Higiena jamy ustnej – problem stary jak świat

Kostką, szmatką, końskim włosiem
Sięgając po szczoteczkę i pastę do zębów, nie zdajemy sobie sprawy, że o higienę jamy ustnej dbali już neandertalczycy.
Fragment polskiej prywatnej kolekcji opakowań na pasty i proszki do higieny jamy ustnej.
Darek Delmanowicz/PAP

Fragment polskiej prywatnej kolekcji opakowań na pasty i proszki do higieny jamy ustnej.

Używane na Bliskim Wschodzie naturalne narzędzie do czyszczenia zębów „miswak” nadal jest w sprzedaży.
Yawar Nazir/Getty Images

Używane na Bliskim Wschodzie naturalne narzędzie do czyszczenia zębów „miswak” nadal jest w sprzedaży.

Elegancka szczoteczka Napoleona.
Science & Society Picture Library/Getty Images

Elegancka szczoteczka Napoleona.

Jedna ze szczoteczek znalezionych w elbląskich latrynach.
Mirosław Marcinkowski

Jedna ze szczoteczek znalezionych w elbląskich latrynach.

„Nieświeży oddech działa podstępnie, bo możesz nie wiedzieć, że sam go masz... i nie powie ci tego nawet najbliższy przyjaciel” – głosiła reklama płynu do płukania ust z 1950 r.
The Advertising Archives/Forum

„Nieświeży oddech działa podstępnie, bo możesz nie wiedzieć, że sam go masz... i nie powie ci tego nawet najbliższy przyjaciel” – głosiła reklama płynu do płukania ust z 1950 r.

Miswak
AN

Miswak

Zaczęło się od dłubania. Na zębach wielu neandertalczyków antropolodzy zauważyli rysy, które powstały zapewne na skutek regularnego używania wykałaczek. Ślady tej praktyki są u neandertalczyków wyraźniejsze i tworzyły się szybciej niż u homo sapiens, bo nasi kuzyni mieli cieńsze i delikatniejsze szkliwo niż my. Resztki jedzenia regularnie usuwał ostrym przedmiotem właściciel jednego z trzech zębów neandertalskich sprzed ok. 50 tys. lat, odkrytych w 2008 r. w Jaskini Stajnia w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. To najstarsze takie znalezisko na naszych ziemiach.

Pierwotnie dłubano w zębach tym, co wpadło w rękę – piórem, ptasią kostką, ością, patyczkiem, ostrą trawą. Dziś nie sposób ich zidentyfikować, ale z czasem bogacze kazali sobie robić wykałaczki z metalu. Taki luksusowy przybór leżał przy szczątkach dwóch wikińskich kobiet pochowanych w 824 r. w łodzi w Oseberg. Siedem lat temu nurkowie wydobyli z wraku żaglowca „Santa Margarita”, który zatonął w 1622 r. 50 km od Key West na Florydzie, złoty przedmiot będący połączeniem wykałaczki i łyżeczki do czyszczenia uszu.

W XVI i XVII w. analogiczne zestawy cieszyły się popularnością wśród arystokracji, bo podobny, wysadzany rubinami drobiazg dostała w prezencie królowa Elżbieta I. Jak elegancko dłubać w zębach, instruował sam Erazm z Rotterdamu: „resztki jedzenia – pisał w „O wytworności obyczajów chłopięcych” – winno się z zębów usuwać nie za pomocą noża albo pazurów, na psią czy kocią modłę, i nie serwetką, ale wykałaczką z mastykowca albo piórkiem czy kosteczką z uda koguta czy kury”. Dlatego gdy w 1539 r. niejaka lady Lisle zauważyła, goszcząc u niemieckiego księcia Filipa Wittelsbacha, że grzebie on w zębach zwykłą szpilką, podarowała mu własną wykałaczkę, której zresztą wcześniej sama używała dobrych kilka lat.

Wypłucz lub wetrzyj

Początki świadomej i celowej higieny jamy ustnej sięgają głęboko w przeszłość. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Wschodniej do czyszczenia zębów używano patyczków drzewa arakowego zwanych miswak. Wystarczyło namoczyć i rozgryźć ich końce, by powstał pędzel. Ponieważ Salvadora perlica ma właściwości bakteriobójcze, więc szczoteczka była zintegrowana z pastą (do dziś produkuje się pasty z tej rośliny).

Z historycznych tekstów wynika, że do czyszczenia zębów namawiali lekarze egipscy, greccy, rzymscy, arabscy, hinduscy. Na egipskim papirusie medycznym (tzw. Ebersa) z połowy II tys. p.n.e. można znaleźć recepty na „środki wzmacniające zęby”. Egiptolodzy nie do końca wiedzą, jak należy identyfikować niektóre ze składników, ale w miksturach do płukania występował na pewno miód i mirra o łagodzącym i dezynfekującym działaniu oraz starte minerały, usuwające nalot nazębny. Według Pliniusza Rzymianie wcierali w zęby proszek (dentifricium), w którego skład wchodziły m.in. starte kości, muszle, kreda, natron i pumeks. Na przełomie er Celsus w „De re medica” wspominał o nacieraniu solą i żuciu liści mającego właściwości przeciwzapalne ligustru.

Codzienną pielęgnację zębów doradził Aleksandrowi Wielkiemu Arystoteles, podobnie hinduscy lekarze zalecali mycie ich „zaraz po opuszczeniu łoża”, jednak Awicenna przestrzegał przed zbyt mocnym szorowaniem, mogącym uszkodzić szkliwo, i rekomendował raczej płukanki. W Europie arabski miswak zastępowały szmatki z lnu lub wełny. Elżbieta I od swej praczki dostała w prezencie „cztery szmatki do zębów z szorstkiego płótna przetykanego czarnym jedwabiem i obszyte koronką klockową”. Jeśli stosowała się do rad dr. Williama Vaughana, jak ustrzec się przed brzydkim zapachem z ust, to wycierała nimi zęby rano i wieczorem, spała z lekko otwartymi ustami i płukała je po każdym posiłku wodą z octem, rozmarynem, mirrą, solą, ziołami, cynamonem i miodem.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną