W naszym jedzeniu ukrywają się niebezpieczne tłuszcze

Ukryte transy
Największą tajemnicą polskiego przemysłu spożywczego są tłuszcze trans. Ich obecność, a zwłaszcza zawartość w produktach jest starannie ukrywana. Dlaczego i jak długo jeszcze?
Oleje roślinne utwardzane poprzez uwodornienie są z całą pewnością tańsze niż tłuszcze zwierzęce, a produkty wytworzone z ich użyciem są dłużej świeże i po prostu ładniej wyglądają.
Photolibrary/Getty Images

Oleje roślinne utwardzane poprzez uwodornienie są z całą pewnością tańsze niż tłuszcze zwierzęce, a produkty wytworzone z ich użyciem są dłużej świeże i po prostu ładniej wyglądają.

Puszki Crisco przebojem weszły do amerykańskich gospodarstw domowych, gdyż produkt był tańszy i trwalszy niż smalec.
materiały prasowe

Puszki Crisco przebojem weszły do amerykańskich gospodarstw domowych, gdyż produkt był tańszy i trwalszy niż smalec.

Na powyższe pytania dr hab. Andrzej Krupienicz, kardiolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, szuka odpowiedzi już długo. – W innych krajach producenci muszą umieszczać na opakowaniach żywności informacje o zawartości izomerów trans i coraz więcej państw wprowadza zakaz ich stosowania, a u nas nikt na tę truciznę nie zwraca uwagi – mówi.

Gdy starał się zainteresować tematem Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, by jako organizacja fachowa, zajmująca się m.in. zdrowotną edukacją Polaków i ich odżywianiem, zażądała od władz usunięcia transów z produktów spożywczych, entuzjazmu nie było. Gdy planował w tym roku zorganizować na Uniwersytecie Medycznym konferencję poświęconą tym zagadnieniom, usłyszał od zaprzyjaźnionych profesorów: kto ci to zasponsoruje? Kiedy napisał list do Ministerstwa Zdrowia, odpowiedź otrzymał rozczarowującą.

Na dwóch pierwszych stronach przyznano mi rację, że temat wymaga pilnej rewizji prawa, by ukrócić samowolę producentów – relacjonuje. – Ale na końcu znalazło się kluczowe zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: w obecnej chwili Ministerstwo nie planuje podjęcia jakichkolwiek działań legislacyjnych w tej sprawie.

Ameryka się budzi

Dr Krupienicz nie składa broni. Od połowy czerwca ma nowego sojusznika, Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA), która właśnie zażądała od branży spożywczej bezwzględnego wycofania tłuszczów trans z żywności, dając jej tylko trzy lata na dostosowanie się do nowych regulacji i zmianę receptur. – To będzie z pożytkiem dla zdrowia Amerykanów – z przekonaniem twierdzi Andrzej Krupienicz. – Czy ktoś mi w końcu uwierzy, że w Polsce umiera z powodu tego składnika kilka tysięcy osób rocznie?

Trudno przyjmować na wiarę takie szacunki, jeśli nie da się ich w żaden sposób zweryfikować. Tłuszcze trans, czyli utwardzone oleje roślinne, wchodzące w skład wyrobów cukierniczych, margaryn, krakersów, fast foodów, a nawet zupek w proszku, z całą pewnością przyczyniają się do miażdżycy – a więc sprzyjają zawałom serca, udarom mózgu i cukrzycy – ale nie da się przecież precyzyjnie określić, czy ofiary tej choroby nabawiły się jej pod wpływem niezdrowych składników w diecie czy też innych czynników.

Mimo to w literaturze fachowej można znaleźć pewne wyliczenia. Na przykład „British Medical Journal” już w 2006 r. opublikował podsumowanie badań, w których autorzy powiązali spożywanie 5 g tłuszczów trans dziennie z 23-proc. wzrostem liczby zachorowań na chorobę wieńcową (porcja smażonego kurczaka z frytkami w KFC zawierała wtedy 4,4 g izomerów trans). Wcześniejsze analizy amerykańskie, przeprowadzone w 1994 r. przez naukowców z Harvard School of Public Health, zakładały, że wyeliminowanie tych szkodliwych kwasów tłuszczowych z artykułów spożywczych pozwoliłoby uratować życie 30 tys. Amerykanów rocznie. A zatem szacunki Krupienicza nie są może wyssane z palca, choć dowodów na ich prawdziwość w Polsce brak.

Nawet w Instytucie Żywności i Żywienia na próżno szukać dokładnych analiz. Dr Hanna Mojska, która kieruje Pracownią Bezpieczeństwa Chemicznego Żywności, nie ma jednak złudzeń, że tłuszcze trans przyczyniają się do chorób układu sercowo-naczyniowego. – Ja na ich obronę niczego nie znajduję – podkreśla. Nie dość, że podwyższają poziom cholesterolu i jego niekorzystnej frakcji LDL, to obniżają jednocześnie stężenie frakcji HDL, na której powinno nam najbardziej zależeć. Dlaczego więc, mimo tylu faktów wskazujących na ich szkodliwość, pojawiają się nadal w artykułach spożywczych? I dlaczego w Polsce nie ma obowiązku informowania o tym konsumentów?

Dania, Austria i Szwajcaria już w 2003 r. zakazały stosowania ich w żywności, obowiązek podawania na etykietach ich zawartości w produkcie od lat istnieje natomiast w Ameryce Łacińskiej, Kanadzie i USA. Dr Mojska podejrzewa, że to wina prawa unijnego, które u nas traktowane jest jak świętość. – Komisja Europejska wprowadziła nakaz znakowania żywności składnikami posiadającymi wartości odżywcze, a izomery trans kompletnie ich nie mają. Są produktem ubocznym, w dodatku ich ilość nie jest stała.

Tanio i niezdrowo

Aby zrozumieć, skąd biorą się w żywności, musimy cofnąć się ponad sto lat. Do 1911 r., kiedy znana już wtedy firma Procter&Gamble postanowiła wykorzystać proces przerabiania płynnych olejów w użyteczne smarowidła i kostki. Już wcześniej odkryto, że wystarczy w tym celu dodać do nich pod wysokim ciśnieniem wodór – pierwszym utwardzonym w ten sposób tłuszczem spożywczym był Crisco z nasion bawełny. Puszki Crisco przebojem weszły do amerykańskich gospodarstw domowych, gdyż produkt był tańszy i trwalszy niż smalec (zachowywał świeżość w pokojowej temperaturze przez dwa lata!). Jeszcze większym sukcesem okazało się wyprodukowanie margaryny, która została uwodorniona w taki sposób, że nie rozpuszczała się w słońcu, a cena stanowiła zaledwie 12 proc. kostki masła.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną