Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

Gruby problem

Żeby zapobiec otyłości, na początek warto pozamykać niektóre restauracje

PantherMedia
Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, ale terror odchudzania nie wyleczy tej epidemii. Kto ma pomysł, jak ją powstrzymać?

W najbliższą niedzielę wypadają Zielone Świątki, więc obowiązywać będzie ustawowy zakaz handlu. A co by się stało, gdyby dwa dni wcześniej, czyli w piątek (22 maja), kiedy obchodzony jest Europejski Dzień Walki z Otyłością, pozamykać wszystkie fast-foody, pizzernie, oberże i cukiernie?

Natychmiast podniósłby się lament, że to zamach na konsumencką wolność i dyskryminacja osób wagi ciężkiej, niepotrafiących się obejść bez wysokokalorycznego obżarstwa. No i jeszcze kłopot dla rodziców, którzy zmuszeni byliby wyjaśniać swoim pociechom, dlaczego nie można kupić hamburgera, coca-coli ani słodkiego batonu. Tak, rozumiem, pomysł jest niewykonalny…

I nie łudzę się, że jednodniowy zakaz sprzedaży śmieciowego jedzenia zdołałby przyhamować narastającą epidemię otyłości. Jeden czy nawet dwa BigMac’i z porcją frytek nie uczynią nikogo natychmiast grubasem ani nie spowodują trwałych zmian w organizmie, które są konsekwencją nadwagi.

Chodzi o tendencję, która w Polsce stała się już normą – nasze dzieci tyją bowiem najszybciej w Europie, co piąty uczeń w wieku szkolnym boryka się z solidnym nadmiarem kilogramów! W czasach, gdy wszyscy upominają się o równouprawnienie i niech nawet nikomu na myśl nie przyjdzie wytykanie czyjegoś wyglądu, małe grubaski nie wzbudzają w nikim politowania. A nikt ich rodzicom nie zwróci uwagi, że chowają je na ludzi chorych – gdy dorosną, będą miały cukrzycę, nadciśnienie, udary, zawały serca, kamicę żółciową, a nawet zwiększone ryzyko niektórych nowotworów.

Nie można problemu uogólniać i mam świadomość, że otyłe maluchy to niekiedy ofiary poważnych chorób metabolicznych lub genetycznych – należy im się szacunek i pomoc. To samo odnosi się do dorosłych, którzy z niezamierzonych powodów cierpią na tzw. otyłość olbrzymią, wymagającą bardzo profesjonalnego leczenia. Ale to naprawdę ułamek populacji z nadwagą, która tyje na własne życzenie, z winy fatalnego stylu życia i niezdrowego odżywiania. A złe nawyki zaczynają się już w szkole, a nawet wcześniej.

Europejski Dzień Walki z Otyłością to niejedyna akcja, która ma nam uzmysłowić powagę sytuacji związaną z niebezpiecznymi dla zdrowia konsekwencjami obżarstwa. Zresztą nie uważam tej nazwy za fortunną – walka z otyłością to jak nieudana walka z rakiem lub alkoholem; bardziej potrzebna nam zmiana świadomości i złych przyzwyczajeń.

Niestety otyłość, a wcześniej nadwagę, większość Polaków uważa za problem jedynie estetyczny. Tymczasem warto na nie spojrzeć przez pryzmat własnego zdrowia, a właściwie wielu chorób, do których usposabiają – i które trzeba leczyć za niemałe pieniądze. Na ten aspekt obywatelskiej wolności („jem, co chcę, tyję, ile mogę, a jeśli zachoruję – państwo mnie wyleczy”) mało kto zwraca u nas uwagę.

Może gdyby w piątek, 22 maja, pozamykać niektóre restauracje i zakazać sprzedaży wysokokalorycznych trucizn, ktoś zrozumiałby, że można bez nich się obyć? Takie ćwiczenie silnej woli. I przy okazji egzamin z dojrzałości.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Samotność noblistki. Jak nas podzieliła Olga Tokarczuk

Wydłużony miesiąc miodowy w kontaktach Polaków i laureatki najwyraźniej się skończył. Przy okazji okazało się, że Olga Tokarczuk, autorka koncepcji „czułego narratora”, ma bardzo wyczulonego czytelnika.

Bartek Chaciński, Aleksandra Żelazińska
12.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną