Zły cholesterol może być dziedziczony

Blaszki w spadku
Nadmiar cholesterolu kojarzymy z dietą. Tymczasem podłożem mogą być też zaburzenia genetyczne, które w Polsce nie są jeszcze dostatecznie kontrolowane.
W Polsce zaledwie 6 proc. chorych ma właściwie leczoną hiperlipidemię.
Science Photo Library RF/Getty Images

W Polsce zaledwie 6 proc. chorych ma właściwie leczoną hiperlipidemię.

Model cząsteczki cholesterolu
Red Andr/Wikipedia

Model cząsteczki cholesterolu

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Blaszki w spadku

Wiadomość o niespodziewanym zawale serca u młodych ludzi przykuwa uwagę, wzbudzając szczególne współczucie. Nie próbuje się jednak dociekać, dlaczego nagła śmierć przydarzyła się w wieku 30 lub 40 lat i czy częściowej winy nie ponosi lekarz rodzinny, który w odpowiednim czasie nie wykrył jakichś zaburzeń.

Oczywiście młoda ofiara zawału nie musiała wcale chodzić do lekarza. Czuła się na tyle zdrowo, by nie myśleć o jakimkolwiek ryzyku. Na nic się nie leczyła ani nie wykonywała regularnie badań. Odkąd w medycynie pracy okrojono ich listę, nikomu do głowy nie przyjdzie, by raz na jakiś czas, niejako z urzędu, sprawdzać poziom cholesterolu lub cukier.

Jeśli jednak lekarz opiekował się rodziną młodego zawałowca, to wiedział, że jego babcia ma bardzo wysoki cholesterol i z tego powodu od lat podaje jej statyny. Wiedział też o tym, że pacjentka 25 lat temu pochowała swojego syna, który również zmarł na zawał serca – w podobnym wieku, w którym teraz odszedł jej wnuk. I to właśnie lekarz rodzinny mógł tej śmierci zapobiec, gdyby lecząc od lat starszą panią, i pamiętając o wcześniejszych zawałach jej bliskich, zaprosił jej krewnych na badania cholesterolu, a więc sprawdził, czy w ich naczyniach nie tyka już bomba, która może wybuchnąć. W Holandii w ten właśnie sposób, po nitce do kłębka, poszukuje się osób z hipercholesterolemią rodzinną, a każdy wykryty przypadek wpisywany jest do rejestru i otacza się go szczególną opieką. W Polsce takiego systemu nie ma. Brakuje też świadomości, że warto go jak najszybciej stworzyć.

Namierzyć wroga

Hipercholesterolemia to dziś najbardziej zaniedbany czynnik ryzyka chorób serca. Zwłaszcza jeśli chodzi o wczesne wykrywanie tych zaburzeń. Był to leitmotiv tegorocznego kongresu kardiologów z całej Europy, gdzie wydatki na leczenie chorób sercowo-naczyniowych (w tym miażdżycy) zbliżyły się już do 200 mld euro rocznie. – Ponad 60 proc. Europejczyków nie osiąga pożądanego poziomu cholesterolu LDL mimo leczenia – zwrócił uwagę Peter Sever, profesor farmakologii z Imperial College w Londynie. – Wśród pacjentów szczególnie zagrożonych zawałem serca lub po takim incydencie odsetek ten sięga nawet 80 proc.

LDL, czyli z ang. low density lipoproteins, to tzw. frakcja cholesterolu o niskiej gęstości. Łatwo przywiera do ścianek tętnic, przyczyniając się do ich zwężenia. Inaczej niż HDL (high density lipoproteins), który usuwa nadmiar lipidów, transportując je do wątroby, gdzie powinny zostać zutylizowane. – Nie wystarczy ogólne badanie cholesterolu, choć jeśli przekracza 250 mg/dl, to sytuacja jest niepokojąca – ostrzega prof. Marcin Gruchała, kierownik I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku.

Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne zaleca od tego roku większą koncentrację na LDL i zasada jest prosta: im mniej, tym lepiej. A normy są już wyśrubowane. Dla osób z ujawnioną chorobą serca lub naczyń, uratowanych po zawale, po wszczepieniu stentów, z cukrzycą lub przewlekłą chorobą nerek zalecany poziom LDL wynosi 70 mg/dl, dla palaczy papierosów oraz ludzi otyłych i z rodzinną hipercholesterolemią – 100 mg/dl, a dla pozostałych – 115 mg/dl. – Być może za jakiś czas się okaże, że u wszystkich obniżenie LDL cholesterolu do wartości 30 mg/dl przynosi korzyść – puszcza wodze fantazji prof. Gruchała. Tego celu nie da się jednak osiągnąć samą dietą, potrzebne są leki. – Może gdyby przyjmować je od dzieciństwa, miażdżyca przestałaby istnieć. Tak jak dzięki podawaniu witaminy D zniknęła krzywica.

Statyny, które obniżają cholesterol, to jedne z najbardziej spopularyzowanych na świecie leków. Ale mają swoich przeciwników. Także wśród lekarzy, którym poddawani tej kuracji skarżą się na bóle mięśni (dotyczą one 10–15 proc. osób). Wskutek tego wielu pacjentów otrzymuje zbyt niskie dawki albo nie leczy się wcale.

Decyzji o rozpoczęciu terapii nie ułatwia świadomość, że cholesterol jest przecież budulcem błon komórkowych i hormonów. Tak – przekonują eksperci – ale z obu funkcji świetnie wywiązuje się cholesterol syntetyzowany w organizmie, natomiast groźny jest ten, który znajduje się poza komórkami. – Sygnały o przyspieszonej demencji lub depresji przy radykalnym obniżaniu cholesterolu nie potwierdziły się – uspokaja prof. Gruchała.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną