Nauka

Fukuszima bez tajemnic

Japoński ruch hakersko-obywatelski a katastrofa w Fukuszimie

W kwestii bezpieczeństwa atomowego Japończycy przestali ufać swojemu rządowi. W kwestii bezpieczeństwa atomowego Japończycy przestali ufać swojemu rządowi. Isei Kato/Reuters / Forum
Hakerzy, zapaleńcy z doktoratami i aktywiści internetowi zorganizowali w Japonii wielki, niezależny od rządu system zbierania informacji o skażeniach wokół uszkodzonej elektrowni atomowej.
Detektor promieniowania bGeige Nano zbudowany dla Safecasta przez Huanga i jego hakerów.materiały prasowe Detektor promieniowania bGeige Nano zbudowany dla Safecasta przez Huanga i jego hakerów.

Sieć nazywa się Safecast i w jej bazie znajduje się dziś 25 mln danych. Zebrano je w tysiącach miejsc, w większości położonych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od elektrowni Fukuszima, przez którą 11 marca 2011 r. przetoczyło się potężne tsunami, powodując największą od czasów Czarnobyla katastrofę z udziałem energetyki jądrowej. Pomiarów dokonują wolontariusze. Z danych, które zbierają, wynika, że poziom skażenia może się zmieniać raptownie – bywa tak, że w pobliżu jednego domu dawki promieniowania są już bliskie bezpiecznego poziomu, podczas gdy sąsiedni budynek jest nadal silnie napromieniowany.

Polityka 12.2015 (3001) z dnia 17.03.2015; Nauka; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Fukuszima bez tajemnic"

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019