Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Nauka

Lekcja czwarta: Młodość

Pofilozofuj z Jarkiem Makowskim. Lekcja czwarta: Młodość

KŻ / Polityka
Ten, kto stara się oszukać czas, żyje złudzeniem, że da się to zrobić, nie narażając się na śmieszność, nie doświadczając rozczarowań, nie przeżywając udręk.
KŻ/Polityka

To jedna z najlepszych rzeczy, jaka może się dzisiaj przytrafić polskiej edukacji: filozofia wraca do szkół. Cieszy to tym bardziej, że trudno zliczyć, ile to razy w ostatnim czasie zapraszano nas na pogrzeb filozofii. Jeśli więc jesteś człowiekiem młodym, nie chcesz myśleć sztampowo i powtarzać utartych opinii, ale chcesz rozumieć świat w jego całej złożoności – musisz to zrobić. Podejmijmy razem tę intrygującą przygodę, jaka wiąże się z poznawaniem filozofii.

LEKCJA CZWARTA: MŁODOŚĆ

1.

Już chyba za dużo piszesz o cierpieniu, nienawiści czy złu. Tak po trzech lekcjach filozofii zareagował jeden z zacnych Redaktorów portalu Polityka.pl. Pewnie ma rację, mówiąc, że może należy poszukać tematów, które odsłaniają drugą stronę naszego życia – tę optymistyczną, radosną, szczęśliwą. Tyle że obiecałem sobie, ale i Wam, Drodzy Czytelnicy, że będziemy myśleć o sprawach, które nas dotykają do szpiku, bo dzieją się na naszych oczach. Problemy, które nie pozwalają na spokojny sen. Kwestie, które zmuszają do opowiedzenia się po jednej lub drugiej stronie sporu.

Ale uwaga Redaktora – dodam: mojego dobrego Znajomego – skrywa iście filozoficzny problem. A mianowicie przekonanie, że my, ludzie, żyjemy w jednym z możliwie najlepszych światów. Czy aby na pewno?

A może jest dokładnie odwrotnie: świat, który tworzymy i którego jesteśmy bohaterami, to jeden z najgorszych? Stąd owe ciemności, które spowijają nasze życie. Stąd owe „dziury w dziejach”, by użyć zwrotu Emmanuela Levinasa, które pokazały, do czego jest zdolny człowiek: Auschwitz, Srebrenica, Rwanda, Abu Ghraib… Te dramatyczne „Lekcje ciemności”, by przywołać tytuł znakomitej książki polskiego eseisty Dariusza Czai, biorą się stąd, że uznajemy za dogmat stwierdzenie: „człowiek – to brzmi dumnie”.

Czy zważywszy na to, do czego zdolny jest człowiek, to jednak niedorzeczność? Może odwrotnie: dopiero w chwili, kiedy przyjmiemy do wiadomości, że „człowiek – to nie brzmi dumnie”, zaczniemy się pilnować. Zło, do którego jesteśmy zdolni, potraktujemy więc jak truciznę, która może okazać się lekarstwem. Idzie więc o to, abyśmy, choć wiem, że to oksymoron, potrafili żyć wśród „ciemnych jasności”. „Dlaczego ciemność? – pyta austriacki pisarz Thomas Bernhard. – Dlaczego zawsze ta sama absolutna ciemność w moich książkach? (…) W ciemnościach wszystko staje się wyraźne (jasne!)”.

2.

Chciałbym jednak zadośćuczynić prośbie Redaktora. I zaproponować dziś nieco lżejszy, ale tylko nieco, temat do rozmyślań. Wciąż jednak trzymając się zasady, że myślimy o sprawach, których dostarcza nam otaczający świat. Pretekstem do rozważań o młodości, bo o niej będzie tu mowa, jest nowy film Paolo Sorrentino „Młodość”.

– film, który (jak to w przypadku włoskiego reżysera bywa) nie pozostawia obojętnym. Podobnie jak jego wcześniejsze dzieło, za które otrzymał Oscara, czyli „Wielkie Piękno”.

Dla mnie „La Grande Bellezza”, co wyznaję od razu jak na spowiedzi, to jeden z najważniejszych filmów ostatnich lat. Dlatego powiem tak: jeśli ktoś kręci taki film jak „Wielkie Piękno”, a to przydarzyło się Sorrentino, to potem robi się już tylko filmy gorsze. Co nie znaczy, że „Młodość” jest dziełem niewartym zobaczenia – przeciwnie, jest obrazem niemal doskonałym. Od scenariusza poczynając, poprzez zdjęcia, a na muzyce kończąc. Wszystko to razem tworzy, jak zawsze u Sorrentino, intrygujący obraz.

A zatem: cóż z tą młodością? Otóż, co doskonale pokazuje ten film, żyjemy w „kulturze młodości”. Jej przeciwieństwem jest starość, która w filmie jawi się jako bohaterka drugiego planu. I rzeczywiście: dzisiejsza kultura boi się starości niczym diabeł święconej wody. W pocie czoła pracuje więc nad jej obłuskiwaniem. Próbuje powybijać jej kły. Bo choć nic nie poradzimy na to, że starość przychodzi do nas z każdym kolejnym dniem, to jednak w żadnym wypadku nie może psuć nam dobrego samopoczucia. Nie powinna być powodem, dla którego mielibyśmy zmieniać nasz styl życia. Przeciwnie: jest racją, dla której zmieniliśmy nasze życie. Jak? Dbając, pieszcząc i chroniąc nasze… ciało!

To poprzez ciało manifestuje się młodość i witalność. To ono znajduje się na pierwszej linii frontu w walce ze starzeniem się. Dlatego o nie dbamy. Troszczymy się. Dopieszczamy. Wciąż i na nowo serwujemy mu ćwiczenia, które mają zatrzymać obumieranie tkanek, zapobiegać wiotczeniu mięśni. To nie dusza, ale ciało staje się przedmiotem pielęgnacji. Nie starzejemy się już w sposób naturalny. Starzenie zawsze ma swoją przyczynę: chorobę, słabe kremy, nałogi, za mało sportu… Starzenie nie jest więc czymś przyrodzonym, ale jest efektem naszych zaniedbań. Dlatego starzejemy się na własne życzenie. Ta racjonalizacja przyczyn starzenia, które tropimy niczym najlepsi serialowi śledczy, ma dać nam przekonanie, że gdyby odpowiednio wcześniej zadbać o ciało, dałoby się oszukać czas.

Czy może więc dziwić, że zabiegi odnowy biologicznej, pobyty w SPA, to wszystko działania po to, by pokonać czas, ale także – by nie czuć zażenowania, gdy usłyszymy następujące stwierdzenie: „Pokaż mi swoje ciało, a powiem ci, kim jesteś”? To dlatego portale internetowe, barometr tego, co lud chce czytać, a w zasadzie, co chce oglądać, wciąż krzycą: „Gwiazda X ma już 60 lat, ale o takim ciele, jakie prezentuje, marzy niejedna 20-latka”. „Terror młodości” sprawił, że nie liczy się wiek, liczy się to, jak prezentuje się ciało.

„Kult witalności” do grobu posłał jeszcze jedno, zdawałoby się nieśmiertelne, pojęcie: „duszę”. To oczywiście dramat Kościołów, zły sen spowiedników, gdyż nikt ze współczesnych, albo niewielu, nie chce dziś troszczyć się o duszę. Dusza z ciałem przegrywa tak, jak książka przegrywa z e-bookiem. Życie duchowe znalazło się na wygnaniu, gdyż miara, według której jesteśmy oceniani – by nie rzec: miara, według której jesteśmy wyceniani – to jakość i kondycja ciała. Nikt nie zagląda do środka, do wnętrza, a więc duszy człowieka, wszyscy patrzą na to, co na zewnątrz, na ciało – jego sprawność i witalność. Dobra jakość ciała to także, szczególnie w życiu celebrytów, przepustka do tego, by dłużej utrzymać się na niełatwym przecież rynku pracy. 

3.

Gdyby św. Augustyn, jeden z najwybitniejszych umysłów chrześcijańskich, dzisiaj żył, nie musiałby przeżywać takich katuszy jak wtedy, gdy w swoich „Wyznaniach” zastanawiał się nad kwestią czasu. „Czymże jest czas? – pytał. – Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem”. Dziś czas, ten upływający, to przede wszystkim śmiertelny wróg młodości. Nic więcej. „Oszukać czas” – to jeden z podstawowych wysiłków „kultury witalności”. „Nie dać się czasowi” – oznacza, w ścisłym sensie, pokonać przeznaczenie: starość.

Tyle że „terror młodości”, który dominuje we współczesnej kulturze, niczego nie oferuje poza iluzjami. Ten bowiem, kto stara się oszukać czas, żyje złudzeniem, że da się to zrobić, nie narażając się na śmieszność, nie doświadczając rozczarowań, nie przeżywając udręk. „Starzejący się człowiek – napisze belgijski pisarz Jean Améry w eseju „O starzeniu się” – doświadcza w pełnym zakresie czasu jako nieodwracalnego”.

No właśnie: nieodwracalne. To, co nieodwracalne, dobrze oddaje dialog dwóch głównych bohaterów „Młodości” Sorrentino: starego reżysera i starego kompozytora. „Sikałeś dziś? – pyta reżyser. – Cztery krople – słyszy w odpowiedzi. – A Ty? – Tak samo: mniej więcej. – Mniej czy więcej? – dopytuje reżyser. – Mniej!”. Oto, jak się zdaje, doskonały dialog, który oddaje konsekwencje tego, co kryje się w słowie: „nieodwracalne”.

4.

Gdzie najlepiej widać to, co nazywam tu za Améry „nieodwracalnym”? Otóż ten upływ czasu, to odciśnięte piętno życia, które żyjemy, w szczęściu i trwodze, nadziei i rozpaczy – najlepiej odsłania twarz. Jej prawda nie jawi się w gładkości czy sprężystości skóry, ale w ilości i głębokości bruzd. Oto powód, dlaczego tak lubię przyglądać się twarzy irlandzkiego dramaturga Samuela Becketta – twarzy, w której nie ma fałszu, jest tylko prawda. Nie ma iluzji, jest autentyzm.

.mat. pr..

Odrzucić „tyranię młodości” to pogodzić się z tym, co nieodwracalne. Prawdą jest, że ten, kto nie chce umrzeć młodo, musi się zestarzeć. Starość jest piękna.

Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną