Nauka

Gorzka przyjemność tycia

Cukier, tłuszcze, teraz białka… Czym jeszcze naukowcy obrzydzą nam jedzenie?

PantherMedia
Nowe odkrycie: na otyłość wpływ mają pochodzące z mięsa białka.

Skąd się bierze otyłość? Z jedzenia słodkich rzeczy i picia słodkich napojów – odpowiedzą dzieci w szkole podstawowej (którym Polskie Towarzystwo Kardiologiczne chce wprowadzić lekcje profilaktyki zdrowotnej, w myśl zasady, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci). Pani nauczycielka pochwali rezolutnych uczniów, którzy nie dojedli do końca drożdżówki upieczonej według oszczędnej receptury ministra Radziwiłła, ale również dopowie, że jeszcze bardziej niż cukier niebezpieczny jest tłuszcz.

Co na to młodzi naukowcy z Uniwersytetu w Adelajdzie? Doktoryzujący się Wenpeng You zaprezentował na konferencji żywieniowej w Zurychu oraz ogłosił właśnie na łamach „Journal of Nutrition & Food Sciences” pogląd, że równie szkodliwy wpływ na gromadzenie tkanki tłuszczowej mają pochodzące z mięsa białka.

I to głównie je obwinia za współczesną epidemię otyłości: „Czy nam się to podoba czy nie, tłuszcze i węglowodany w nowoczesnych dietach dostarczają wystarczająco dużo energii, by zaspokoić nasze codzienne potrzeby. Ponieważ białko mięsa ulega strawieniu później niż tłuszcze i cukry, to sprawia, że energia uzyskana z białek jest już nadmiarem, który następnie przekształca się i gromadzi w postaci tkanki tłuszczowej”.

Wnioski ze swoich badań dr You oparł na analizie globalnej dostępności cukru i mięsa oraz wpływu, jaki wywierają one na wskaźniki otyłości w 170 krajach. Po uwzględnieniu różnic pomiędzy nimi, w tym poziomu urbanizacji, aktywności fizycznej mieszkańców, a także kaloryczności spożywanych posiłków, okazało się, że konsumpcja mięsnego białka przyczynia się do nadwagi w takim samym stopniu co cukier.

Ile było już teorii dotyczących otyłości? Mnóstwo. Nie trzeba było czekać na rozwój biologii molekularnej, by obwieścić światu, że skłonność do tycia jest dziedziczna, bo najczęściej tę dziedziczność widać. Ale w jakim stopniu decydują o tym geny – to wciąż dyskusyjne pytanie. Według jednych badaczy czynnik dziedziczny odgrywa rolę aż w 80 proc. (podobnie jak w kształtowaniu wzrostu), inni upierają się przy 50 proc., a jeszcze inni utrzymują, że siła genów odpowiada za naszą masę tylko w jednej trzeciej.

Pozostawiając genetyków przy ich sporze, dietetycy mają prostsze wytłumaczenie: otyłość bierze się z nadmiaru kalorii. Jeśli nasz organizm wypracowuje, a właściwie odsiaduje dodatni bilans energetyczny – wtedy dochodzi do otyłości. Stąd bierze się paradoks, że otyłość, która przez wiele lat uchodziła za oznakę dobrobytu, dziś zagraża zdrowiu mieszkańców przede wszystkim najbogatszych krajów.

Podobno od 20 lat jemy w Polsce coraz zdrowiej, ale więcej czasu spędzamy przed telewizorami, komputerami i w samochodach. Sukces wynikający z lepszej diety, opartej na warzywach i owocach, niwelujemy brakiem ruchu, który pomógłby spalić kalorie.

O naszą dietę dba przemysł spożywczy, który rafinuje cukier, wybiela mąkę, szlifuje ryż, smaży w głębokim tłuszczu. Makarony wyparły z rynku cenniejsze odżywczo kasze. Białe pieczywo z mąki o wysokim przemiale nie zawiera błonnika i witamin. Sól stała się konserwantem dodawanym w nadmiarze do chleba i wędlin.

Producenci przetwarzają proste produkty spożywcze, uatrakcyjniają ich barwę, smak, zwiększają kaloryczność. Odkąd cukier dodawany jest do napojów i przetworów owocowych, przedłuża ich trwałość. Ale to tylko sacharoza – słodki oszust, który dostarcza nam kalorii powodujących przyrost wagi i stwarza wrażenie sytości.

Oszukujemy swój mózg, którego ośrodek głodu domagał się glukozy, ale ze świeżych owoców, ziarna lub miodu. Otrzymał czekoladkę lub batonik – puste kalorie, zapychacze żołądka. Naiwni boimy się w produktach spożywczych pleśni, azotynów, azotanów, herbicydów, pestycydów, ołowiu, kadmu, hormonów, antybiotyków, bakterii, kiedyś prionów, tylko nie boimy się kalorii, których nadmiar gromadzi się w postaci tkanki tłuszczowej.

Do tej pory największymi winowajcami były cukry i tłuste potrawy. Zresztą nie dziwiło to nigdy ekspertów, dlaczego szybciej tyją ci, którzy preferują produkty tłuste, od osób, które wolą jeść słodko – węglowodany łatwiej wyeliminować z jadłospisu, bo je widać: cukier, drożdżówki, ciastka. A tłuszcz jest ukryty: w wędlinach, mleku, serach, orzeszkach, chipsach.

Teraz wychodzi na to, że nawet białko może sprzyjać tyciu i z niego należy uczynić nowego chłopca do bicia. Co i kto będzie następny?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną