Nauka

Nobel z Gobi

Nie żyje wybitna polska uczona prof. Zofia Kielan-Jaworowska

Prof. Zofia Kielan-Jaworowska Prof. Zofia Kielan-Jaworowska Michał Mutor / Agencja Gazeta
Sławę przyniosły jej odkrycia m.in. nowych gatunków dinozaurów podczas wypraw paleontologicznych na pustyni Gobi.

Prof. Zofia Kielan-Jaworowska, jedna z najwybitniejszych polskich uczonych zmarła 13 marca 2015 r. Poniżej artykuł o prof. Kielan-Jaworowskiej, który ukazał się w 51 numerze POLITYKI w grudniu 2005 r.»

Wśród trojga tegorocznych laureatów polskiego Nobla znalazła się prof. Zofia Kielan-Jaworowska. Jej pasją są od lat małe ssaki, które żyły w cieniu dinozaurów. Bo to nasi praprzodkowie.

Wielu ludziom jej praca kojarzy się zapewne z wielkimi wymarłymi gadami. Jest bowiem autorką znanej książki popularnonaukowej „Polowanie na dinozaury” (której tłumaczenie na angielski ukazało się w Stanach Zjednoczonych, co jest chyba jedynym takim przypadkiem w polskim piśmiennictwie popularnonaukowym). Niektórzy mogą też pamiętać słynną wystawę „Dinozaury z pustyni Gobi”, prezentowaną w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki w latach 1968–1975. Po raz pierwszy wówczas pokazano w Polsce szkielety i naturalnej wielkości rekonstrukcje dinozaurów odkopanych przez polsko-mongolskie wyprawy paleontologiczne na pustynię Gobi. Ich organizatorem i współautorem wystawy była właśnie prof. Zofia Kielan-Jaworowska, wówczas dyrektor Zakładu Paleozoologii PAN w Warszawie. Wiele tamtych imponujących eksponatów oraz liczne szczątki żółwi, jaszczurek i ssaków z pustyni Gobi można oglądać również dziś w warszawskim Muzeum Ewolucji.

Od imienia i nazwiska prof. Kielan-Jaworowskiej nazwane zostały dziesiątki gatunków zwierząt żyjących przed wieloma milionami lat. W ten sposób ich odkrywcy pragnęli uhonorować polską uczoną.

Polowanie na dinozaury

Osiem wypraw do Mongolii przeprowadzonych w latach 1963–1971 było chyba jednym z największych osiągnięć polskiej paleontologii. Dokonane odkrycia odbiły się bowiem szerokim echem w całym świecie. Rezultaty wypraw zostały opublikowane w 10 tomach, a artykuły pisane na ich podstawie zamieszczano w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych (m.in. w „Nature”).

W ówczesnej konfiguracji geopolitycznej miało to niestety również negatywne skutki. Polsko-mongolskie wyprawy stały się zbyt głośne, co nie spodobało się w ZSRR. Instytut Paleontologiczny w Moskwie od 1970 r. rozpoczął organizowanie wypraw na te same tereny. – W latach 1970–71 nasze ekspedycje pracowały równolegle. Odwiedzaliśmy się w terenie i nawet pijaliśmy razem wódkę. Ale potem zaprosił mnie prezydent Mongolskiej Akademii Nauk i stwierdził, że choć bardzo by chciał, to nie może przedłużyć umowy z Polską. Mają za mało paleontologów, by obsłużyć dwie wyprawy pracujące równocześnie. Na tym nasza współpraca się zakończyła, a na pustyni Gobi pozostali tylko Rosjanie – wspomina prof. Kielan-Jaworowska.

Dla niej te wyprawy były realizacją młodzieńczych marzeń. Gdy w 1946 r., jeszcze jako studentka, uczęszczała na wykłady słynnego prof. Romana Kozłowskiego, twórcy polskiej paleontologii, usłyszała po raz pierwszy o wyprawach Amerykanów w latach 20. na Gobi. Dla uczonych szukających skamieniałości z końca ery dinozaurów miejsce to było (i jest do dziś) prawdziwą mekką. W 1962 r. Polska Akademia Nauk podpisała umowę o współpracy z Mongolią. Zadanie przygotowania wypraw powierzono właśnie Kielan-Jaworowskiej, następczyni prof. Kozłowskiego na stanowisku szefa Instytutu Paleozoologii. To było ogromne przedsięwzięcie. Należało m.in. skompletować sprzęt i prowiant dla 20 osób, pożyczyć ciężarówki terenowe (nieodpłatnie udostępniła je fabryka w Starachowicach). – Naszego sprzętu było tak dużo, że jechał do Mongolii w trzech wagonach kolejowych – mówi prof. Kielan-Jaworowska.

Powodzenie mongolskich ekspedycji to w ogromnym stopniu jej zasługa, bo potrafiła zgromadzić zespół odpowiednich osób. – Ma świetne wyczucie ludzi i znalazła naprawdę dobrą ekipę – mówi prof. Halszka Osmólska z Instytutu Paleobiologii PAN w Warszawie, jej przyjaciółka i uczestniczka mongolskich wypraw. – Choć oczywiście nie obyło się bez drobnych konfliktów, bo np. pani profesor lubi się dobrze wyspać. My natomiast mieliśmy podejście trochę inne: praca pracą, ale po kolacji, kiedy zapada zmrok, nadchodzi czas na nocne Polaków rozmowy przy odrobinie alkoholu. Oczywiście z tym ostatnim nikt nie przesadzał, ale na pustyni człowiek nie ogranicza głosu, zwłaszcza w trakcie ożywionych dysput. Dlatego rano Zofia nieraz narzekała: Całą noc darliście się i nie mogłam zasnąć. Z tego powodu jej namiot stawiano zawsze daleko od wszystkich pozostałych.

Przodkowie w cieniu gadów

Choć najbardziej spektakularnymi (dla laika) znaleziskami z pustyni Gobi były szczątki dinozaurów, prof. Kielan-Jaworowska szukała tam czegoś innego. Zaczynała swoją karierę od badań trylobitów, czyli morskich zwierząt, które pojawiły się na Ziemi ok. 550 mln lat temu, a wyginęły 300 mln lat później. Potem zajęła się aparatami szczękowymi robaków morskich – wieloszczetów (spokrewnionych z dżdżownicami). Na obu tych polach odniosła ogromne sukcesy naukowe. Ale jej największą pasją stały się małe ssaki, żyjące w cieniu wielkich dinozaurów.

– Bo to jest początek historii nas, ludzi – tłumaczy swe zainteresowania prof. Kielan-Jaworowska. Kiedy ssaki ewoluowały z gadów ssakokształtnych, to ich rozmiary stopniowo się zmniejszały, co jest bardzo rzadkim zjawiskiem w historii kręgowców lądowych. Wytłumaczenie tego fenomenu jest takie, że zwierzęta te stopniowo przechodziły na stałocieplność. Ponieważ klimat w tym czasie znacznie się ocieplał, trudno im było pozbyć się nadmiaru ciepła. Jedynym rozwiązaniem okazało się zmniejszenie rozmiarów ciała i przejście na aktywność w nocy, kiedy jest znacznie chłodniej. – Dlatego wczesne ssaki miały niezwykle rozwinięty węch, znacznie bardziej niż współczesne. Posiadały również świetny słuch i wielkie oczy. To z kolei spowodowało, że powiększał się ich mózg. Już po wymarciu dinozaurów ssaki naczelne, do których my należymy, prowadziły nadrzewny tryb życia. Wpłynęło to na rozwój zmysłu równowagi i doprowadziło do powstania widzenia stereoskopowego. Natomiast wspinanie się po pniach drzew dało podstawy do powstania postawy wyprostowanej, a przeciwstawny kciuk służący do chwytania gałęzi okazał się niezwykle sprawnym udoskonaleniem, które dało nam ogromne możliwości. Zwłaszcza wtedy, gdy nasi przodkowie zeszli z drzew i przyjęli postawę dwunożną – mówi prof. Kielan-Jaworowska.

To właśnie dzięki jej badaniom wiemy m.in., że wszystkie ssaki powstały z jednego pnia – ponad 200 mln lat temu mieliśmy wspólnego przodka – oraz jak zbudowany był ich mózg. Historia ssaków mezozoicznych stała się tematem jej najnowszej książki. To imponujące dzieło pt. „Mammals from the Age of Dinosaurs: Origins, Evolution and Structure” („Ssaki ery dinozaurów: pochodzenie, ewolucja i budowa”), nad którym praca trwała pięć lat, zostało napisane wraz z dwoma amerykańskimi naukowcami i wydane rok temu w Stanach Zjednoczonych. Jest to pierwsze na świecie tak kompletne podsumowanie historii wczesnych ssaków. Właśnie za „Ssaki ery dinozaurów” prof. Kielan-Jaworowska została uhonorowana tzw. polskim Noblem (patrz ramka). Otrzymała także nagrodę premiera za wybitne osiągnięcia naukowe.

Nie do pokonania

Uchodzi za osobę pracującą niezwykle szybko i sprawnie. Jej kariera wcale nie zaczęła się jednak łatwo. Wspomina, że na pierwszym wykładzie z zoologii w tajnym Uniwersytecie Warszawskim podczas okupacji niemieckiej, prof. Tadeusz Jaczewski chciał się zorientować, z jaką grupą studentów ma do czynienia. Pytał wszystkich po kolei, czym się interesują. – Jeden z kolegów powiedział, że pasjonuje go systematyka wątrobowców. Ja wtedy o mało z krzesła nie spadłam, bo nie wiedziałam, co to w ogóle są wątrobowce. Okazało się, że to prymitywne rośliny, spokrewnione z mszakami. Kolejne osoby również przygotowały sobie dobre odpowiedzi. Kiedy przyszła kolej na mnie, to nie bardzo wiedziałam, dlaczego studiuję właśnie biologię. Profesor stwierdził wówczas, że dobrymi naukowcami mogą być tylko osoby od dzieciństwa wykazujące zainteresowanie jakąś dziedziną wiedzy. Ale ja nie dałam za wygraną i ostro zabrałam się na studiach do pracy – mówi prof. Kielan-Jaworowska.

– Pod względem pracowitości jest nie do pokonania. Przez kogokolwiek. Ma też umiejętność, której jej szalenie zazdroszczę – absolutnej koncentracji. Czasami nawet w czasie spotkań towarzyskich potrafi się odizolować i myśleć o problemach związanych z paleontologią. Natomiast ta jej szybkość i wynikające z tego wymagania wobec innych potrafią czasami być uciążliwe. Zwłaszcza dla osób trochę leniwych jak ja – śmieje się prof. Osmólska.

Doc. Jarosław Stolarski z Instytutu Paleobiologii PAN wspomina, że kiedy kilkanaście lat temu zaczynał pracę w Instytucie Paleobiologii, Kielan-Jaworowska (odwiedzająca Instytut w przerwie pobytu w Norwegii) była pierwszą osobą, która pojawiała się w firmie. Można to było łatwo stwierdzić – zupełną ciszę w budynku zakłócał jedynie stukot maszyny do pisania dobiegający z pokoju pani profesor. – Z tą jej szybkością rzeczywiście jest pewien kłopot. Gdyby bowiem wszyscy pracowali w takim tempie jak ona, to odkrycia byłyby dokonywane z prędkością światła. Ale wiadomo, że w zespole wielu ludzi osiągnięcie takiego tempa jest niemożliwe – mówi doc. Stolarski.

Mimo to prof. Kielan-Jaworowska jest w zgodnej opinii współpracowników wspaniałym szefem i organizatorem. Nie trzyma ludzi na dystans, z wieloma osobami jest po imieniu. Bardzo też stara się pomóc, jeśli ktoś ma jakiekolwiek kłopoty osobiste. – W pracy naukowej miarą najczęściej przykładaną do człowieka są jego zdolności intelektualne. Prócz nich jednak pani profesor obdarzona jest nieczęstą w naszym środowisku zdolnością rozpoznawania emocji i panowania nad nimi. Jej inteligencja emocjonalna sprawia, że choć jest bardzo stanowcza i wymagająca w stosunku do ludzi, rozmowa z nią ma zawsze niezwykle kulturalny przebieg i wyłącznie merytoryczny charakter – podkreśla doc. Stolarski.

Niebezpiecznie szczera

Wielkie talenty organizacyjne i dorobek naukowy prof. Kielan-Jaworowskiej docenili Norwegowie. W 1986 r. wygrała międzynarodowy konkurs na stanowisko profesora paleontologii na uniwersytecie w Oslo, pokonując dziesięciu kontrkandydatów z całego świata. Jej dorobek w postaci publikacji naukowych, przesłany na ręce rektora norweskiej uczelni, ledwo zmieścił się w trzech kartonowych pudłach. Kielan-Jaworowska pracowała w Oslo prawie dziewięć lat. – Ona im de facto zorganizowała paleontologię – ocenia prof. Osmólska, która zastąpiła wówczas Kielan-Jaworowską na stanowisku dyrektora Instytutu Paleobiologii PAN. – Zofia ma jeszcze dwie istotne cechy: po pierwsze, jest inteligentnie złośliwa, ale nie ma w niej nawet krztyny jadu. Nigdy nie próbuje upokorzyć drugiego człowieka. A po drugie, zawsze jest szczera: mówi, co myśli i to niezależnie od okoliczności.

W 1968 r. po tzw. wydarzeniach marcowych zwołano zebranie wszystkich pracowników instytucji znajdujących się w budynku Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Kielan-Jaworowska ostro stanęła w obronie demonstrujących studentów bitych przez milicję. Poparło ją wówczas tylko dwoje ludzi: Halszka Osmólska oraz Hubert Szaniawski (obecny szef Instytutu Paleobiologii PAN). Na reakcję komunistycznych władz nie trzeba było długo czekać. Zażądano usunięcia prof. Kielan-Jaworowskiej z funkcji szefa Zakładu Paleozoologii. Jej pozycja naukowa była jednak na tyle silna, że władze PAN znalazły salomonowe wyjście – udzielono jej pisemnego upomnienia.

– Ponieważ rozmawialiśmy z mężem otwarcie przy naszym, wówczas dziesięcioletnim, synu, więc on, gdy wracałam z pracy, by rozładować sytuację zawsze pytał: Czy obywatelka została już zwolniona? – śmieje się dziś prof. Kielan-Jaworowska. Drugie spotkanie z polityką nastąpiło w 1981 r. Stanęła wówczas na czele komisji Prezydium PAN, zajmującej się przypadkami politycznego represjonowania w latach 1968–1980 pracowników naukowych.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że pani profesor jest nie tylko naukowcem z pasją, ale także człowiekiem szczęśliwym i spełnionym. Ma syna Mariusza i dwoje ukochanych wnucząt. Świetnie rozumie się z mężem, prof. Zbigniewem Jaworowskim, wybitnym specjalistą w dziedzinie skażeń promieniotwórczych. Mieszkają w domu z ogrodem pod Warszawą; jeden z pokoi został przeznaczony na pracownię paleontologiczną prof. Kielan-Jaworowskiej, nadal bowiem bardzo dużo pracuje, choć jest już na emeryturze.

W autobiografii tak pisze o swoich obecnych odczuciach: „Po przydomowym ogrodzie biega suczka Dżes, owczarek alzacki, ale głównie leży pod moim stołem, gdy piszę na komputerze. Ja i Zbyszek pracujemy w różnych dziedzinach, ale pomagamy sobie wzajemnie. Prawie każdy tekst, który piszę, daję mu do sprawdzenia, a on daje mi swoje teksty. Tak więc on nieźle orientuje się w moich badaniach, a ja wiem coś niecoś o promieniowaniu jonizującym, skażeniach środowiska i zmianach klimatu. Nasz indywidualny czas się kończy, co jest bez znaczenia. My, ludzie, nauczyliśmy się sterować ewolucją, troszczyć o biosferę i wychodzić w kosmos. Stajemy się opiekunami wszystkiego, co żyje i coraz bliżsi jesteśmy zrozumienia, że naszym losem jest przedłużanie ewolucji i życia w nieskończoność”.

***

Najwyższe wyróżnienie

Polski Nobel to nagroda przyznawana od 1992 r. przez Fundację na Rzecz Nauki Polskiej. Jest ona uznawana za najważniejsze wyróżnienie naukowe w Polsce. Rada Fundacji przyznaje ją za „wybitne osiągnięcia i odkrycia naukowe, które stanowią istotny wkład w życie duchowe i postęp cywilizacyjny naszego kraju”. W tym roku, oprócz prof. Zofii Kielan-Jaworowskiej, nagrodzeni zostali: archeolog prof. Karol Myśliwiec oraz informatyk prof. Roman Słowiński.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Schematy z rodzinnego domu

Małżeństwo: jak odgrywamy w nim role wyuczone jeszcze w dzieciństwie.

Agnieszka Paczkowska
04.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną