Globalne ocieplenie: problem, który nie przemija

Szczyt po szczycie
Rok 2015 zapisze się w księdze rekordów. Wszystko wskazuje na to, że będzie najcieplejszym w historii prowadzenia regularnych pomiarów temperatury. Dlatego szczyt klimatyczny ONZ w Paryżu, który rozpoczął się pod koniec listopada ma rekordowe znaczenie.
Huta stali w chińskim mieście Quzhou, w prowincji Zhejiang, tuż obok domów mieszkalnych.
William Hong/Reuters/Forum

Huta stali w chińskim mieście Quzhou, w prowincji Zhejiang, tuż obok domów mieszkalnych.

2015 r. przyniósł szok wywołany odkryciem, że koncern samochodowy Volkswagen majstrował przy swoich samochodach tak, by podczas kontroli technicznych emitowały mniej substancji toksycznych.
Ssuaphoto/PantherMedia

2015 r. przyniósł szok wywołany odkryciem, że koncern samochodowy Volkswagen majstrował przy swoich samochodach tak, by podczas kontroli technicznych emitowały mniej substancji toksycznych.

Napędzana przez potężne naftowo-węglowe lobby machina siania wątpliwości w sprawie globalnego ocieplenia działa tak samo jak wcześniej uruchomiona przez koncerny tytoniowe.
Nils Prause/PantherMedia

Napędzana przez potężne naftowo-węglowe lobby machina siania wątpliwości w sprawie globalnego ocieplenia działa tak samo jak wcześniej uruchomiona przez koncerny tytoniowe.

audio

AudioPolityka Edwin Bendyk - Szczyt po szczycie

Sprawa wydaje się prosta. Ziemia otoczona atmosferą działa jak cieplarnia – przedostające się promieniowanie cieplne Słońca nie odbija się od jej powierzchni, by wrócić w kosmos, lecz jest przechwytywane przez różne zbiorniki ciepła, z których najważniejsze są znajdujące się w atmosferze gazy. Cząsteczki niektórych z nich, jak dwutlenku węgla i metanu, obdarzone są wyjątkową „umiejętnością” przechwytywania ciepła, dlatego nazywa się je gazami cieplarnianymi.

Bez efektu cieplarnianego życie na Ziemi byłoby niemożliwe, to dzięki niemu temperatury na jej powierzchni nie skaczą w ekstremalnych przedziałach tak jak na planetach pozbawionych atmosfery. Dziś jednak o efekcie cieplarnianym mówimy głównie z niepokojem, bo to on umożliwił globalne ocieplenie – proces systematycznego wzrostu temperatury atmosfery, który osiągnął w tym roku 1 st. Celsjusza powyżej poziomu, jaki obserwowano w czasach przed rewolucją przemysłową.

Głównym odpowiedzialnym za tę zmianę jest człowiek, który odkrył, że ukryta w ziemi energia zgromadzona w pokładach węgla, ropy naftowej, gazu ziemnego może być wykorzystana jako paliwo napędzające cywilizacyjną rewolucję. Trwa ona niezmiennie mniej więcej od połowy XVIII w., zainicjowana na Wyspach Brytyjskich ogarnęła pod koniec XX w. cały świat. To właśnie dzięki niej setki milionów Chińczyków wydźwignęło się ze skrajnej biedy, w jakiej żyli jeszcze przed dwiema dekadami. Rachunek był prosty: wzrost PKB o 10 proc. rocznie, jakim chińska gospodarka mogła się pochwalić w latach 90. i pierwszej dekadzie XXI w. oznaczał, że wytwarzana zamożność kraju podwajała się przeciętnie co 7 lat. I jeśli w 1990 r. PKB Chin osiągnął 392 mld dol., to w 2014 r. odpowiadał już kwocie 10,5 bln dol.

Z podobną dynamiką rozwijała się już Korea Południowa, nigdy wcześniej jednak takie tempo zmiany nie dotyczyło społeczeństwa liczącego 1,3 mld ludzi. By obsłużyć apetyt tak szybko rosnącej gospodarki, Chińczycy każdego tygodnia muszą oddawać do użytku nową elektrownię, a rocznie wytwarzać taki potencjał energetyczny, jaki obsługuje całą Wielką Brytanię. Coś tę zmianę musi napędzać – jej najważniejszym paliwem jest węgiel, a następnie ropa naftowa i gaz ziemny. Spalając je, Chińczycy – i nie tylko, bo nie powinniśmy także zapominać o ponad miliardzie mieszkańców Indii mających podobne aspiracje, a także setkach milionów obywateli innych krajów na szybkiej ścieżce wzrostu – emitują do atmosfery dwutlenek węgla. Z kolei rozwój rolnictwa, by zaspokoić potrzeby żywnościowe rosnącej liczby ludności, jest głównym źródłem emisji metanu.

Rekordowe stężenie dwutlenku węgla

Metan i dwutlenek węgla, gromadząc się w atmosferze, wzmacniają efekt cieplarniany i przyczyniają się do wzrostu temperatury. Na dodatek CO2 ma tę właściwość, że raz wypuszczony do atmosfery trwa w niej bardzo długo, o ile nie zostanie wychwycony przez rośliny w ramach procesu fotosyntezy lub pochłonięty przez oceany.

Niestety, emisje rosną szybciej niż zdolności pochłaniania dwutlenku węgla przez naturalne zbiorniki i w rezultacie w 2015 r. odnotowano kolejny rekord – 9 listopada obserwatorium Earth System Research Laboratory na Mauna Loa zarejestrowało, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze po raz pierwszy przekroczyło 400 ppm (cząsteczek na milion).

W epoce przed rewolucją przemysłową wartość ta wynosiła 280 ppm. Sam wzrost stężenia dwutlenku węgla nie musiałby niepokoić, gdyby nie fakt, że wiąże się właśnie ze wzrostem temperatury atmosfery, a ta z kolei, rosnąc, wywołuje różne skutki, jak np. topnienie pokrywy lodowej Arktyki. Uczeni obawiają się przekroczenia barier bezpieczeństwa, kiedy skutki wzrostu temperatury wymkną się spod kontroli. Najczarniejszy scenariusz uruchomi się wówczas, gdy przekroczony zostanie tipping point, punkt przełomu, kiedy to w złożonym ekosystemie Ziemi uruchomione zostaną sprzężenia napędzające niekorzystne zmiany. Tak może się stać na przykład, gdy na skutek wzrostu temperatury zacznie rozmarzać wieczna zmarzlina, uwalniając do atmosfery ukryty w niej metan, który dołoży swoje do wzrostu temperatury.

Nie sposób jednoznacznie ustalić granicy bezpieczeństwa, jeden próg już jednak ludzkość przekroczyła w 1988 r. – wtedy stężenie dwutlenku węgla osiągnęło 350 ppm. Przekraczając tę granicę, świat wkroczył w ryzyko nieodwracalnego procesu zanikania pokrywy lodowej w Arktyce i Antarktyce, co oznacza podniesienie poziomu mórz i oceanów. A to tylko jeden ze skutków.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną