Nauka

Rozproszyć mrok

Dobre wieści dla okularników: leczenie coraz skuteczniejsze

AMD, czyli jedna z odmian zwyrodnienia plamki, to trzecia po jaskrze i zaćmie przyczyna utraty wzroku w Polsce. AMD, czyli jedna z odmian zwyrodnienia plamki, to trzecia po jaskrze i zaćmie przyczyna utraty wzroku w Polsce. Karuka / PantherMedia
Oko to nasz najmniejszy organ, dotknięty największą liczbą chorób. Okulary nie są już jedynym sposobem na poprawę wzroku.
Ważnym sprzymierzeńcem w staraniach o zdrowe oczy może być dieta oraz ruch na świeżym powietrzu.EAST NEWS Ważnym sprzymierzeńcem w staraniach o zdrowe oczy może być dieta oraz ruch na świeżym powietrzu.

Artykuł w wersji audio

Zuzanna Sułkowska pewnego dnia po wstaniu z łóżka z trudem doszła do łazienki. Proste krawędzie drzwi wydawały się wykrzywione, obraz, jaki widziała, był rozmyty. Przetarła oczy, chcąc jeszcze raz zobaczyć wszystko wyraźniej. – Niewiele to pomogło, choć wtedy zauważyłam, że linie wyginają się tylko w jednym oku.

Za długo pracowała przed komputerem – tylko takie znalazła wytłumaczenie. Ileż to razy słyszała, że ekrany monitorów niszczą wzrok. Może trzeba było dać oczom odpocząć i po powrocie do domu nie zajmować się do późna w nocy odpisywaniem na maile? Od 5 lat nosi okulary z powodu niewielkiego astygmatyzmu, nikt jej nie ostrzegł, że z tą wadą powinna zmienić pracę.

Lekarze wyprowadzili ją z błędu. To nie astygmatyzm ani komputer. Po wykonaniu rutynowych badań pani Zuzanna otrzymała skierowanie na tzw. badanie OCT szczegółowo uwidaczniające stan siatkówki, a po nim – na jeszcze inne, w którym dokładnie skontrolowano przebieg naczyń krwionośnych na dnie oka. – I okazało się, że choruję na wczesną postać wysiękowego AMD, czyli jedną z odmian zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem (Age-related Macular Degeneration). Tylko że ja w tym roku skończę 38 lat, a w podręcznikach choroba ta uznawana jest za przyczynę ślepoty u co najmniej 50-latków.

Geny i podeszły wiek

Może winne są geny? Obok starszego wieku wymienia się je jako główny czynnik sprawczy, zwłaszcza w postaci wysiękowej AMD. Ale w rodzinie pani Zuzanny nie znaleziono żadnych powiązań. Podobnie jak nie wykryto u niej cukrzycy, nadciśnienia, nadwzroczności – niczego, co mogłyby przyspieszać krwawe wylewy w siatkówce.

Tracącym wzrok z powodu AMD nie można było kiedyś zaproponować żadnej kuracji. I tak jest nadal przy suchej postaci tej choroby, na którą cierpi w Polsce prawdopodobnie ponad milion osób. Na szczęście rozwija się ona powoli przez wiele lat i nie musi prowadzić do całkowitej ślepoty. W siatkówce powstają punktowe zmiany zwyrodnieniowe, które niszczą położoną w jej centralnej części plamkę – pacjenci mają zaburzone widzenie centralne, jednak z tym da się żyć.

Postać wysiękowa, którą rozpoznano u pani Zuzanny, przebiega dużo gwałtowniej. Do zniszczenia siatkówki prowadzą nadmiernie rozrośnięte naczynia wywołujące obrzęki, blizny i wybroczyny, które bezpowrotnie uszkadzają fotoreceptory. Są już preparaty zatrzymujące tę degenerację: Eylea i Lucentis. I miał być program lekowy, dzięki któremu wymagający kuracji nie musieliby płacić za nie jak dotąd z własnej kieszeni. W Polsce co rok przybywa ok. 14 tys. nowych zachorowań, a spośród 140 tys. osób dotkniętych wysiękową odmianą AMD leczonych w publicznych szpitalach jest, w zależności od województwa, od 4 do 10 proc.

– Program jest, ale jakby go nie było – ocenia prof. Iwona Grabska-Liberek, konsultant ds. okulistyki na Mazowszu. Jego jesienną inaugurację, po kilku latach wyczekiwania, nazywa falstartem. – Chcieliśmy leczyć więcej pacjentów i szybciej. Niestety, nie będzie to możliwe, bo wprowadzone kryteria, których Ministerstwo Zdrowia z nami nie konsultowało, są niedopracowane i wpędzą oddziały podające leki w nie byle jakie długi.

Zuzanna Sułkowska też nie może skorzystać z darmowego leczenia w ramach programu. Jest za młoda! Ministerialni urzędnicy uznali – pewnie zgodnie z tym, co wyczytali w podręcznikach okulistyki – że choroba AMD dotyka ludzi starszych, więc granicę zakwalifikowania pacjentów do terapii ustalili arbitralnie na 45 lat. – Płacę 2 tys. zł za zastrzyk do gałki ocznej i leczę się prywatnie. Na dłuższą metę nie wyobrażam sobie, aby pensję przeznaczać tylko na zakup leku. Ale czy mam oślepnąć?

Małgorzata Pacholec, prezes Stowarzyszenia Retina AMD, otrzymuje sygnały od pojedynczych osób z całego kraju, które znalazły się w podobnej sytuacji. – W medycynie nie można stosować szablonów. Trzeba myśleć o tych, którzy na terapii mogą najbardziej skorzystać – mówi. Dobrze pamięta, jak przed laty sama traciła wzrok: przestała rozpoznawać sąsiadów, nawet twarze z bliska widziała jak za mgłą. – Przestałam czytać i czułam się jak analfabetka, chociaż z dyplomem uniwersyteckim.

Postulat jak najwcześniejszego objęcia leczeniem tych, których można uratować przed ślepotą i rentą, nie dotyczy tylko AMD – trzeciej po jaskrze i zaćmie przyczyny utraty wzroku w Polsce. Rozpowszechnienie każdej z tych chorób narasta z wiekiem, więc w naszym starzejącym się społeczeństwie problemów okulistycznych nigdy nie ubędzie. Już teraz 800 tys. Polaków ma jaskrę, wielu nierozpoznaną, a na operację zaćmy czeka ponad pół miliona osób. Czy okuliści nie chcą tym ludziom pomóc? Nie mają czasu, możliwości? Takie pytania stawia w niedawno wydanej książce „Ostry punkt widzenia” prof. Jerzy Szaflik, znany okulista i były konsultant krajowy. Odpowiedź jest brutalna: „To nie wina lekarzy. Ludzie ślepną, bo nie ma na ich leczenie pieniędzy”.

I chodzi nie tylko o fundusze na kontrakty, ale na nowy sprzęt i etaty dla personelu w publicznych placówkach. Niemal połowa okulistów – jak wynika z raportu prof. Grabskiej-Liberek, która w tym roku obejmie funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Okulistycznego – skupiona jest raptem w 5 województwach: mazowieckim, śląskim, małopolskim, łódzkim i dolnośląskim. Poza tymi regionami oraz dużymi aglomeracjami do specjalistów ciężko się dostać. W woj. warmińsko-mazurskim na jednego okulistę przypada 12 800 pacjentów, w opolskim – 11 612, ale choć na Mazowszu średnia jest o połowę lepsza, na operację zaćmy także czeka 60 tys. osób!

W ubiegłym roku NFZ wprowadził obowiązek skierowań do okulistów od lekarzy rodzinnych, wychodząc z założenia, że skróci to kolejki. Efekty są takie, że przeciętny czas oczekiwania na wizytę z bolącym okiem wynosi ponad 3 miesiące, a na operację zaćmy trzeba czekać od 1,5 roku do 2 lat. Decyzja o skierowaniach była ponoć podyktowana tym, że większość problemów z oczami ma łagodny i bezproblemowy przebieg, więc mogą się tym zająć lekarze pierwszego kontaktu. Tylko co z tymi, u których łagodne objawy są początkiem poważniejszej choroby, a ocenić to może tylko specjalista? Bez odpowiedniego sprzętu nie da się wykryć niektórych zaburzeń, potrzebne jest na przykład badanie w lampie szczelinowej. Im szybciej, tym lepiej. A lekarze rodzinni nie mają ani specjalnego doświadczenia, ani aparatury. Odsyłają więc i tak do poradni specjalistycznych lub leczą metodą prób i błędów, czego skutki są opłakane.

Aby nie eksperymentować, pacjenci wybierają prywatne przychodnie i tzw. szpitale jednodniowe, gdzie, owszem, można zoperować zaćmę w przyzwoitych warunkach, ale gdy wszystko idzie gładko i bez powikłań. Co gorsza, wiele prywatnych klinik okulistycznych w ramach konkurowania o pacjentów zwabia ich czym tylko się da – nawet obiecując wszczepianie do oka komórek macierzystych, rzekomo przywracających wzrok, co poza badaniami eksperymentalnymi nie jest jeszcze praktykowane nawet w renomowanych klinikach europejskich. – Radziłabym zachować ostrożność – apeluje prof. Grabska-Liberek. – Komórki macierzyste zaaplikowane w niewłaściwy sposób mogą być zaczynem chorób nowotworowych. Jeszcze sporo lat upłynie, zanim będziemy mogli leczyć nimi jaskrę, AMD lub inne choroby siatkówki.

Lustro zdrowia

Oczekiwania wobec okulistów są coraz większe, bo lista nierozwiązanych w tej specjalności problemów się wydłuża. Nie tylko AMD, nazywane chorobą cywilizacyjną, wyleczyć trudno. Jaskra, retinopatia cukrzycowa, oczna postać czerniaka lub barwnikowe zwyrodnienie siatkówki wciąż czekają na skuteczne kuracje. Co innego zaćma i korekcje wad wzroku – tu w ostatnich latach dokonały się przełomowe zmiany.

Zmętniałą soczewkę usuwano z oka w prymitywny sposób już w czasach starożytnych, ale przez długi czas niczym jej nie zastępowano. Pacjent po zabiegu otrzymywał ciężkie okulary z bardzo grubymi szkłami (np. 11 dioptrii) i musiał sobie jakoś z tym radzić. Obecnie okuliści umieszczają w oku sztuczne soczewki, dzięki którym nawet ci, którzy przed operacją nosili okulary, mogą je schować do szafy.

Narzędzia okulistów również poprawiły jakość operacji. Aulus Cornelius Celsus usuwał kataraktę w I w. n.e. za pomocą igły, którą z góry nakłuwał źrenicę, a następnie „należało ją przysunąć bliżej bielma, obrócić tam nieco, a potem przesunąć bielmo poniżej źrenicy”. W XXI w. wykorzystuje się do tych zabiegów lasery femtosekundowe. Prof. Jerzy Szaflik we wspomnianej książce opisuje je jako supernowoczesne urządzenie, pozwalające pierwszą część zabiegu – polegającą na mikronacięciu rogówki, okrężnym nacięciu przedniej torebki soczewki i rozbiciu zmętniałych w niej mas – wykonać precyzyjnie i bezpiecznie w kilkanaście sekund.

Pojawienie się mikroskopu w okulistycznej sali operacyjnej było jak otwarcie drzwi, przez które Alicja weszła do krainy czarów. Dziś kroki milowe w tej dziedzinie stawia się rzadziej, ale sprzęt diagnostyczny daje coraz większe możliwości. Dzięki aparaturze potrafimy w oczach pacjentów zobaczyć mnóstwo zaburzeń: choroby serca, udar mózgu, cukrzycę, nadciśnienie, zagrożenie chorobą Alzheimera i stwardnienie rozsiane – przekonuje prof. Szaflik. I nie ma to nic wspólnego z magią ani irydologią, która rzekome wnioski o stanie zdrowia wyciąga na podstawie obrazu tęczówek. To raczej siatkówka jest lustrem, w którym odbija się nasze zdrowie. Docierają do niej najdrobniejsze naczynia krwionośne oraz wiązki nerwów, więc uwidocznione w nich zaburzenia mogą być symptomatyczne dla całego organizmu.

Odpoczynek dla oczu

Bez laserów, ultranowoczesnych soczewek i mikrochirurgii współczesna okulistyka nie istnieje, ale to za mało, by móc przywracać wzrok wszystkim ociemniałym. Ważnym sprzymierzeńcem w staraniach o zdrowe oczy może być dieta oraz ruch na świeżym powietrzu. W czasie drugiej wojny światowej brytyjscy propagandyści rozpuszczali pogłoski, że piloci RAF świetnie dają sobie radę podczas nocnych lotów szturmowych, ponieważ odżywiają się regularnie marchewkami, dzięki którym dobrze widzą w ciemności. W rzeczywistości Brytyjczycy chcieli zachować w tajemnicy pracę swoich radarów, ale mieli trochę racji: dobrze skomponowany jadłospis wpływa na wzrok.

Komórki siatkówki zawierają trzy żółte pigmenty – luteinę, zeaksantynę i mezozeaksantynę – które absorbują światło ultrafioletowe, chroniąc oczy przed jego szkodliwym działaniem. Pigmenty te koncentrują się w środku siatkówki, w tzw. plamce żółtej. Wymienione związki to nic innego jak barwniki roślinne zawarte w warzywach (kapusta, szpinak i czerwona papryka są jednym z najlepszych ich źródeł), a im bogatsza jest w nie codzienna dieta, tym wyższy poziom pigmentów w plamce. U osób z suchą postacią AMD, przy której nie ma do dziś innych sposobów przeciwdziałania degeneracji siatkówki, oprócz diety zaleca się suplementy zawierające wymienione barwniki z dodatkiem witamin C, E oraz cynku.

Inna wskazówka okulistów dotyczy aktywności fizycznej. Sama gimnastyka nie sprawi, że będzie można pożegnać się z okularami, ale rekreacja na świeżym powietrzu może bardzo oczom pomóc. Odpoczną od koncentracji przed ekranami komputerów, telewizorów, tabletów i telefonów komórkowych.

Praca z tymi urządzeniami nie jest korzystna dla wzroku, bo mięśnie utrzymujące soczewkę, abyśmy mogli wyraźnie widzieć litery z bliska, są w ciągłym skurczu – wyjaśnia prof. Iwona Grabska-Liberek. Stąd bierze się epidemia krótkowzroczności w młodym pokoleniu (w Polsce już co trzeci licealista cierpi na tę wadę, w Singapurze – 80 proc. nastolatków!). Jeśli dzieci coraz więcej czasu będą spędzać przed smartfonami i tabletami, kosztem przebywania na świeżym powietrzu – gdzie zmuszone są do patrzenia w dal i mięśnie soczewki rozluźniają się same – problem będzie narastał. – Z wysuszonymi od ekranów komputerów i klimatyzacji spojówkami można sobie poradzić – sumuje prof. Grabska-Liberek. – Ale z krótkowzrocznością nie będzie to tak łatwe.

Rośnie pokolenie okularników lub skazanych na szkła kontaktowe. Okulistom nie zabraknie pracy.

Polityka 6.2016 (3045) z dnia 02.02.2016; Nauka; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozproszyć mrok"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną