Ile człowieka w neandertalczyku? Co nowego wiemy o naszych przodkach
Genetyczne ślady po pierwszych ludziach, którzy opuścili Afrykę na długo przed naszymi bezpośrednimi przodkami, przechowały się w kościach innego niż Homo sapiens gatunku, który w dodatku wymarł 40 tys. lat temu.
Szkielet i model neandertalczyka (La Ferrassie 1). Wystawa w Narodowym Muzeum Przyrody i Nauki , Tokio, Japonia.
Wikipedia

Szkielet i model neandertalczyka (La Ferrassie 1). Wystawa w Narodowym Muzeum Przyrody i Nauki , Tokio, Japonia.

The Natural History Museum London/Science Photo Library/EAST NEWS

audio

AudioPolityka Marcin Ryszkiewicz - Ile człowieka w neandertalczyku

Dziś wiemy już dobrze, że – przynajmniej pod koniec swojej egzystencji, czyli między 60 a 40 tys. lat temu – neandertalczycy wchodzili w wielorakie i wielokrotne związki z innymi ludźmi, gdziekolwiek ich napotykali – z przedstawicielami Homo sapiens na Bliskim Wschodzie (jakieś 50 tys. lat temu), z tzw. denisowianami na Ałtaju, z innymi neandertalczykami tam, gdzie obszary zasiedlenia różnych ich populacji się zazębiały. Szczególna jest tu jaskinia Denisowa, gdyż znaleziono w niej szczątki trzech różnych hominidów – Homo sapiens, neandertalczyka i samych denisowian (choć tych ostatnich, którym jaskinia zawdzięcza swą sławę, najmniej). Cała trójka doczekała się odczytania swoich (paleo) genomów i we wszystkich trzech dopatrzono się śladów krzyżowania każdego z każdym (a w przypadku denisowian z jeszcze innym tzw. archaicznym Homo, nienależącym do żadnego z trzech wymienionych gatunków).

Pojęcie gatunku ma tu zresztą znaczenie umowne – po pierwsze dlatego, że skoro hominidy te mogły i chciały się krzyżować, to nie jest jasne, czy można je do nich stosować (wedle tradycyjnej definicji gatunki to grupy osobników rozdzielonych barierą reprodukcyjną). Po drugie, bo w przypadku denisowian nie wydzielono dla nich żadnego formalnego taksonu (czyli grupy spokrewnionych organizmów charakteryzujących się jakąś cechą różniącą je od innych jednostek taksonomicznych), przyjmując, że lud ten mógł należeć do któregoś ze znanych z paleontologii gatunków (H. erectus?, H. heidelbergensis?). Poza tym wyznaczanie nowego gatunku na podstawie tak skromnych szczątków kopalnych (trzy zęby, jedna kostka palcowa) bez oczywistych cech diagnostycznych nie jest w antropologii praktykowane.

Dawcy i biorcy

Badania paleogenów niezwykle się rozpędzają. W ciągu kilkunastu ostatnich lat stały się już tak zaawansowane i dokładne, że zdarza się nawet uchwycić związki pokrewieństwa pomiędzy poszczególnymi osobnikami – jak w jaskini El Sidrón w Hiszpanii, gdzie znaleziono szczątki całej grupy neandertalczyków i udało się ustalić, że jest to jedna rodzina: trzech osobników męskich mogło być braćmi, trzy kobiety – niespokrewnione ze sobą – ich „żonami”, a dzieci można było przypisać do ich matek.

Z kolei w jaskini Peştera cu Oase w Rumunii znaleziono szczątki Homo sapiens sprzed ok. 40 tys. lat (o bardzo archaicznych cechach), w którego genomie odczytano wyjątkowo dużo neandertalskich genów, były to też fragmenty niezwykle długie (a te skracają się z każdym kolejnym podziałem, więc ich długość w jakimś sensie odmierza czas) – tak długie, że musiały zostać wcielone do genomu tego człowieka nie dalej niż 2–4 pokolenia wstecz. Oznacza to, że osobnik ów miał neandertalskiego przodka w najbliższej rodzinie (dziadka, pradziadka, najwyżej prapra…), a więc mógł go nawet znać osobiście.

Niebywałe – tym bardziej że człowiek z Oase (tzw. Oase 1) jest jednym z najstarszych znanych przedstawicieli Homo sapiens w Europie, więc jego związki z neandertalczykami mogą dokumentować pierwszy kontakt ludzi anatomicznie współczesnych z pierwotnymi mieszkańcami naszego kontynentu (czyli właśnie neandertalczykami). Jest to zaskakujące również dlatego, że dotąd uważano, iż takie płodne kontakty zaszły tylko raz – na Bliskim Wschodzie – i już się więcej nie powtórzyły. Nawiasem mówiąc, pojawia się tu jeszcze jeden ciekawy problem – jeśli Oase 1 rzeczywiście znał swojego pradziadka, to pewnie nie mógł się z nim porozumieć, bo o ile ludzie anatomicznie współcześni w Europie niemal na pewno posługiwali się już językiem, o tyle neandertalczycy – jak się zdaje – nie. A jeśli nawet mówili po neandertalsku, to czy potrafilibyśmy taki „ksenojęzyk” sobie przyswoić?

Choć wiemy już, że neandertalczycy byli dawcami swych genów (a niekiedy i cech, np. dotyczących koloru skóry i włosów, a może i odporności na lokalne patogeny), nigdy dotąd nie stwierdzono, by byli też biorcami. W żadnym z ich przebadanych genomów nie odnaleziono najmniejszych nawet domieszek genów należących do naszego gatunku. Czy to możliwe, by ten przepływ genów był tak asymetryczny i jednokierunkowy?

Wydaje się to nieprawdopodobne, jeśli zważyć, że potomstwo z takich przygodnych związków jest przecież zawsze genetycznie dwugatunkowe – połowa jego genów pochodzi od matki, połowa od ojca. W kolejnych pokoleniach udział genowy każdego z gatunków powinien więc zostawiać swój ślad, chyba że jedne z tych genów (tu: nasze w neandertalczyku) byłyby jakoś szczególnie eliminowane przez dobór naturalny. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego miałoby się tak dziać.

Niedawno w tygodniku „Nature” ukazała się praca międzynarodowej grupy naukowców, której sam tytuł „Ancient gene flow from early modern humans into Eastern Neanderthals” („Przepływ genów od wczesnych ludzi do wschodnich neandertalczyków”) wskazuje, że wreszcie trafiliśmy na ślad, że i „my” mieliśmy swój udział w neandertalskim genomie (patrz POLITYKA 27). Tyle że ci „my” nie pozostawili żadnych śladów w „naszym” genomie. Jak to możliwe?

Geny z jaskini

Dotychczasowy brak śladów naszych genów u neandertalczyków mógł wynikać z tego, że analizowane przez naukowców neandertalskie genomy pochodziły głównie z Europy, gdzie nasi kuzyni się narodzili i gdzie – aż do przybycia tam tzw. kromaniończyków – nigdy ludzi anatomicznie współczesnych nie było. Nic dziwnego, że nie było w nich domieszek DNA Homo sapiens.

Tym razem jest inaczej, chodzi bowiem o neandertalczyków z dalekiej Azji, którzy – zanim tam zawędrowali – mogli spotkać się z emigrantami Homo sapiens z Afryki, omijającymi początkowo Europę szerokim łukiem (dlatego wcześniej pojawili się w Australii niż na naszym kontynencie). Autorzy pracy w „Nature” wyszli w swych rozważaniach od zastanawiającego faktu, który rodzi się z porównania genomów denisowian i neandertalczyków ze wspomnianej już jaskini Denisowa na Ałtaju. Otóż tamtejsi neandertalczycy mają więcej podobieństw z genami dzisiejszych Afrykanów niż denisowianie i więcej długich fragmentów afrykańskiego DNA, mimo że oba gatunki (denisowianie i neandertalczycy) pochodzą od wspólnego przodka (sprzed ok. 700 tys. lat). Zapewne żył on już poza Afryką i jego gatunki potomne nigdy w swej historii na Czarny Kontynent nie powróciły (neandertalczycy początkowo występowali tylko w Europie, denisowianie – wyłącznie w Azji).

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną