Przyszłość transplantologii: nowe narządy z ludzko-świńskich chimer

Darowane życie
Po latach zmagań z niedoborem narządów do transplantacji być może znajdziemy inne ich źródło.
Wykorzystanie chimer do hodowli organów to jeszcze śpiew przyszłości.
Knape/Getty Images

Wykorzystanie chimer do hodowli organów to jeszcze śpiew przyszłości.

Urządzenie do przeszczepiania komórek macierzystych
vilevi/PantherMedia

Urządzenie do przeszczepiania komórek macierzystych

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Darowane życie

Pod koniec stycznia w prestiżowym magazynie naukowym „Cell” ukazał się artykuł informujący o stworzeniu pierwszych w historii zarodków ludzko-świńskiej chimery. Chodzi o zarodki zawierające zarówno ludzkie, jak i świńskie komórki (chimery to organizmy będące zlepkiem komórek różniących się genetycznie), które mogłyby w przyszłości posłużyć do hodowli narządów.

W praktyce chodziłoby o możliwość hodowli ludzkich organów w organizmie świń, które rodziłyby się z owych chimer, i gdzie za pomocą wyrafinowanych modyfikacji genetycznych zarodkowe komórki ludzkie dawałyby początek zdrowym nerkom, mięśniom, wątrobie lub sercu. – Ludzkie i świńskie tkanki są do siebie bardzo podobne – twierdzi prof. Juan Carlos Izpisua Belmonte z Instytutu Salka w Kalifornii, który był współautorem pracy opublikowanej w „Cell”. Zastrzega jednak, że choć celem eksperymentu w dłuższej perspektywie jest hodowla ludzkich narządów (w warunkach laboratoryjnych na razie słabo się to udaje), jesteśmy dopiero na początku drogi, by zaspokoić coraz większe potrzeby transplantologii.

– Choć udowodniliśmy, że ludzkie komórki w stworzonej przez nas chimerze mogą dać początek nowym narządom, musimy nauczyć się sterować tym procesem tak, aby wyhodowane w organizmie świni serce lub wątroba były w pełni sprawne – zaznacza prof. Belmonte. Świnie z ludzkimi organami? Toż to niedopuszczalna ingerencja naukowców w prawa natury i zagrożenie dla naszego dziedzictwa! – krzyczą przeciwnicy eksperymentów genetycznych. Kwestie etyczne warto mieć oczywiście na uwadze, ale nie powinny one przesłaniać rzeczy podstawowej: medycyna wcześniej czy później musi znaleźć rozwiązanie problemu, skąd brać zdrowe organy do przeszczepów. To w naszym interesie jest odkrycie metody, która pozwoli zlikwidować dysproporcję między kurczącym się dostępem do nowych narządów a rosnącym na nie zapotrzebowaniem. Oto dlaczego powinniśmy mocno trzymać kciuki za powodzenie takich prób.

Skąd brać dawców?

Odkąd w 1954 r. po raz pierwszy przeszczepiono na świecie nerkę, chirurdzy borykają się z poważnym niedoborem zdrowych organów do transplantacji pochodzących ze zwłok. Nie tylko w Polsce wielu pacjentów z list oczekujących na nerki, wątrobę lub serce musi umrzeć, nie doczekawszy się na dawcę. Wraz z rozwojem nowych technologii nie będzie lepiej, tylko gorzej. Powiedzmy wprost: rozwój automatyki i robotyki nie tylko zmieni styl naszego życia, ale również sposób, w jaki będziemy umierać.

Technologiczna rewolucja w motoryzacji uznawana jest za sukces i bezdyskusyjną zmianę na lepsze, ale czy ktoś myśli o konsekwencjach związanych z pogorszeniem dostępu do dawstwa narządów? W USA jeden na pięć organów zdatnych do przeszczepu uzyskuje się od ofiar wypadków samochodowych. Według szacunków za 94 proc. tego typu zdarzeń odpowiadają błędy kierowców, więc dzięki automatycznym kierowcom wzrośnie bezpieczeństwo. W czerwcu 2016 r. Christopher A. Hart, przewodniczący Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu w Stanach Zjednoczonych, powiedział: „Samochody bez kierowców mogą uratować wielu, jeśli nie większość z 32 tys. uczestników wypadków, którzy giną na naszych drogach i autostradach każdego roku”.

W Polsce według statystyk Poltransplantu 32 proc. zmarłych dawców narządów to ofiary urazów czaszkowo-mózgowych, więc w tej grupie są również kierowcy i pasażerowie samochodów, motocykliści oraz poszkodowani w innych rodzajach wypadków. Według prof. Romana Danielewicza, do niedawna szefa Poltransplantu, jeszcze 20 lat temu odsetek dawców z tej grupy stanowił 60 proc. – Dziś w naszym kraju najczęstszą przyczyną zgonu zmarłych dawców są udary mózgu – dodaje. – Ale medycyna robi postępy i pozwala przeżyć coraz większej liczbie chorych.

Spadek liczby dostępnych narządów dla transplantologii może być dużym problemem. Już teraz program dawstwa, sam będący polem licznych sukcesów współczesnej medycyny, zderza się z coraz efektywniejszą medycyną ratunkową, która – szczęśliwie dla ofiar wypadków – jest w stanie wyprowadzić rannych z naprawdę dużych opresji. W efekcie liczba potencjalnych dawców narządów stale się kurczy, a zapotrzebowanie na nie – przeciwnie – rośnie. Miliony ludzi walczą z chorobami, które jeszcze dwie dekady temu uznawano za śmiertelne. Prowadzone są listy potencjalnych biorców serca, wątroby, płuc i trzustki. Chorzy na hemofilię, cukrzycę, a nawet chorobę Parkinsona wyczekują na upowszechnienie przeszczepów komórek, które dziś już eksperymentalnie likwidują objawy ich schorzeń. Tak więc nacisk na znalezienie nowych sposobów pozyskiwania narządów i tkanek będzie rósł.

Sztuczne narządy

Owszem, wiele czynników tworzy bariery, jakie napotykają transplantolodzy. Wystarczy przytoczyć dane z Poltransplantu z 2011 r., kiedy w oddziałach intensywnej terapii zmarło 23 424 pacjentów: u 15 proc. z nich, czyli 3513, możliwe było komisyjne rozpoznanie śmierci mózgu i z tej liczby u 42 proc. teoretycznie możliwe było pobranie narządów. Mimo 1475 potencjalnych dawców narządy pobrano zaledwie od 509, co pokazuje, że przynajmniej w Polsce kwestie organizacyjne i gotowość do pozyskiwania organów do transplantacji wymagają stałego doskonalenia.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną