzi Tybetańczycy
Bundesarchiv/Wikipedia

Młodzi Tybetańczycy

Człowiek zajmuje praktycznie wszystkie lądowe ekosystemy na Ziemi, jednak nie wszystkie są dla nas równie korzystne do życia. Jeśli wszyscy dzisiejsi ludzie wywodzą się od niewielkich populacji, które przed zaledwie 60 tys. lat opuściły Afrykę, to oznacza, że w tak krótkim czasie musieli przystosować się do wielu skrajnie różniących się środowisk, a to z pewnością nie zawsze było łatwe. Z natury bowiem jesteśmy gatunkiem ciepłolubnym, zamieszkującym otwarte przestrzenie, z dostępem do wody, dlatego takie środowiska, jak pustynie, zimne obszary arktyczne, gęste lasy czy góry, nigdy nie były wymarzonymi siedliskami dla homo sapiens.

Nieliczne i rozproszone populacje ludzkie, które je zamieszkują, musiały się jednak do nich jakoś przystosować. Zwykle zresztą poprzez innowacje kulturowe, a nie biologiczne. Dobór naturalny nie działa wystarczająco szybko, by w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat, zwłaszcza u gatunku z tak długą wymianą pokoleń, zapewnić wszystkie niezbędne do życia w nowych warunkach adaptacje. A pamiętajmy, że nasz gatunek rozpoczął swoją ekspansję z Afryki w czasie szczególnie trudnym, gdy znaczna część półkuli północnej znalazła się w okowach wielkich zlodowaceń, co dla ciepłolubnych istot musiało stanowić nie lada wyzwanie.

Takie wynalazki, jak umiejętność rozniecania i podtrzymywania ognia, wytwarzanie ubrań czy budowa domostw dających ochronę przed skrajnościami pogody i drapieżnikami pozwalały ograniczyć niekorzystny wpływ środowiska, ale w niektórych przypadkach odpowiednie modyfikacje wprowadził również dobór naturalny. Jeśli wszystkie ludy mroźnej północy (Inuici, Lapończycy, Chantowie, Jakuci) są korpulentnej budowy i mają krótkie kończyny, a plemiona sawann ze wschodniej Afryki są wysokie, smukłe i mają długie ręce i nogi, to dlatego, że ludzie – jak wszystkie ssaki – podlegają działaniu tzw. praw Allena i Bergmanna, które wymuszają takie właśnie przystosowania, zależne od temperatury otoczenia. Tyle że są to przekształcenia „łatwe”, bo związane tylko ze zmianami proporcji poszczególnych części ciała, i dobór naturalny miał obfity materiał, na którym mógł swą selekcyjną działalność przeprowadzać.W niektórych środowiskach zarówno kulturowe, jak i biologiczne adaptacje musiały być jednak bardzo trudne, a jedno z takich środowisk – wysokie góry – wydaje się dla potomków mieszkańców afrykańskich sawann szczególnie trudno dostępne. Powyżej granicy 4 tys. m powietrze jest już bowiem tak rozrzedzone – ciśnienie tlenu osiąga tam zaledwie 60 proc. jego normalnej wartości – że wywołuje symptomy towarzyszące tzw. chorobie wysokogórskiej, związanej z niedotlenieniem mózgu i innych narządów. A na stężenie tlenu ani kultura, ani biologia nie mają żadnego wpływu (a raczej nie miały – dziś można się wspomagać maskami tlenowymi).

Na krótką metę organizm radzi sobie z tym wyzwaniem poprzez tzw. aklimatyzację, co polega głównie na wzmożonej produkcji erytrocytów (czerwonych ciałek krwi), rozprowadzających życiodajny tlen w organizmie. Nie jest to trudne, bo erytrocyty są stale produkowane, już choćby po to, by zapewnić możliwość uzupełnienia zapasów w razie wykrwawienia – a było to zagrożenie stale obecne w całej naszej ewolucyjnej historii i dobór dawno już się z nim uporał.

Przywrócenie utraconych zasobów erytrocytów to jednak co innego niż stałe produkowanie ich nadwyżek, a do tego sprowadzałaby się taka fizjologiczna aklimatyzacja u mieszkańców wysokich gór. Krew, w której krąży nadmiar czerwonych krwinek, staje się gęsta i z trudem przeciska się przez naczynia krwionośne, przez co rośnie jej ciśnienie. Dodatkowo łatwiej powstają też w niej zakrzepy, co zwiększa podatność organizmu na udary. Tego typu aklimatyzacja może więc doraźnie spełniać swoje zadanie, zwłaszcza u ludzi młodych i zdrowych, ale byłaby zabójcza dla populacji, która takie środowisko wybrałaby jako stałe miejsce do życia.

Antropologiczna zagadka

A jednak Tybetańczykom udało się przystosować do wysokogórskich warunków i sposób, w jaki tego dokonali, zawsze stanowił dla antropologów zagadkę. Niedawno, dzięki badaniom genetycznym międzynarodowego zespołu naukowców pod kierownictwem Rasmusa Nielsena z University of California w Berkeley (ich wyniki opublikowało czasopismo „Nature”), doczekała się ona częściowego rozwiązania. A to, czego się przy okazji dowiedzieliśmy, okazało się prawdziwą sensacją.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną