Wyhoduj sobie stek! Wkrótce mięso będziemy mogli produkować sami, w domu

Sztuka mięsa bez mięsa
Kuchenne bioreaktory do hodowli wołowiny, inkubatory jadalnych owadów, domowe ekspresy do robienia „mięsa” z białek roślinnych...
Ta drukarka pracująca na London South Bank University pozwala produkować potrawy z owadziej mączki.
London South Bank University/EAST NEWS

Ta drukarka pracująca na London South Bank University pozwala produkować potrawy z owadziej mączki.

Niektóre produkty z owadziej mączki wyglądają jak arcydzieła sztuki.
London South Bank University/EAST NEWS

Niektóre produkty z owadziej mączki wyglądają jak arcydzieła sztuki.

Technologia druku 3D pozwala przezwyciężyć problemy estetyczne entomofagii i spowodować zmiany podejścia do jedzenia owadów.
London South Bank University/EAST NEWS

Technologia druku 3D pozwala przezwyciężyć problemy estetyczne entomofagii i spowodować zmiany podejścia do jedzenia owadów.

Potrawa wyprodukowana przez drukarkę Philipsa. Podobne urządzenia przyszłości będą mogły również drukować  jedzenie z proszków białkowych pochodzenia roślinnego.
José López Jauregi/Estudio Jose Lopez/Philips

Potrawa wyprodukowana przez drukarkę Philipsa. Podobne urządzenia przyszłości będą mogły również drukować jedzenie z proszków białkowych pochodzenia roślinnego.

Eksperci ostrzegają: jeśli ludzkość szybko nie zmityguje swojego apetytu na mięso, będziemy mieli spore problemy. Według wyliczeń ONZ do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) między rokiem 2000 a 2050 światowe zapotrzebowanie na mięso wzrośnie ponaddwukrotnie. Tymczasem już teraz ponad jedna trzecia ziemi uprawnej naszej planety przeznaczona jest na paszę dla zwierząt. Jak wyliczyli uczeni z Cornell University w Stanach Zjednoczonych, na każdy kilogram wyhodowanej wołowiny krowa musi zjeść 13 kg zbóż, a produkcja kilograma białka zwierzęcego wymaga sto razy więcej wody niż kilogram białek ze zbóż. Co więcej, FAO wylicza, że zwierzęta hodowlane odpowiedzialne są za 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych (tekst analizujący gruntownie relację między produkcją mięsa a klimatem, publikowaliśmy w POLITYCE 33/13).

Jeśli dodać do tego coraz liczniejsze badania naukowe wykazujące, że konsumpcja mięsa (z wyjątkiem ryb) negatywnie odbija się na naszym zdrowiu (zwiększa ryzyko raka, zawałów, cukrzycy), przestaną nas zaskakiwać wezwania do ograniczenia naszych apetytów na kotlety. A nakłania do tego choćby Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) czy Lord Stern, były główny ekonomista Banku Światowego.

Tylko czym to mięso zastąpić? Choć najłatwiej byłoby, gdyby wszyscy mieszkańcy planety przeszli na wegetarianizm, prawda jest taka, że jedzenie mięsa jest zbyt głęboko zakorzenione w naszej kulturze i historii oraz zbyt pasuje naszym kubkom smakowym, by większość ludzi chętnie zaprzestała konsumpcji steków i kiełbas. Stąd też naukowcy wespół z przedsiębiorcami poszukują rozwiązań, które nie tylko byłyby dobre dla planety i naszego zdrowia, ale też zaspokoiły naszą mięsożerność. Na dodatek istnieje możliwość, że w przyszłości będziemy mogli takie substytuty mięsa produkować sobie sami w domu.

Mięso, które bzyczy

Lepsis firmy KitchenAid to zgrabne, estetyczne urządzenie kuchenne, które wyglądem przypomina blender. W rzeczywistości jest to domowa wylęgarka jadalnych owadów. Użytkownik umieszcza 150 jaj koników polnych w ziemi na dnie urządzenia. Po dwóch tygodniach z jaj wylęgają się nimfy, które same przechodzą wyżej do części służącej za gniazdo – i tam rosną. Po kolejnych dwóch tygodniach są gotowe do „zbioru”. Na górę urządzenia zakłada się specjalną przystawkę, która światłem wabi owady. Kiedy wszystkie są w środku, przystawkę się odkręca i wstawia do lodówki. Zimno zabija owady, które są już wtedy gotowe do przyrządzenia. A przepisów na to, jak jadalne owady przyrządzać, nie brakuje. Zachód przeżywa wręcz wysyp książek kucharskich dla entomofagów (owadożerców): od „The Eat-a-Bug Cookbook” Davida Gordona, po choćby „The Insect Cookbook”, której współautorem jest Arnold van Huis, profesor entomologii z Uniwersytetu w Wageningen (Holandia), ekspert od jadalnych owadów.

Van Huis uważa, że nastał czas, by Europejczycy i Amerykanie zmienili podejście do jedzenia owadów. – Znalezienie substytutów mięsa to konieczność – mówi. A owady nieźle się na takie substytuty nadają. Oczywiście w sensie dosłownym, owady jako zwierzęta posiadające tkankę mięśniową mają również i mięso – ale mało kto o nich w ten sposób myśli w krajach Zachodu. Co innego w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej. Mieszkańcy aż 113 krajów naszej planety jadają insekty należące w sumie do około 1900 gatunków. Do jadalnych owadów zalicza się choćby wiele gatunków pszczół, mrówek, ważek, ciem czy nawet szerszeni. I co ciekawe, pod względem odżywczym wypadają one często lepiej niż wołowina czy drób. Termity, koniki polne czy choćby ryjkowce (rodzaj chrząszczy) mają więcej białka od wołowiny, wieprzowiny i drobiu. Niektóre gatunki jadalnych owadów mają w stu gramach aż 1562 mg żelaza (pierś kurczaka ma tylko 1 mg) oraz 25 mg cynku (kurczak – 0,8 mg). Owady są też dużo lepsze od krów czy świń w przerabianiu kalorii paszy na kalorie jedzenia dla ludzi. Van Huis wyliczył, że produkcja kilograma mięsa świerszczy wymaga niemal 12 razy mniej paszy niż produkcja kilograma wołowiny, co przekłada się na dużo niższe emisje gazów cieplarnianych. Nic dziwnego więc, że FAO nakłania do tego, by poważnie spojrzeć na owady jako część diety przyszłości.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną